Agresywny 30-latek zatrzymany przez strażników. Prawda wyszła na jaw przy kontroli

Interwencje wobec osób nietrzeźwych i agresywnych to dla strażników codzienność. Zdarza się jednak element zaskoczenia, gdy okazuje się, że ujęty mówi jedno, a jego dokumenty co innego.

2 sierpnia, po godzinie 17, strażnicy miejscy z IV Oddziału Terenowego interweniowali na ulicy Chmielnej. Leżący na chodniku mężczyzna był nietrzeźwy, a gdy funkcjonariusze próbowali go podnieść, obrzucił ich wyzwiskami. Za agresją słowną poszła fizyczna i strażnicy nie mieli innego wyjścia, jak użyć środków przymusu bezpośredniego. Po chwili refleksji w przedziale przewozowym radiowozu, mężczyzna już dużo spokojniejszy, postanowił przekazać strażnikom swoje dane oraz opróżnił kieszenie. Wśród rzeczy przy nim ujawnionych był portfel, a w nim, między innymi, dowód osobisty i karty płatnicze na nazwisko, które nie zgadzało z ustnym oświadczeniem 30-latka. Ujęty wyjaśnił, w jaki sposób wszedł w posiadanie portfela. Jak twierdził, wraz z kolegą biesiadowali przy alkoholu, a gdy procenty i zmęczenie dały o sobie znać, postanowili się przespać. Ponieważ kolega zasnął pierwszy, ujęty skorzystał z okazji, pozbawiając go portfela i, by zmylić tropy, autobusem udał się na Wolę, gdzie i jego dopadł sen. W tej sytuacji strażnikom nie pozostało nic innego, jak ujętego, portfel i całą jego zawartość przekazać wezwanemu na miejsce patrolowi policji.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem  wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

41-latek wynosił towar z pracy i zastawiał go w lombardzie

Policjanci z Komisariatu Policji w Raszynie zakończyli sprawę dotyczącą kradzieży mienia z jednego z magazynów działających na terenie gminy. Z ustaleń śledczych wynika, że za znikającymi przedmiotami stał pracownik firmy, który miał wykorzystywać swoje obowiązki służbowe, aby wynosić wartościowy towar z magazynu.

Według ustaleń funkcjonariuszy 41-letni mężczyzna przez pewien czas wyprowadzał z miejsca pracy należące do przedsiębiorstwa przedmioty. Następnie przewoził je do jednego z warszawskich lombardów, gdzie zastawiał je, oświadczając, że jest ich właścicielem. W ten sposób uzyskał blisko 12 tysięcy złotych.

Łączna wartość skradzionego mienia przekroczyła 30 tysięcy złotych, co spowodowało znaczne straty dla pracodawcy. Po zgłoszeniu sprawy policjanci rozpoczęli działania, które doprowadziły do ustalenia podejrzanego oraz zgromadzenia materiału dowodowego pozwalającego na jego zatrzymanie.

41-latek usłyszał zarzuty dotyczące kradzieży oraz wprowadzenia lombardu w błąd poprzez potwierdzenie, że zastawiane przedmioty należą do niego. Podczas przesłuchania przyznał się do popełnienia zarzucanych czynów. Nie ujawnił jednak powodów swojego działania, zapowiadając, że wyjaśni je dopiero przed sądem.

Oprócz odpowiedzialności karnej mężczyzna poniósł również konsekwencje zawodowe i stracił pracę. O jego dalszym losie zdecyduje sąd.

Postępowanie prowadzą policjanci z Komisariatu Policji w Raszynie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie.

Fot. KPP w Pruszkowie

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem  wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

Ukradł gaśnicę i próbował uciec. Wpadł przez… fifkę i list gończy

Strażnicy w trakcie patrolu Pragi-Południe zauważyli podejrzanie zachowującego się człowieka. Mężczyzna szybko wybiegł z pobliskiej stacji paliw, chowając coś pod ubranie. Funkcjonariusze postanowili podjąć interwencję.

