Koniec pobłażania dla piratów drogowych. Surowe prawo ma zatrzymać nielegalne wyścigi

Państwo zaostrza kurs wobec piratów drogowych. Prezydent RP Karol Nawrocki podpisał nowelizację przepisów, które radykalnie zmieniają odpowiedzialność karną za najgroźniejsze zachowania na drogach publicznych. Nielegalne wyścigi, driftowanie na ulicach i lekceważenie sądowych zakazów przestają być traktowane jak „wybryki”. Od teraz to realne przestępstwa, zagrożone więzieniem, dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów i konfiskatą auta.

Część przepisów zacznie obowiązywać po 30 dniach od publikacji ustawy, natomiast regulacje dotyczące wyścigów ulicznych i driftu wejdą w życie po trzech miesiącach.

Dożywotni zakaz prowadzenia – bez wyjątków

Jednym z kluczowych elementów zmian jest bezwzględne podejście do kierowców, którzy ignorują sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. W Polsce takich osób są setki tysięcy, a rekordziści wielokrotnie byli zatrzymywani za kierownicą mimo kolejnych wyroków.

Nowe przepisy są jednoznaczne: każde kolejne złamanie zakazu oznacza dożywotnie odebranie prawa jazdy. Sędziowie będą mieli ograniczoną możliwość stosowania kar w zawieszeniu, a w określonych przypadkach możliwa będzie konfiskata pojazdu na rzecz Skarbu Państwa, podobnie jak w przypadku najcięższych przestępstw po alkoholu.

Zlot bez zgody? Drift na ulicy? Wysokie kary

Ustawodawca bierze pod lupę również nieformalne spotkania motoryzacyjne. Każde zgromadzenie powyżej 10 pojazdów będzie wymagało zgłoszenia i zgody samorządu. Brak pozwolenia oznacza odpowiedzialność dla organizatora – grzywnę, a nawet karę ograniczenia wolności. Uczestnicy również nie pozostaną bezkarni.

Nowym wykroczeniem staje się drift, czyli celowe wprowadzanie pojazdu w poślizg w przestrzeni publicznej. Mandaty sięgają kilku tysięcy złotych, a jeśli takie zachowanie stwarza zagrożenie w ruchu drogowym, sprawa trafi do sądu. Za tamowanie ruchu drogowego przewidziano znacznie surowsze sankcje niż dotychczas.

Nielegalne wyścigi to już przestępstwo

Najpoważniejsza zmiana dotyczy wyścigów ulicznych. Od teraz organizowanie lub udział w nielegalnym wyścigu na drodze publicznej jest przestępstwem, zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Sąd obligatoryjnie orzeknie zakaz prowadzenia pojazdów, a w przypadku wypadku – znacznie wyższe kary niż dotychczas. Jeśli do zdarzenia dojdzie podczas rażącego przekraczania prędkości lub łamania podstawowych zasad bezpieczeństwa, sprawcy grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo przewidziano obowiązkowe nawiązki finansowe na Fundusz Sprawiedliwości.

Prawo jasno definiuje wyścig: to nie tylko ściganie się dwóch pojazdów, ale także pokazowe driftowanie czy rywalizacja w ogólnodostępnej przestrzeni przy publiczności.

Przez lata w Polsce działało wiele grup i środowisk związanych z nocną motoryzacją. Większość z nich z czasem zniknęła. Przetrwało jednak największe i najbardziej rozpoznawalne środowisko – WNR, uznawane dziś za największą organizację klubową skupiającą kierowców i motocyklistów w kraju.

Na spotkania organizowane pod tym szyldem potrafią zjeżdżać się setki, a nawet tysiące osób – w różnym wieku i z różnych środowisk. Oficjalnie są to spotkania pasjonatów motoryzacji. W praktyce część uczestników po ich zakończeniu wyjeżdża na ulice miast.

To wtedy dochodzi do nielegalnych wyścigów, driftów na rondach, palenia gumy i popisów prędkości, często w obecności widzów. Pytani, dlaczego nie wybierają torów wyścigowych, uczestnicy takich nocnych eskapad odpowiadają wprost: ulica daje adrenalinę, której tor nie zapewnia. Jest ryzyko, jest publiczność, jest poklask.

Problem polega na tym, że ulica nie jest zamkniętym obiektem sportowym. Są na niej inni kierowcy, piesi, rowerzyści. Są drzewa, latarnie i betonowe krawężniki. Część młodych ludzi związanych z tym środowiskiem już nigdy nie wróciła do domów – zginęli w wypadkach. Inni, mimo tragicznych przykładów, nadal ryzykują.

