Kobieta zaatakowała strażników miejskich podczas interwencji na Woli

Kierowca zaparkował auto w bramie. Na miejsce wezwano strażników miejskich. Interwencja nie spodobała się obserwującej ją kobiecie. Obserwatorka najpierw obrzuciła strażników wyzwiskami, a później przeszła do rękoczynów. Została ujęta, odpowie za atak na funkcjonariusza.

We wtorek, 9 czerwca około godziny 22:00 strażnicy z IV Oddziału Terenowego otrzymali od dyżurnego zlecenie dotyczące blokowania wyjazdu z bramy przy ulicy Ludwiki. Na miejscu okazało się, że Honda nie blokuje innego auta, a „tylko” parkuje na powierzchni wyłącznej z ruchu. Funkcjonariusze przystąpili do czynności służbowych. Po wykonaniu dokumentacji fotograficznej strażnicy udali się do radiowozu, by przygotować wezwanie dla sprawcy wykroczenia. Wtedy podeszła do nich nastawiona agresywnie kobieta. Używając słów określanych jako wulgarne, zaczęła ubliżać strażnikom. Uderzała pięściami i kopała w radiowóz. Funkcjonariusze kilkukrotnie starali się ją uspokoić, jednak żadne prośby ani polecenia nie przynosiły skutku. W chwili, gdy strażnicy wyszli z radiowozu, kobieta kopnęła jednego z nich i próbowała uderzyć go pięścią. Narastająca agresja, nie tylko słowna, zmusiła strażników do użycia środków przymusu bezpośredniego. Na miejsce interwencji przybyły inne załogi straży miejskiej, wezwano policję. Agresywną kobietę umieszczono w przedziale przewozowym. W związku z naruszeniem nietykalności strażnika miejskiego dalsze czynności prowadzić będzie policja.

Artykuł 222 Kodeksu karnego przewiduje karę do 3 lat pozbawienia wolności za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków służbowych. Natomiast czynna napaść, czyli atak na funkcjonariusza, jest zagrożona karą do 10 lat pozbawienia wolności zgodnie z art. 223 Kodeksu karnego.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszaw

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

Mężczyzna groził wysadzeniem bloku, ranił rodziców i zatakował policjantów nożami

Wczoraj sąd zdecydował o tymczasowym, trzymiesięcznym areszcie dla 40-letniego mieszkańca Lublina, który w czwartek wpadł w desperację i grozę, terroryzując własnych bliskich i całe osiedle. Mężczyzna odkręcił w swoim mieszkaniu kurki z gazem, grożąc wysadzeniem bloku. Nie oszczędził nawet swoich rodziców – zaatakował ich, raniąc ojca, a na interweniujących policjantów rzucał nożami i szklanymi przedmiotami.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w środę (4 marca) po południu w bloku przy ulicy Junoszy w Lublinie. Dyżurny Komendy Miejskiej Policji otrzymał zgłoszenie, które mroziło krew w żyłach: w mieszkaniu stoi agresywny mężczyzna z nożem w ręku, a w korytarzu czuć gaz.

Na miejsce natychmiast wysłano patrole policji, straż pożarną i karetkę pogotowia. Funkcjonariusze zastali desperata w oknie mieszkania – mężczyzna widząc mundurowych zaczął rzucać w nich ostrymi przedmiotami, grożąc im śmiercią.

Jak ustalono później, wcześniej w tym samym mieszkaniu zaatakował swoich rodziców, ranił ojca i odkręcił kurki z gazem, stwarzając realne zagrożenie wybuchu. Próby wejścia policjantów do mieszkania spotykały się z kolejną falą agresji – desperat rzucał szklanymi przedmiotami, groził, że jest oblany benzyną i zabije każdego, kto spróbuje go powstrzymać.

Wobec eskalującego zagrożenia na miejsce wezwano Oddział Prewencji Policji z KWP w Lublinie, wyposażony w tarcze ochronne. Mundurowi sprawnie ewakuowali rodziców mężczyzny i przekazali ich pod opiekę ratowników medycznych.

