O godzinie 19:05 w Pruszkowie, na jednym z kluczowych skrzyżowań miasta u zbiegu ulic Tadeusza Kościuszki i Alei Wojska Polskiego doszło do groźnego zdarzenia drogowego, które mogło zakończyć się rutynową interwencją służb ratunkowych. Przebieg wydarzeń sprawił jednak, że świadkowie długo nie zapomną tej sytuacji.
Zderzyły się dwa samochody osobowe Opel oraz taksówka marki Toyota. Jak przyznał sam uczestnik zdarzenia, kierowca Opla wymusił pierwszeństwo przejazdu, doprowadzając do kolizji. Siła uderzenia była znaczna Opel został zepchnięty na słup oraz kosz, co całkowicie zablokowało możliwość opuszczenia pojazdu drzwiami, zarówno z lewej, jak i z prawej strony.

Kierowca Opla został zakleszczony w pojeździe. Na miejscu zdarzenia nasz fotoreporter natychmiast podszedł do poszkodowanego, próbując go uspokoić, pytał o jego stan zdrowia, aby ocenić, czy potrzebna jest natychmiastowa pomoc medyczna i poinformował go, że konieczne będzie wezwanie straży pożarnej. Wtedy doszło do niepokojącego zwrotu akcji. Zakleszczony kierowca wpadł w panikę, powtarzając, że „żadnej straży, żadnej policji – nic mu nie jest”. Błagał kierowcę taksówki Toyoty, obcokrajowca, by zakończyć sprawę wyłącznie na oświadczenie, bez udziału służb.
Mimo że kierowca taksówki był świadkiem całej sytuacji, nie udzielił pomocy zakleszczonemu kierowcy, koncentrując się jedynie na szybkim „cichym” rozwiązaniu sprawy. Z relacji świadków wynika, że dla kierowcy Opla ważniejsze od własnego zdrowia było uniknięcie konsekwencji prawnych oraz kontaktu z policją i strażą pożarną. Ostatecznie, mimo realnego zagrożenia i całkowicie zablokowanych drzwi, kierowca Opla opuścił rozbity pojazd przez okno przy pomocy naszego fotoreportera. Po krótkiej wymianie zdań, obie strony spisały oświadczenie o zdarzeniu i bez udziału służb rozjechały się w swoich kierunkach.
Na szczęście tym razem nie doszło do tragedii. To zdarzenie po raz kolejny pokazuje, jak strach przed odpowiedzialnością może przesłonić zdrowy rozsądek. W takich chwilach liczy się nie „ciche załatwienie sprawy”, lecz bezpieczeństwo i życie uczestników ruchu drogowego.
AKTUALIZACJA:
- Kierowca nie znajdował się pod wpływem alkoholu, obawiał się natomiast wysokiego mandatu. Kwestia posiadania przez niego ważnych uprawnień do kierowania pojazdem zostanie zweryfikowana przez ubezpieczyciela. Na miejscu zdarzenia było bardzo dużo osób postronnych, jednak nikt z nich nie zareagował ani nie podjął próby udzielenia pomocy. Reporter sprawdził stan osoby poszkodowanej i ocenił, czy wymaga ona pomocy medycznej. Obaj kierowcy nie byli właścicielami pojazdów. Na miejsce przyjechali właściciele aut i doszli do porozumienia. Skrzyżowanie objęte jest monitoringiem, a w pobliżu przejeżdżał również patrol straży miejskiej, który nie podjął interwencji, ponieważ pojazdy nie blokowały skrzyżowania. Każdy z obecnych mógł zatrzymać patrol lub wezwać pomoc, jednak reporter był w tym czasie skupiony na udzielaniu pierwszej pomocy przedmedycznej.


Fot. Marek Śliwiński
- Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
- Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
- Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!