W czwartek, 18 czerwca, funkcjonariusze z VII Oddziału Terenowego kontrolując około 10:15, rejon ulicy Chodakowskiej zauważyli dziwną sytuację. Ze stacji paliw nagle, szybkim krokiem wyszedł mężczyzna, który był wyraźnie zdenerwowany, chował coś pod bluzą. Takie zachowanie wzmogło czujność strażników. Postanowili podjąć interwencję. Na widok zbliżającego się umundurowanego patrolu, człowiek w bluzie zaczął uciekać. Został jednak sprawnie, szybko i bezpiecznie ujęty. Po doprowadzeniu do stacji paliw, kierownik stacji potwierdził kradzież gaśnicy o wartości 54,99 zł. Strażnicy wezwali na miejsce patrol policji. W trakcie odbierania „łupu” 34-letniemu mieszkańcowi Białej Podlaskiej, wypadła szklana fifka z resztką brunatno-zielonego suszu. Policjanci sprawdzili w bazie dane ujętego przez strażników amatora darmowych gaśnic. Wtedy na jaw wyszło, że 34-latek jest poszukiwany do osadzenia w zakładzie karnym. Na ręce złodzieja trafiły policyjne kajdanki. Mężczyzna został przekazany do dalszych czynności.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

Strażnicy namierzyli skradzione przedmioty dzięki sygnałowi GPS

Do strażników miejskich podszedł mężczyzna z prośbą o pomoc w odnalezieniu skradzionych przedmiotów. Jeden z nich cały czas nadawał sygnał GPS, za pomocą którego możliwe było namierzenie zguby.

W środę, 13 maja, do funkcjonariuszy z Oddziału Specjalistycznego patrolujących rejon ulicy Czerskiej zgłosił się mężczyzna, który twierdził, że gdzieś w tej okolicy znajdują się skradzione mu wcześniej rzeczy. Opowiedział, że po wyjściu od lekarza w przychodni przy ulicy Wolskiej zauważył kradzież swojej skórzanej kurtki. W środku były dokumenty, klucze oraz słuchawki bezprzewodowe z… lokalizacją GPS. Jak się okazało, słuchawki cały czas nadawały sygnał widoczny na telefonie mężczyzny. Wspólnie ze zgłaszającym strażnicy ustalili, że słuchawki znajdują się w zaparkowanym w pobliżu aucie. W pojeździe, na miejscu pasażera, siedziała 41-letnia kobieta. Na prośbę funkcjonariuszy otworzyła drzwi. Na pytanie, czy ma w aucie skórzaną kurtkę poszukiwaną przez mężczyznę, odpowiedziała twierdząco. Według jej, dość mglistych wyjaśnień, zabrała bezpańskie okrycie z przychodni lekarskiej, by „poszukać jego właściciela w Internecie”. Wstępna wycena skradzionych przedmiotów opiewała na kwotę 1 600 złotych. Na miejsce wezwano patrol policji, któremu przekazano ujętą kobietę oraz wszystkie uzyskane informacje.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
FOT: Warszawska Grupa Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

Tak odpoczywał po „skoku”. Strażnicy ujęli znanego złodzieja z centrum handlowego

Strażnicy miejscy ujęli prawdopodobnego sprawcę wielokrotnych kradzieży z centrum handlowego przy Łopuszańskiej. Mężczyzna, który wyglądał jakby potrzebował pomocy, tak naprawdę odpoczywał po ostatnim „skoku”.

Strażnicy miejscy z III Oddziału Terenowego patrolowali we czwartek 6 listopada, okolice centrum handlowego Łopuszańska. Nagle, przy jednej z posesji zauważyli leżącego człowieka z torbami pełnymi zakupów. Funkcjonariusze podeszli do mężczyzny sądząc, że potrzebuje pomocy. Prawda okazała się bardziej prozaiczna. Leżący okazał się „dobrym znajomym” pracowników ochrony pobliskiego centrum handlowego. W towarzyszących mu torbach znajdowały się hurtowe ilości czekoladowych batonów. Mężczyzna był też amatorem fluorescencyjnych pisaków i flamastrów z efektem „glow”. Wszystkie te przedmioty wyniósł ze sklepów, o czym zaświadczył przechodzący przypadkiem pracownik centrum handlowego z Łopuszańskiej. Tym samym, wersja o „znalezieniu słodko-świecącego łupu na śmietniku”, jaką prezentował dotąd 33-latek zupełnie straciła na wiarygodności. Wyszło też na jaw, że ochrona centrum handlowego ma na nagraniach więcej tego typu „zakupów” w wykonaniu „słodkiego” złodzieja. Strażnicy wezwali na miejsce policję, której ujęty będzie składał dalsze wyjaśnienia.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Chciał uniknąć mandatu, więc sam założył na auto blokadę — ukradzioną kilka dni wcześniej

27-latek próbował przechytrzyć strażników miejskich, zakładając na własne koło blokadę, którą kilka dni wcześniej ukradł. Chciał w ten sposób uniknąć mandatu za nieprawidłowe parkowanie. Strażnicy jednak szybko zorientowali się w podstępie, a finał przypominał scenariusz z filmów o słynnym duńskim gangu. Na miejsce wezwano policję.

