Pieszo z Polski do Japonii. Niezwykła wyprawa Mateusza Krzyżanowskiego. „Ta podróż zmieniła całe moje życie”

Nie każdy odważyłby się zostawić dotychczasowe życie, spakować plecak i wyruszyć w drogę liczącą dziesiątki tysięcy kilometrów. Dla Mateusza Krzyżanowskiego z Myśliszewic koło Radomia nie był to jednak spontaniczny impuls. To decyzja, która dojrzewała przez lata i całkowicie odmieniła jego życie.

Od ponad 600 dni przemierza świat pieszo. Za sobą ma już Europę i znaczną część Azji. Przeszedł przez Rumunię, Turcję, kraje Kaukazu, Kazachstan, Afganistan, Indie i Nepal. Przed nim kolejne wyzwania oraz wymarzony cel – Sapporo w Japonii.

Rozmawialiśmy z podróżnikiem o tym, co skłoniło go do podjęcia tej niezwykłej wyprawy, o chwilach zwątpienia, spotkaniach z niedźwiedziem, gościnności mieszkańców Afganistanu oraz marzeniu, które prowadzi go każdego dnia.

„Zrozumiałem, że muszę zmienić swoje życie”

Początek tej historii nie wydarzył się na górskim szlaku ani na lotnisku. Wszystko zaczęło się podczas spokojnej rozmowy na żaglówce z przyjacielem.

Zrozumiałem, że nie jestem szczęśliwy. Chciałem zerwać z dotychczasowymi nawykami i w końcu zrobić coś, co naprawdę mnie odmieni. Wtedy pojawiła się myśl: „A może pójdę pieszo z Polski do Japonii?” – wspomina Mateusz.

Choć pomysł brzmiał jak szaleństwo, nie ruszył od razu. Przez kolejne dwa lata przygotowywał organizm, kompletował sprzęt, planował trasę i zdobywał wiedzę, która mogła okazać się bezcenna podczas wyprawy.

Nie wszyscy wierzyli

Kiedy powiedział bliskim o swoim planie, większość nie potraktowała go poważnie.

– Słyszałem, że to niemożliwe i że nawet nie wyjdę z Polski – mówi z uśmiechem.

Najtrudniejsza była rozmowa z żoną. Wiedziała, że jeśli podejmie decyzję, zrobi wszystko, by doprowadzić ją do końca. Dziś, mimo tysięcy kilometrów, które ich dzielą, jest jego największym wsparciem.

Życie w drodze

Mateusz nie planował dokładnego budżetu całej wyprawy. Przed wyjazdem zgromadził oszczędności, a dziś ogromnym wsparciem są osoby śledzące jego podróż w mediach społecznościowych.

Jak przyznaje, są kraje, w których praktycznie nie wydaje pieniędzy.

Największym zaskoczeniem okazał się Afganistan.

– Przez większość pobytu niemal codziennie ktoś zapraszał mnie do swojego domu. Pierwsze większe wydatki poniosłem dopiero w Kabulu – opowiada.

Najczęściej nocuje w namiocie, ale zdarzało mu się spać również w świątyniach, hotelach, prywatnych domach, a nawet na posterunkach policji.

– Nigdy nie wiem, gdzie spędzę następną noc. I właśnie to jest piękne w tej podróży.

Samotność, która porządkuje życie

Kilkanaście godzin marszu każdego dnia daje mnóstwo czasu na przemyślenia.

– Wracają stare wspomnienia, analizuję przeszłość, planuję kolejne etapy wyprawy albo po prostu cieszę się tym, co mnie otacza. Taki marsz naprawdę porządkuje człowiekowi głowę.

Choć fizycznie wędruje sam, samotność nie jest jego codziennością. Regularnie prowadzi transmisje na żywo w mediach społecznościowych, podczas których rozmawia z obserwatorami i pokazuje miejsca, przez które przechodzi.

– Wielu ludzi pisze, że podróżują razem ze mną. Dzięki nim nigdy nie czuję się samotny.

Niedźwiedź, lód i złamane żebra

Tak długa wyprawa nie mogła obyć się bez niebezpiecznych sytuacji.

Jedną z najbardziej pamiętnych było nocne spotkanie z niedźwiedziem w rumuńskich górach.

– Chodził wokół mojego namiotu. Rano zostały tylko ślady jego łap.

Innym razem załamał się pod nim lód podczas przeprawy przez rzekę.

Najpoważniejszym wydarzeniem był jednak wypadek na skuterze w Indiach. Mateusz doznał trzech złamań żeber oraz zakażenia. Przez trzy miesiące leczył się w Wietnamie. Gdy wrócił do zdrowia, ponownie ruszył na trasę.

Największe zaskoczenie? Afganistan

Zapytany o kraj, który zrobił na nim największe wrażenie, odpowiada bez chwili wahania.

To Afganistan.

Nie z powodu trudnych warunków czy zagrożeń, ale niezwykłej życzliwości mieszkańców.

– Niemal codziennie byłem zapraszany do czyjegoś domu.

Z kolei największym logistycznym wyzwaniem okazał się Kazachstan.

– Na jednym z odcinków przez około 690 kilometrów miałem tylko jedno miasto, trzy wioski i kolejne miasto. Dlatego kupiłem taczkę, żeby przewozić większe zapasy jedzenia i wody.

Everest nie był najtrudniejszy

Choć zdobycie Everest Base Camp dla wielu jest marzeniem życia, Mateusz przyznaje, że po ponad 600 dniach marszu trekking nie okazał się największym wyzwaniem.

Znacznie trudniejsze były wejścia na Chukhung Ri i Chukhung Tse, gdzie wysokość dawała się we znaki.

Ogromne emocje wzbudziły natomiast pomniki polskich himalaistów, zwłaszcza Jerzego Kukuczki.

– Poczułem ogromną dumę z tego, jaką historię Polacy zapisali w Himalajach.

Przed nim jeszcze tysiące kilometrów

Najbliższe miesiące będą kolejnym wielkim wyzwaniem. Po Nepalu wróci do Indii, następnie planuje przejść przez Bangladesz, Birmę, Tajlandię, Kambodżę, Wietnam i Chiny.

Do Japonii dotrze samolotem z Chin lub Hongkongu, jednak nie oznacza to końca wyprawy.

Po wylądowaniu czeka go jeszcze około 2200 kilometrów marszu do Sapporo.

„Najbardziej marzę o zwykłym spacerze z żoną”

Zapytaliśmy Mateusza, co zrobi jako pierwsze po osiągnięciu celu.

Odpowiedź zaskakuje swoją prostotą.

– Najpierw napiszę list do mojej żony. Potem będę chciał po prostu wrócić do domu i wyjść z nią na zwykły spacer ulicami Radomia.

Po setkach dni spędzonych na szlakach świata właśnie takie, pozornie zwyczajne chwile stały się dla niego największym marzeniem.

Bo ta wyprawa to nie tylko droga z Polski do Japonii. To przede wszystkim podróż, która odmieniła jego życie i pozwoliła odnaleźć samego siebie.

Redakcja Luka&Maro wspiera Mateusza w drodze do Japonii

6 sierpnia 2026 roku Mateusz Krzyżanowski, będąc tysiące kilometrów od Polski, nagrał dla naszej redakcji specjalne pozdrowienia. Serdecznie za nie dziękujemy!

Historia Mateusza pokazuje, jak wiele może zmienić jedna decyzja, determinacja i konsekwentne dążenie do celu. Przed nim wciąż długa droga, kolejne kraje, tysiące kilometrów i wyzwania, których dziś nie sposób przewidzieć.

Jako redakcja Luka&Maro jesteśmy z Mateuszem i wspieramy jego niezwykłą wyprawę. Będziemy z zainteresowaniem śledzić kolejne etapy drogi aż do upragnionego celu – Sapporo w Japonii.

Mateusz, dziękujemy za rozmowę, poświęcony czas i pozdrowienia dla naszej redakcji. Życzymy bezpiecznej drogi, życzliwych ludzi na szlaku, zdrowia, siły i wytrwałości.

Trzymamy kciuki za każdy kolejny kilometr. Do zobaczenia na mecie! 🇵🇱🥾🇯🇵

Fot. archiwum prywatne Mateusza Krzyżanowskiego

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem  wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

Strażacka poezja, która inspiruje. Chyża spotkała się z młodzieżą na obozie MDP w Solinie

W Bieszczadach, podczas III turnusu Obozu Profilaktyczno-Edukacyjno-Szkoleniowego MDP w Solinie, uczestnicy mieli okazję wziąć udział w wyjątkowych warsztatach prowadzonych przez Emilię „Chyżą” Śliwińską – wiceprezes redakcji Warszawskiej Grupy Luka&Maro oraz druhnę Ochotniczej Straży Pożarnej w Kunowie.
Jasne. Oto płynnie dopisany fragment:

Spotkanie mogło odbyć się dzięki zaproszeniu Marka Czerw – jednego z organizatorów i opiekunów obozu. Mieliśmy okazję poznać się podczas jednego z wyjątkowych strażackich wydarzeń i już wtedy było wiadomo, że łączy nas podobne spojrzenie na pracę z młodymi ludźmi oraz strażacką pasję. Wierzymy, że to dopiero początek współpracy, a przed nami jeszcze wiele ciekawych spotkań, inspirujących projektów i wspólnych inicjatyw.

Obóz został zorganizowany przez Komendę Wojewódzką Państwowej Straży Pożarnej w Rzeszowie, Zarząd Oddziału Wojewódzkiego ZOSP RP w Rzeszowie oraz OSP Mielec. Program wydarzenia tradycyjnie łączy szkolenia, profilaktykę i rozwój najmłodszych druhów, jednak tym razem wzbogacił się o spotkanie, które na długo pozostanie w pamięci uczestników.

Podczas warsztatów Emilia opowiedziała młodzieży o swojej drodze w Ochotniczej Straży Pożarnej, codziennej działalności społecznej oraz pracy reporterki dokumentującej działania służb ratunkowych w całej Polsce. Nie zabrakło również rozmów o pasji do pisania, która od lat towarzyszy jej strażackiej służbie.

Szczególną część spotkania stanowiła strażacka poezja. Uczestnicy mogli usłyszeć autorskie utwory inspirowane służbą, poświęceniem i braterstwem strażackim. To właśnie takie chwile pokazują, że mundur to nie tylko gotowość do niesienia pomocy, ale także wrażliwość, wartości i szacunek do drugiego człowieka.

Dużo miejsca poświęcono również tematowi hejtu i odpowiedzialności w internecie. Młodzi druhowie rozmawiali o tym, jak radzić sobie z negatywnymi komentarzami, dlaczego warto pozostać sobą i nie pozwolić, aby internetowa krytyka odbierała motywację do realizowania swoich pasji i marzeń.

Emilia „Chyża” Śliwińska od 2009 roku aktywnie działa w szeregach OSP. Jest uznawana za jedyną w Polsce strażaczkę-poetkę, której twórczość od lat porusza strażaków i sympatyków pożarnictwa. Jej wiersze powstają z prawdziwych doświadczeń, emocji i szacunku do strażackiego munduru, dlatego trafiają zarówno do najmłodszych, jak i doświadczonych druhów.

Takie spotkania pokazują, że edukacja młodzieży może wykraczać poza ćwiczenia i szkolenia. Rozmowy o wartościach, empatii, odpowiedzialności oraz pasji pozostawiają równie ważny ślad, jak nauka strażackiego rzemiosła.

Spotkanie zakończyło się w niezwykle ciepłej atmosferze. Młodzi druhowie chętnie podchodzili do Chyżej, aby zamienić kilka słów, zrobić wspólne zdjęcie czy pamiątkowe selfie. Nie zabrakło uśmiechów, pytań i inspirujących rozmów. Dla wielu uczestników była to wyjątkowa okazja do poznania osoby, która udowadnia, że strażacki mundur można łączyć z pasją, poezją i pomaganiem innym każdego dnia.

Zaproś Chyżą do swojej jednostki!

