Krwawa bijatyka na Podwalu – mężczyzna pozostawiony przez kolegów, uratowany przez służby

Strażniczka miejska i policjantka ratowały mężczyznę z rozbitą głową. Na „placu boju” zostawili go koledzy, między którymi doszło do krwawej awantury na Podwalu.

Strażniczki miejskie ze Starówki odebrały w ostatni wieczór wakacji alarmujące wezwanie z ulicy Podwale, gdzie miała trwać potężna awantura kilku osób. Funkcjonariuszki natychmiast ruszyły w tamtym kierunku, równocześnie wzywając wsparcie innych załóg. Gdy po chwili dotarły na miejsce, było już po awanturze. Zastały jedynie leżącego na ziemi, silnie krwawiącego mężczyznę, opatrującą go policjantkę i przyglądającą się wszystkiemu z oddali kobietę. Strażniczka, która jest też wykwalifikowaną ratowniczką natychmiast udzieliła wsparcia koleżance z policji. Wspólnie zatamowały obfity krwotok z potylicy i powstrzymały, nie w pełni świadomego mężczyznę, przed wstawaniem, które mogło tylko pogorszyć jego stan zdrowia. Jak ustalono, kilka minut wcześniej na Podwalu doszło do utarczki grupy nietrzeźwych osób. Kiedy awanturujący zauważyli zbliżający się radiowóz, rozbiegli się w różnych kierunkach. Zostawili leżącego na ziemi mężczyznę, który został wcześniej zepchnięty z murku, uderzając głową o chodnik. Niedługo potem policjanci z innego patrolu ujęli jednego z najbardziej agresywnych uczestników zajścia. Poszkodowany z rozbitą głową trafił do szpitala.

W Straży Miejskiej m.st. Warszawy już ponad 100 funkcjonariuszy posiada uprawnienia ratownicze. Zaawansowane szkolenia z udzielania pierwszej pomocy regularnie odbywają wszyscy strażnicy miejscy.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Brutalny atak na kierowcę autobusu – sprawca zatrzymany przez policję i wydalony z Polski

Policjanci z komisariatu na wrocławskim Psim Polu zatrzymali 25-letniego mężczyznę, który w brutalny sposób zaatakował kierowcę miejskiego autobusu. Sprawca, będący obywatelem Ukrainy, został przekazany Straży Granicznej z wnioskiem o wydalenie z Polski.

Do zdarzenia doszło 23 sierpnia około godziny 1:30 w nocy przy ul. Obornickiej. Według ustaleń policji, młody mężczyzna wsiadł do autobusu miejskiego i próbował potraktować pojazd jak noclegownię. Gdy prowadzący autobus zwrócił mu uwagę, pasażer zignorował jego słowa. W pewnym momencie, podczas postoju na przystanku, napastnik siłą wyciągnął kierowcę z kabiny i kilkakrotnie uderzył go po głowie oraz tułowiu.

Na szczęście w zdarzenie zareagowali inni kierowcy i świadkowie, dzięki czemu sytuacja nie zakończyła się poważniejszymi obrażeniami. Pokrzywdzony nie wymagał hospitalizacji.

Na miejsce skierowano patrol policji. Funkcjonariusze wspólnie z pracownikami nadzoru ruchu MPK zabezpieczyli nagrania z kamer. Monitoring pozwolił na szybkie rozpoznanie sprawcy i rozpoczęcie jego poszukiwań. Już kilkanaście minut później policjanci zatrzymali mężczyznę odpowiadającego rysopisowi agresora.

Zatrzymanym okazał się 25-letni obywatel Ukrainy, wcześniej notowany za przestępstwa przeciwko mieniu. W przeszłości odbywał karę pozbawienia wolności za kradzieże. Tym razem usłyszał zarzut naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego – kierowcy autobusu, który zgodnie z prawem jest objęty szczególną ochroną.