Mimo dramatycznych okoliczności, sprawca zdołał uciec przez okno. Natychmiast rozpoczęto poszukiwania, w tym z pomocą psów tropiących. Niedługo później agresor został odnaleziony i zatrzymany na jednej z pobliskich ulic.

40-latek trafił do policyjnego aresztu. Badanie wykazało, że był nietrzeźwy. W prokuraturze usłyszał zarzuty sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu gazu i pożaru, kierowania gróźb wobec funkcjonariuszy, znęcania się nad rodzicami oraz naruszenia czynności narządu ciała ojca. Za te przestępstwa grozi mu kara do 8 lat więzienia.

To, co miało być zwykłym popołudniem, zamieniło się w koszmar dla całego bloku – dramat, w którym odwaga i szybka reakcja policji i ratowników ocaliła życie niewinnych ludzi.

40-letni mieszkaniec Lublina, wcześniej notowany przez policję za przestępstwa narkotykowe, tym razem stanie przed sądem w związku z dramatycznym atakiem na własną rodzinę i służby. Mężczyzna odpowie za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa wybuchu gazu i pożaru, groźby wobec funkcjonariuszy, znęcanie się nad rodzicami oraz spowodowanie obrażeń ciała ojca.

Za te czyny grozi mu nawet do 8 lat więzienia. To kolejny przykład, jak przeszłość kryminalna i desperacja mogą doprowadzić do dramatycznych zdarzeń, które wstrząsnęły całym osiedlem.

Fot. Policja Lubelska

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Bracka: interwencja wobec pijanego zakończyła się naruszeniem nietykalności funkcjonariusza

Spokojna interwencja wobec pijanego zakończyła się wizytą na komisariacie policji. Agresor po wytrzeźwieniu odpowie za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza.

Strażnicy z I Oddziału Terenowego w niedzielę, 6 lipca, otrzymali pilne zlecenie udania się na ulicę Bracką do leżącego mężczyzny. Około godziny 12:55 patrol był już na miejscu i rzeczywiście, w jednej z bram zastali leżącego człowieka. Już z kilku metrów można było wyczuć, że nie zmogła go ciężka praca, lecz… alkohol wypity w zbyt dużych ilościach. W końcu udało się dobudzić śpiocha – wcześniej zapach, a teraz bełkotliwa mowa potwierdziły przypuszczenia funkcjonariuszy, mężczyzna śpiący w bramie był pijany. Nie miał żadnych obrażeń, ale w takim stanie stwarzał dla siebie zagrożenie. Strażnicy podjęli decyzję o przetransportowaniu go do Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych. Prosta prośba o okazanie dowodu tożsamości wywołała u mężczyzny nieoczekiwany, gwałtowny atak agresji. Funkcjonariusze starali się go uspokoić, jednak żadne prośby ani polecenia nie przynosiły skutku. Narastająca agresja – nie tylko słowna – zmusiła strażników do użycia środków przymusu bezpośredniego. Nawet będąc już w kajdankach, mężczyzna nie zaprzestawał agresji wobec funkcjonariuszy. Ze względu na naruszenie nietykalności cielesnej strażnika oraz kierowanie gróźb karalnych wezwano na miejsce patrol policji. Policjanci, z niemałym trudem, przejęli agresywnego mężczyznę. Stan po wytrzeźwieniu może być niczym w porównaniu z kłopotami, które teraz go czekają. Odpowie za znieważenie funkcjonariuszy oraz naruszenie nietykalności cielesnej jednego z nich.
Artykuł 222 Kodeksu karnego przewiduje karę do 3 lat pozbawienia wolności za naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego podczas wykonywania obowiązków służbowych. Natomiast czynna napaść, czyli atak na funkcjonariusza, jest zagrożona karą do 10 lat pozbawienia wolności zgodnie z art. 223 Kodeksu karnego.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
📸 fot. Marek Śliwiński, Straż Miejska m.st. Warszawy

Atak na strażnika miejskiego. 25-latek miał toporek, nóż i gaz

Agresywny 25-latek z arsenałem niebezpiecznych przedmiotów zatrzymany przez strażników miejskich na Bielanach. Mężczyzna krzyczał i znieważał funkcjonariuszy, a następnie zaatakował jednego z nich. Po obezwładnieniu okazało się, że był nietrzeźwy i miał przy sobie m.in. toporek, nóż sprężynowy oraz gaz pieprzowy.