Jeśli organizujesz obóz MDP, szkolenie, wydarzenie dla młodzieży, jubileusz 100-lecia OSP, piknik strażacki, dzień dziecka, festyn lub inne wydarzenie związane z pożarnictwem – warto zaprosić Emilię „Chyżą” Śliwińską.

To nie tylko spotkanie z druhną OSP, ale przede wszystkim inspirująca opowieść o służbie, poezji, pracy reportera i wartościach, które budują kolejne pokolenia strażaków. Warsztaty o hejcie, motywacji, pasji oraz strażackiej poezji pozostają z uczestnikami na długo i pokazują, że mundur można nosić nie tylko na akcji, ale także w sercu.

Fot. Warszawska Grupa Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem  wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

998 strażaków wspólnie zdobyło Klimczok w geście solidarności dla chorego małego Kazika

W sobotę, 8 listopada o godzinie 9:00, strażacy z OSP Bystra (woj. śląskie, powiat bielski, gmina Wilkowice) oraz liczni uczestnicy cywilni wyruszyli spod remizy, by wspólnie zdobyć szczyt Klimczok. Cel wyprawy był wyjątkowy – wsparcie 3-letniego Kazika, syna strażaka z OSP Bystra, który choruje na DMD.

Strażacy ruszyli w pełnym umundurowaniu bojowym – w hełmach, z aparatami powietrznymi i całym ekwipunkiem, który ważył około 20 kilogramów. Pokonali trasę długości około 7 km i przewyższeniu 1117 metrów. Jak podkreślali uczestnicy, to symboliczny gest solidarności – namiastka tego, przez co każdego dnia przechodzi mały Kazik, walczący z chorobą.

Pomimo trudnych warunków pogodowych – deszczu, błota i śliskich szlaków, wszyscy uczestnicy z determinacją dotarli na szczyt. Woda spływająca górskim potokiem dodatkowo utrudniała wędrówkę, ale nikt się nie poddał.

W trakcie marszu nasza redakcja spotkała prawdopodobnie najstarszego uczestnika wyprawy – 75-letniego strażaka z powiatu opoczyńskiego z Opoczna, który mimo wieku bez problemu zdobył szczyt góry. Jego postawa wzbudziła ogromny szacunek i pokazała, że strażacki duch nie zna granic wieku.

W wyprawie uczestniczyła także nasza redakcja, w trzyosobowym składzie wraz z czworonożną reporterką Westą. Udało się nam zdobyć szczyt w czasie 2 godzin i 10 minut.

To wyjątkowe wydarzenie zgromadziło 998 strażaków z całej Polski, którzy wspólnie pokonali wymagającą trasę, by okazać wsparcie małemu Kazikowi i jego rodzinie.

Nasza redakcja objęła przedsięwzięcie patronatem medialnym. Po zejściu z góry, na zakończenie wydarzenia, głos zabrała wiceprezes naszej redakcji – jedyna w Polsce strażaczka-poetka, która zaprezentowała trzy swoje wiersze z tomiku „Strażackie Serce”. Jej poezja poruszyła uczestników i dodała uroczystości wyjątkowego, wzruszającego wymiaru.

– Cały ten Nomex, kask, aparaty powietrzne – to tylko sprzęt. Prawdziwy ciężar dźwigają rodzice i sam Kazik. My możemy choć na chwilę pokazać, że jest z nami – powiedział jeden ze strażaków z OSP KSRG Ligota Mała.

Urodzinowe wejście na Klimczok było nie tylko gestem solidarności, ale też pięknym dowodem strażackiej jedności, empatii i siły ducha. Wśród uczestników nie zabrakło również piesków oraz najmłodszych wędrowców, którzy dzielnie weszli na szczyt, pokazując, że odwaga i zaangażowanie nie mają wieku.

Organizatorem był fanpage WyzwaniaStrażackie

https://www.siepomaga.pl/urodzinowe-wejscie-na-klimczok-dla-kazika?

📸fot. Marek Śliwiński, Artur Stankiewicz

📲 Zapraszam na nasz profil Warszawska Grupa Luka&Maro, gdzie już niebawem pojawi się obszerna fotorelacja i materiały filmowe z tego niezwykłego wydarzenia!

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!