Po zakończeniu czynności procesowych napastnik został przekazany Straży Granicznej. Policja skierowała wniosek o jego wydalenie z terytorium Rzeczypospolitej Polskiej.

– Nie ma zgody na to, aby osoby łamiące prawo i stwarzające zagrożenie dla innych mogły pozostawać w naszym kraju – podkreślają funkcjonariusze.

Warto zaznaczyć, że w ostatnich dniach wrocławscy policjanci skierowali już kilka podobnych wniosków dotyczących cudzoziemców, którzy notorycznie dopuszczają się przestępstw i wykroczeń.

📸 fot. KMP we Wrocławiu

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Ratownik medyczny pobity w karetce przed SOR w Warszawie

Na Szpitalnym Oddziale Ratunkowym przy ulicy Lindleya w Warszawie doszło do niepokojącego incydentu, który zwraca uwagę na problem agresji wobec personelu medycznego. Pacjent oczekujący na przyjęcie zdenerwował się z powodu wydłużonego czasu oczekiwania na konsultację lekarską. Jego frustracja przerodziła się w agresję, co zakończyło się fizycznym atakiem na ratownika medycznego w karetce.

Z relacji świadków wynika, że pacjent czekał w karetce na przyjęcie i zasnął. Nagle, po przebudzeniu, zaatakował ratownika medycznego wewnątrz pojazdu. Ratownik nie miał możliwości obrony, gdyż zdarzenie było nagłe i niespodziewane. Poszkodowany został natychmiast przebadany przez kolegów z zespołu medycznego, a o zajściu poinformowano policję. Sprawca został zatrzymany na miejscu zdarzenia.

Incydenty agresji na Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych niestety stają się coraz częstsze. Medycy, którzy każdego dnia niosą pomoc potrzebującym, często spotykają się z niezrozumieniem, frustracją i agresją pacjentów lub ich rodzin. Długie czasy oczekiwania na pomoc są często wynikiem nadmiernego obłożenia oddziałów ratunkowych oraz braku zasobów, co powoduje narastające napięcia wśród oczekujących.

Ratownik medyczny, który padł ofiarą agresji, to osoba wyszkolona do ratowania ludzkiego życia, często w ekstremalnych warunkach. Takie zdarzenia są nie tylko nieakceptowalne, ale również demotywujące dla osób, które każdego dnia stają na pierwszej linii frontu w walce o zdrowie i życie pacjentów.

Policja wszczęła postępowanie w sprawie ataku na ratownika medycznego. Sprawca będzie musiał liczyć się z poważnymi konsekwencjami prawnymi. W Polsce za naruszenie nietykalności funkcjonariusza publicznego, do których zalicza się także ratowników medycznych, grozi kara pozbawienia wolności nawet do 3 lat.

Ministerstwo Zdrowia oraz środowiska medyczne wielokrotnie podkreślają konieczność zaostrzenia przepisów oraz wdrażania dodatkowych środków ochrony personelu medycznego. W niektórych placówkach rozważane jest wprowadzenie ochrony fizycznej lub systemów monitoringu, które mogłyby zapobiegać podobnym sytuacjom.

Apelujemy do społeczeństwa o wyrozumiałość i cierpliwość wobec personelu medycznego. Ci ludzie poświęcają swoje życie i zdrowie, aby pomagać innym, często kosztem własnego komfortu i czasu wolnego. Wzajemny szacunek i zrozumienie są kluczowe dla zapewnienia bezpieczeństwa i skuteczności systemu ochrony zdrowia.

O całym zdarzeniu powiadomił nas jeden z ratowników innego zespołu, który podkreślił, jak trudne i nieprzewidywalne potrafią być sytuacje, z którymi muszą mierzyć się medycy. Ratownik, który poinformował nas o zdarzeniu, zaapelował również o większą ochronę personelu medycznego oraz wprowadzenie skuteczniejszych rozwiązań mających na celu zapobieganie podobnym sytuacjom w przyszłości.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Zdjęcie poglądowe: Marek Śliwiński