W nocy z 6 na 7 lipca, tuż przed godziną 4, strażnicy miejscy z V Oddziału Terenowego usłyszeli krzyki i wulgaryzmy dochodzące z rejonu ulicy Szegedyńskiej. Funkcjonariusze pośpiesznie udali się w stronę źródła hałasów. Na miejscu zastali młodego mężczyznę wchodzącego do klatki schodowej, który nie zaprzestawał głośnego zachowania. Gdy strażnicy polecili mu, aby się uspokoił, ten zaczął jeszcze głośniej krzyczeć w ich kierunku, znieważając funkcjonariuszy na oczach towarzyszącej mu kobiety. Jego agresja nie ustawała w pewnym momencie zaatakował interweniującego strażnika. Gdy został obezwładniony i wyprowadzony w kajdankach na zewnątrz budynku, towarzysząca mu kobieta próbowała nakłonić strażników do odstąpienia od podjętych czynności. Strażnicy wezwali na miejsce patrol policji. Po przeszukaniu ujętego agresora ujawnili przy nim nie lada arsenał niebezpiecznych przedmiotów: toporek, nóż sprężynowy, a także gaz pieprzowy oraz metalową rurkę. Gdy na miejsce przybyli policjanci, okazało się, że 25-latek miał 1,35 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Ujęty został przekazany przez strażników do dyspozycji policji. Odpowie za znieważenie funkcjonariuszy oraz naruszenie nietykalności cielesnej jednego z nich.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

Straż Miejska nie dała się zmylić – udaremniono próbę podszycia się pod policję

Strażnicy miejscy ujęli mężczyznę, który podszywał się pod policjanta. Oszust posługiwał się policyjnym oznakowaniem i radiostacją, a wobec strażników użył tasera. Ujęty został przekazany prawdziwym policjantom, którzy wkrótce ujęli też drugiego przebierańca.

Strażnicy miejscy z IV Oddziału Terenowego patrolujący nocą ulice Woli, podczas przejazdu na interwencję zauważyli przy ulicy Złotej niepokojąco wyglądającą scenę: dwóch postawnych mężczyzn wydawało się blokować drogę trzeciemu. Gdy strażnicy podeszli zapytać, co się dzieje, zauważyli, że napastnicy mają na ramionach opaski z napisem policja i słuchawki w uszach. Obaj byli w granatowych kurtkach, jeden miał twarz zasłoniętą chustką. Zapewniali, że są z policji, ale w ich zachowaniu było coś podejrzanego. Gdy strażnicy poprosili o okazanie policyjnych odznak, jeden z rzekomych zwiadowców rzucił się na funkcjonariusza straży i kilkukrotnie zaatakował go paralizatorem elektrycznym, tzw. taserem. Atak był nieskuteczny, strażnicy obezwładnili napastnika. Drugi nie był solidarny z kolegą – wykorzystał moment szarpaniny i uciekł. Po chwili na wsparcie dla zaatakowanych kolegów dołączył inny patrol straży miejskiej. Zaraz potem na miejscu zjawiły się 3 patrole prawdziwej policji, którym przekazano zabezpieczonego kajdankami mężczyznę. Dzięki współpracy obu formacji, po kilku dniach także drugi z przebierańców znalazł się w rękach policji.

Podszywanie się pod funkcjonariusza jest poważnym przestępstwem. Zgodnie z 227 artykułem Kodeksu Karnego: „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podaje się za funkcjonariusza publicznego i podejmuje czynności związane z pełnieniem tej funkcji, podlega karze pozbawienia wolności do lat 2.”Jeszcze poważniejsze mogą być konsekwencje czynnej napaści na funkcjonariusza publicznego, można za to trafić do więzienia nawet na 10 lat.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy