Atak paralizatorem na Polaka i brutalna bójka we Wrocławiu. Partnerka Ukraińca również ucierpiała

Brutalne pobicie pary obywateli Ukrainy we Wrocławiu wywołało ogromne poruszenie w całej Polsce. Nagrania z zajścia błyskawicznie obiegły media społecznościowe, a sprawa stała się jednym z najgłośniejszych tematów ostatnich dni. W poniedziałek policja zatrzymała dwóch mężczyzn podejrzewanych o udział w ataku.

Jednym z zatrzymanych jest 27-letni Tomasz M., któremu prokuratura przedstawiła zarzuty pobicia oraz stosowania przemocy z powodu przynależności narodowej. Drugim zatrzymanym jest 45-letni Adam C. „Cycu”, znany w środowisku sportowym. Obaj byli wcześniej notowani przez policję.

Do zdarzenia doszło w niedzielę przy ulicy Okulickiego we Wrocławiu. Poszkodowanymi są 20-letnia kobieta oraz 21-letni mężczyzna – obywatele Ukrainy. Na opublikowanych w internecie nagraniach widać, jak kilku mężczyzn atakuje młodego Ukraińca. W trakcie zajścia ucierpiała również jego partnerka, która próbowała stanąć w jego obronie.

Jednak od momentu publikacji pierwszych materiałów w sieci zaczęły pojawiać się również kolejne nagrania przedstawiające fragmenty wydarzeń sprzed samej bójki. W przestrzeni publicznej krąży wiele filmów, które pokazują różne etapy całego zajścia. To właśnie dlatego, naszym zdaniem, z wyciąganiem jednoznacznych wniosków warto poczekać do zakończenia śledztwa.

Według informacji pojawiających się w internecie, wcześniej miało dojść do użycia paralizatora wobec obywatela Polski przez obywatela Ukrainy. Pojawiają się także nagrania, na których słychać wyzwiska oraz agresywne zachowanie poprzedzające bójkę. Są to jednak informacje wymagające dokładnej weryfikacji przez śledczych i nie powinny być traktowane jako ustalone fakty.

Nie popieramy żadnej formy przemocy. Każdy, kto dopuszcza się pobicia drugiego człowieka, powinien ponieść odpowiedzialność. Jednocześnie uważamy, że ocena całego zdarzenia powinna opierać się na pełnym materiale dowodowym, a nie wyłącznie na krótkich fragmentach nagrań czy emocjonalnych wpisach w mediach społecznościowych.

W naszej ocenie wiele publikacji od pierwszych godzin po zdarzeniu skupiło się przede wszystkim na przeszłości zatrzymanych, podkreślając, że byli wcześniej notowani przez policję. Fakt wcześniejszej karalności lub konfliktów z prawem nie oznacza jednak automatycznie, że wszystkie okoliczności obecnej sprawy zostały już wyjaśnione. O tym, co wydarzyło się naprawdę, powinny zdecydować dowody zgromadzone przez policję, prokuraturę i ostatecznie niezawisły sąd.

W przestrzeni publicznej pojawiły się również informacje, że jeden z zatrzymanych miał rzekomo planować wyjazd z kraju. Należy jednak pamiętać, że okres wakacyjny to czas urlopów i podróży, dlatego takie okoliczności również wymagają rzetelnej oceny przez organy prowadzące postępowanie, a nie pochopnych interpretacji.

Pojawiają się także pytania dotyczące kwalifikacji prawnej czynu, w tym zarzutów dotyczących przemocy motywowanej przynależnością narodową. To właśnie rolą śledczych będzie ustalenie, czy zgromadzony materiał dowodowy w pełni uzasadnia taką kwalifikację.

Nie zamierzamy publikować krążących w internecie nagrań z tego brutalnego zajścia. Nie chcemy zwiększać zasięgów materiałów pokazujących przemoc ani podsycać emocji. Naszym celem nie jest stawanie po stronie Polaków ani Ukraińców. Stoimy z boku i oczekujemy na rzetelne wyjaśnienie wszystkich okoliczności.

W tej sprawie padło już wiele oskarżeń i ocen. Jedni wydali wyrok na zatrzymanych, inni próbują usprawiedliwiać ich zachowanie. Tymczasem dziś znamy przede wszystkim relacje osób pokrzywdzonych oraz informacje przekazywane przez organy ścigania. Nie znamy jeszcze pełnych wyjaśnień wszystkich podejrzanych ani kompletnego materiału dowodowego.

Dlatego apelujemy o rozwagę. Niech o winie i odpowiedzialności zdecydują fakty, a nie emocje. W demokratycznym państwie prawa wyroki wydaje sąd, a nie media społecznościowe.