We wtorek, 28 października, funkcjonariusze z Referatu II pojawili się na ulicy Zaroślak. Od niedawna znajduje się tam strefa zamieszkania, na której obowiązują szczególne zasady ruchu drogowego (więcej na ten temat tutaj). Piesi mają tutaj pierwszeństwo, a samochody mogą parkować jedynie w wyznaczonych miejscach. Z konsekwencjami musi liczyć się każdy, kto zaparkuje auto na przykład na jezdni albo na chodniku, nawet jeśli szerokość trotuaru pozostawiona dla pieszych jest większa niż 1,5 metra. W takiej sytuacji kierującemu grozi mandat w wysokości 100 złotych oraz 1 punkt karny.

Uwagę mundurowych zwróciło jedno z aut. Było zaparkowane w miejscu niewyznaczonym, a na jego kole ktoś już założył blokadę. Za wycieraczkę szyby włożona była też nieco zniszczona kartka informująca kierowcę o zablokowanym kole.

Okazało się, że przeczucie nie myliło strażników. Kłódka była uszkodzona, a w systemie informatycznym widniała informacja, że 20 października br. ta właśnie blokada została zgłoszona policjantom jako skradziona. Teraz ponownie była założona na to samo auto, ale w innym miejscu. Strażnicy wezwali policjantów. Po chwili przy aucie pojawił się 27-latek, który przyznał, że to on ukradł wcześniej blokadę. Strażnikom tłumaczył, że śpieszył się do pracy, więc zniszczył kłódkę i zabrał blokadę. Teraz też sam ją sobie założył żeby uniknąć mandatu za nieprzepisowe parkowanie.

Mężczyzna został ujęty i przekazany przybyłym na miejsce policjantom. Ci zabrali go na komisariat. Jak informuje asp. szt. Mariusz Chrzanowski z Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku w związku z kradzieżą policjanci przeprowadzili czynności wyjaśniające w sprawie o wykroczenie i skierowali do sądu wniosek o ukaranie mężczyzny. Ale to nie jedyne konsekwencje dla 27-latka. Strażnicy będą też prowadzić czynności wyjaśniające w związku z popełnionymi wykroczeniami drogowymi 20 i 28 października, a także wezwą mężczyznę do zwrotu kosztów za uszkodzoną blokadę.

Źródło: Straż Miejska Gdańsk

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Chciał się ratować, więc ukradł defibrylator!

Gdańscy policjanci zatrzymali mężczyznę podejrzanego o kradzież defibrylatora AED z okolic stacji SKM Przymorze. Urządzenie, warte około 5 tysięcy złotych i należące do Urzędu Miejskiego w Gdańsku, miało służyć mieszkańcom oraz turystom w nagłych sytuacjach zagrożenia życia.

Do zdarzenia doszło 18 października. Zainstalowany w przestrzeni publicznej defibrylator nagle zniknął z obudowy przy skrzyżowaniu ulic Kołobrzeskiej i Słupskiej. Jak ustalili funkcjonariusze, sprzęt został zabrany przez 39-letniego mieszkańca Gdańska.

Kilka dni później mężczyzna został rozpoznany przez ochroniarza jednego z supermarketów, który zwrócił uwagę na podejrzany plecak. Po przybyciu patrolu policji okazało się, że w środku znajduje się właśnie skradzione urządzenie AED.

Zatrzymany tłumaczył policjantom, że zabrał defibrylator, ponieważ „poczuł się źle i chciał sobie pomóc”. Swoje zachowanie próbował więc usprawiedliwiać nagłym pogorszeniem stanu zdrowia.

Sprzęt został zabezpieczony i niebawem powróci na swoje miejsce. 39-latek natomiast usłyszał zarzut kradzieży, której dopuścił się w warunkach recydywy.

Policja przypomina, że defibrylatory AED to urządzenia ratujące życie, dostępne w wielu punktach miasta po to, by każdy mógł z nich skorzystać w razie nagłego zatrzymania krążenia. Ich zniszczenie lub kradzież to nie tylko przestępstwo, ale również działanie mogące opóźnić udzielenie pomocy osobie potrzebującej i zagrozić czyjemuś życiu.

📸FOTO: KWP w Gdańsku

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Znany strażnikom 54-latek wpadł z cudzymi kartami płatniczymi

Mężczyzna, który zapłacił cudzą kartą za swoje zakupy został ujęty przez strażników miejskich. I to wcale nie na gorącym uczynku.

W piątek, 26 września na numer 986 zadzwoniła pracownica ochrony centrum handlowego. Poprosiła o podjęcie z placówki nietrzeźwego mężczyzny, który niepokoił klientów. Nietrzeźwy okazał się osobą znaną strażnikom z wcześniejszych interwencji. Przed umieszczeniem go w przedziale przewozowym funkcjonariusze z I Oddziału Terenowego przeprowadzili kontrolę osobistą, aby wykluczyć posiadanie przedmiotów niebezpiecznych. To właśnie wtedy znaleźli przy nim dwie, nienależące do mężczyzny karty płatnicze, z których jedna była tzw. złotą kartą. 54-latek nie owijał w bawełnę. Przyznał, że karty nie są jego oraz, że przy użyciu jednej z nich zdążył już zrobić zakupy. Wezwani na miejsce policjanci podjęli decyzję o przewiezieniu ujętego do KRP przy ulicy Wilczej w celu prowadzenia dalszych czynności.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

📸fot. pixabay, Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Plac Szembeka: kradzione telefony odzyskane, para zatrzymana

„Weź to skitraj” – krzyknął do kobiety mężczyzna i zaczął uciekać na hulajnodze. Strażnicy miejscy wraz z policjantami ujęli dwoje ludzi, przy których ujawniono kradzione telefony komórkowe.

W poniedziałkowe popołudnie, 15 września, uwagę strażników miejskich z VII Oddziału Terenowego patrolujących okolice placu Szembeka, zwróciła para młodych ludzi. Na widok radiowozu mężczyzna, który palił susz z fifki, szybko połknął coś, co wcześniej trzymał w dłoni. Tuż potem wskoczył na hulajnogę elektryczną. Strażnicy zobaczyli jeszcze, jak przekazywał coś towarzyszącej mu kobiecie, krzycząc „skitraj to” i zaczął się szybko oddalać. Funkcjonariusze błyskawicznie zawiadomili dyżurującą w rejonie załogę policji o ucieczce hulajnogisty, sami zaś nie pozwolili, by oddaliła się towarzyszka z przekazanym przez niego pakunkiem. Jeszcze w czasie legitymowania kobiety, strażnicy dostali informację, że uciekinier został ujęty. W ramach sprawdzenia ujętych osób, policjanci znaleźli przy nich cztery telefony komórkowe, z których dwa widniały w kartotekach jako skradzione. W trakcie interwencji, na jeden z nich zadzwonił mężczyzna, któremu na innym urządzeniu wyświetliło się, że ktoś właśnie włączył zrabowany dwa dni wcześniej, telefon. Ujęci próbowali przerzucać się winą, twierdząc, że urządzenia należą do tej drugiej osoby, jednak policjanci ucięli te dyskusje – zatrzymując oboje w celu przeprowadzenia dalszych czynności. Odnalezione telefony wrócą do właścicieli, wobec zatrzymanych zostały zastosowane środki stosowne do ich roli w tej sprawie.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Strażnik miejski kontra złodzieje działkowi – skuteczna interwencja poza służbą

Strażnik miejski dokonał ujęcia trzyosobowej grupki plądrującej ogródki działkowe.

W niedzielę, 27 lipca około godziny 19-tej, przebywający poza pracą strażnik miejski otrzymał od znajomego działkowicza informację o wtargnięciu na teren ogródków przy ulicy Słomińskiego, podejrzanie zachowującej się grupy osób. Takie sytuacje zdarzały się na działkach już wcześniej, więc strażnik, mimo że nie był w mundurze, natychmiast ruszył na poszukiwania intruzów. Znajomego poprosił o złożenie zawiadomienia na numer alarmowy. Po chwili, na terenie przyległym do działek, strażnik w cywilu zauważył trzyosobową grupę młodych ludzi, którzy próbowali otworzyć metalową kasetkę, prawdopodobnie pochodzącą z kradzieży. Obok nich leżały także inne przedmioty – przyrządy do uprawy roślin, narzędzia i bezprzewodowy głośnik. Młodzi ludzie byli tak zaskoczeni pojawieniem się i stanowczością interweniującego, że nawet szczególnie nie stawiali oporu. Strażnik w cywilu dokonał ujęcia całej grupy oraz przekazał ujętych patrolowi policji, który niedługo potem przybył na miejsce w odpowiedzi na zgłoszenie działkowca. Dwójka „specjalistów” od plądrowania ogródków okazała się nieletnia, najstarszy – nie tylko był dorosły, ale już poszukiwany. Policja przejęła dalsze czynności.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!