Fot. zrzuty ekranu z fb

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem  wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas

„Zero Fake Newsów, nawet 1 kwietnia”

Dziś 1 kwietnia, czyli dobrze wszystkim znany prima aprilis – dzień, w którym na chwilę rzeczywistość miesza się z żartem, a prawda bywa trudna do odróżnienia od sprytnej mistyfikacji. Tradycja robienia sobie niewinnych psikusów sięga setek lat i w wielu krajach jest okazją do rozluźnienia atmosfery, wspólnego śmiechu i odrobiny dystansu do codzienności.

W przestrzeni medialnej to również czas, gdy pojawiają się zaskakujące, często nieprawdopodobne informacje. Niektóre redakcje prześcigają się w pomysłach na najbardziej kreatywną „fake newsową” historię, licząc na reakcje czytelników i chwilę rozbawienia.

Jednak warto pamiętać, że nie każdy żart jest dobry, a granica między humorem a dezinformacją bywa cienka. W świecie, w którym na co dzień mierzymy się z natłokiem informacji, odpowiedzialność za słowo ma szczególne znaczenie.

Dlatego nasz serwis nie bawi się w tego rodzaju wkręty czytelników. Stawiamy na rzetelność, wiarygodność i szacunek do odbiorców – niezależnie od daty w kalendarzu. Uważamy, że zaufanie buduje się latami, a nawet niewinny żart może je niepotrzebnie nadwyrężyć.

Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z uśmiechu – wręcz przeciwnie. Zachęcamy do świętowania tego dnia w gronie bliskich, z przymrużeniem oka, ale i z wyczuciem. Bo najlepsze żarty to te, które bawią wszystkich – nikogo nie wprowadzając w błąd.

Życzymy spokojnego, pogodnego dnia i wielu powodów do szczerego uśmiechu – nie tylko od święta.

Grafika. Marek Śliwiśki, Anna Szymańska

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

„Dobro zwycięży” – były funkcjonariusz Służby Więziennej głoduje pod Ministerstwem

Warszawa, 1 września 2025 r. – Punktualnie o godzinie 10:00 przed siedzibą Ministerstwa Sprawiedliwości przy al. Ujazdowskich 11 rozpoczęła się dramatyczna manifestacja głodowa. Sierżant Służby Więziennej Piotr Krawczyk, ojciec pięciorga dzieci, po ośmiu latach bezskutecznej walki o swoje prawa, zdecydował się na ten desperacki krok.

Funkcjonariusz został zwolniony ze służby rok przed uzyskaniem prawa do emerytury. Jak sam podkreśla, powodem decyzji przełożonych były częste zwolnienia lekarskie na chore dzieci. – Byłem jedynym żywicielem rodziny. Zostałem bez środków do życia, zmuszony do upokarzającego proszenia o pomoc. Moja głodówka to walka o prawdę i sprawiedliwość, a także o ochronę funkcjonariusza i jego rodziny – mówi Piotr Krawczyk.

Od ośmiu lat toczy batalie w sądach o należną pomoc mieszkaniową. – W 2017 roku złożyłem notatkę służbową w Areszcie Śledczym. Do dziś Służba Więzienna odmawia przyznania wsparcia, mimo że istnieją wyroki sądowe na moją korzyść. Niestety, ani sądy, ani kolejni – już szósty – adwokaci z urzędu nie chcą się na nie powołać – relacjonuje były funkcjonariusz.

Były sierżant podkreśla także, że w jego ocenie przełożeni od dawna chcieli się go pozbyć. – Wymyślono na mnie zarzuty, które nie miały nic wspólnego z rzeczywistością, tylko po to, aby usunąć mnie ze służby – twierdzi Krawczyk.

Polski sąd unieważnił decyzję o wyrzuceniu mnie ze Służby Więziennej – to orzeczenie jest prawomocne. Ale do dziś nikt go nie wykonał. Instytucje, które powinny stać na straży prawa, udają, że wyrok nie istnieje – dodaje funkcjonariusz.

Już po drugim dniu głodówki widać, że stan zdrowia Piotra Krawczyka jest niepokojący – jest osłabiony i wycieńczony. Pojawia się pytanie, ile jeszcze wytrzyma i czy naprawdę musi dojść do tragedii, aby ktoś odpowiedzialny zareagował.

Manifestacja głodowa ma charakter bezterminowy i odbywa się codziennie pod gmachem Ministerstwa Sprawiedliwości.

Pozostaje pytanie, czy w końcu ktoś pomoże wyegzekwować sprawiedliwość w tej sprawie i zakończyć dramat rodziny. To sytuacja, której w demokratycznym państwie prawa nie powinno być potrzeby nagłaśniać w mediach. Sprawy tego typu powinny być rozwiązywane sprawnie i bez rozgłosu, bo obecny skandal nie stawia Służby Więziennej – instytucji, w której Piotr Krawczyk poświęcił lata służby – w dobrym świetle.

📸 fot. Marek Śliwiński, archiwum prywatne Piotra Krawczyka

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

👉 Zobaczcie materiał filmowy i oglądajcie do końca historię funkcjonariusza.