Nowe prawo ma przeciąć ten mechanizm – przekonanie, że „jakoś się uda” i że konsekwencje zawsze ominą sprawców. Ustawodawca wysyła jasny sygnał: ulica to nie tor, a nocne wyścigi to nie zabawa, tylko przestępstwo.

Prawo bez litości, odpowiedzialność bez wymówek

Zmiany w przepisach drogowych mają zakończyć lata pobłażania dla brawury i lekceważenia zasad. Teraz kluczowe będzie jedno – konsekwentne egzekwowanie prawa. Bo każde nielegalne przyspieszenie to potencjalny dramat, a każda nocna „zabawa” może skończyć się ciszą po wypadku.

Era bezkarności na asfalcie właśnie dobiega końca.

📸fot. archiwum Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Warszawa przed wdrożeniem wyroku TSUE ws. małżeństw jednopłciowych

Warszawa przygotowuje się do stosowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zobowiązuje państwa członkowskie do uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych legalnie w innych krajach UE. Orzeczenie oznacza konieczność umożliwienia transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa do polskich rejestrów stanu cywilnego.

Sprawa ma swoje źródło w postępowaniu wszczętym przez parę mężczyzn, którzy zawarli związek małżeński w Berlinie, a następnie wystąpili o jego wpisanie do polskich ksiąg. Odmowa Urzędu Stanu Cywilnego doprowadziła do sporu prawnego, który zakończył się wyrokiem TSUE (C-713/23). Trybunał uznał, że brak krajowych regulacji nie zwalnia państwa z obowiązku uznania skutków prawnych małżeństwa zawartego za granicą.

W praktyce transkrypcja aktu małżeństwa oznacza jednolity status cywilny na terenie całej Unii Europejskiej oraz dostęp do praw związanych m.in. z dziedziczeniem, rozliczeniami podatkowymi czy uzyskiwaniem informacji medycznej. Wyrok nie wprowadza jednak możliwości zawierania małżeństw jednopłciowych w Polsce – konstytucyjna definicja małżeństwa pozostaje bez zmian.

Problemem pozostaje brak dostosowania centralnych systemów informatycznych i przepisów wykonawczych, które nadal przewidują wyłącznie model małżeństwa kobiety i mężczyzny. Samorządy, w tym Warszawa, deklarują gotowość do stosowania orzeczenia, lecz oczekują działań po stronie administracji rządowej.

Wyrok TSUE już obowiązuje, a jego wdrożenie stanie się testem skuteczności państwa w realizacji prawa unijnego. Stolica, z której wywodzi się sprawa rozpatrywana przez Trybunał, będzie jednym z kluczowych miejsc obserwacji praktycznego efektu tej decyzji.

  • Część informacji zawartych w artykule pochodzi z publikacji niemieckiego dziennika „Die Tageszeitung”.

📸fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Uniewinnienie po trzymiesięcznym procesie wobec znanych dziennikarzy przed Sądem Okręgowym

Sąd Okręgowy w Katowicach wydał wyrok w sprawie Adama Kornackiego i Patryka Mikiciuka – znanych dziennikarzy motoryzacyjnych związanych ze stacją TVN Turbo. Obaj zostali oczyszczeni z zarzutów, które ciążyły na nich od kilku miesięcy. Postępowanie zakończyło się uniewinnieniem.

Proces, który trwał trzy miesiące, prowadzony był z wyłączeniem jawności. Decyzja sądu oznaczała brak dostępu mediów do zeznań świadków oraz materiałów dowodowych zgromadzonych w sprawie. Informacja o rozstrzygnięciu pojawiła się najpierw w mediach społecznościowych – przekazał ją pełnomocnik oskarżonych, adwokat Jakub Wende, podkreślając satysfakcję z przebiegu postępowania i dziękując zespołowi obrońców za współpracę.

Sprawa miała swój początek latem 2025 roku, kiedy prokuratura postawiła dziennikarzom zarzuty dotyczące wydarzeń, do których – według śledczych – miało dojść w nocy z 11 na 12 października 2024 roku. Kornacki i Mikiciuk przebywali wówczas na Śląsku w związku z obowiązkami zawodowymi. W trakcie pobytu mieli spotkać w jednym z katowickich lokali cztery kobiety, z których dwie później udały się z nimi do wynajętego apartamentu. To właśnie tam, według aktu oskarżenia, miało dojść do zdarzeń będących podstawą postępowania karnego.

Po ogłoszeniu wyroku sami zainteresowani również odnieśli się do decyzji sądu, publikując stosowne informacje w mediach społecznościowych. Uniewinnienie kończy jedną z głośniejszych spraw dotyczących osób publicznych w ostatnich miesiącach i zamyka etap postępowania, który od początku budził duże zainteresowanie opinii publicznej.

📸fot. archiwum Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Atak nożownika na policjantkę w Pobiedziskach! Funkcjonariuszka ranna, napastnik zginął od policyjnej kuli

W niedzielne popołudnie w jednym z domów jednorodzinnych w Pobiedziskach (woj. wielkopolskie) w powiecie poznańskim doszło do dramatycznych wydarzeń. Policjanci Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego wezwani na interwencję zostali zaatakowani przez agresywnego mężczyznę. W wyniku zdarzenia funkcjonariuszka została raniona nożem, a napastnik zginął na miejscu po użyciu broni służbowej przez jej partnera.

Jak ustalono, około godziny 17:00 policja otrzymała zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie, który miał zjawić się w domu młodej kobiety. Według relacji świadków, znajomy kobiety w pewnym momencie zaczął zachowywać się irracjonalnie i stanowił zagrożenie dla domowników. Ci, obawiając się o swoje bezpieczeństwo, poprosili o pomoc policję.

Podczas interwencji mężczyzna niespodziewanie zaatakował funkcjonariuszkę nożem, zadając jej cios w głowę oraz w okolice klatki piersiowej. Na szczęście kobieta miała na sobie kamizelkę kuloodporną, która zamortyzowała uderzenie i prawdopodobnie uratowała jej życie. Z obrażeniami głowy policjantka została przetransportowana do szpitala. Lekarze zapewniają, że jej stan jest stabilny i nie zagraża jej życiu.

Drugi z interweniujących policjantów, widząc zagrożenie życia swojej partnerki i innych osób, użył broni służbowej. Postrzelony napastnik zmarł na miejscu zdarzenia.

Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyzna atakował z dużą siłą — nóż, którym się posługiwał, miał ulec złamaniu w trakcie zadawania ciosów.

Okoliczności tragedii są obecnie wyjaśniane przez prokuraturę i funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

📸fot. (archiwum) Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Deportacja obywatela Ukrainy, który groził podpaleniami w Polsce

Z Polski wydalono 29-letniego obywatela Ukrainy, który w mediach społecznościowych zamieszczał groźby dotyczące podpalania budynków w naszym kraju. Powodem miała być decyzja władz o ograniczeniu wypłat świadczenia 800 plus dla cudzoziemców. Informację o jego deportacji potwierdził w niedzielę, 31 sierpnia 2025 roku, minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.

Do zatrzymania doszło w piątek. Policjanci z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej, po intensywnych poszukiwaniach, odnaleźli i ujęli mężczyznę na warszawskiej Pradze-Południe. Jak przekazano, 29-latek usłyszał zarzuty dotyczące publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa.

Według ustaleń śledczych, publikowane przez niego wpisy miały stanowić formę odwetu za weto prezydenta Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego wobec ustawy przewidującej dalszą pomoc socjalną dla obywateli Ukrainy.

Po przeprowadzeniu czynności prawnych wobec zatrzymanego, w niedzielę został on deportowany z Polski.

📸 fot. Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

„Porzucił psa i wprowadził służby w błąd – teraz odpowie przed sądem”

Policja z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą w Szczecinie, zajmująca się również przestępstwami wobec zwierząt, wszczęła postępowanie w sprawie 26-letniego mężczyzny podejrzanego o niewłaściwe traktowanie psa. O sprawie funkcjonariusze dowiedzieli się za pośrednictwem portalu społecznościowego, który wskazywał na możliwe znęcanie się nad czworonogiem.

Śledczy ustalili, że mężczyzna początkowo przyprowadził psa do jednej z lecznic weterynaryjnych w Szczecinie, żądając jego uśpienia. Weterynarz, nie znajdując medycznych przesłanek do zabiegu, odmówił wykonania eutanazji.

W dalszych działaniach 26-latek próbował pozbyć się zwierzęcia, wprowadzając w błąd odpowiednie służby i zgłaszając, że w dzielnicy Dąbie znajduje się bezpański pies. Ostatecznie samodzielnie zawiózł zwierzę do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt, przekazując pracownikom nieprawdziwe informacje o jego pochodzeniu i pozostawiając psa.

Dzięki zgromadzonym dowodom policja mogła przedstawić mężczyźnie zarzut znęcania się nad zwierzęciem. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Teraz jego sprawą zajmie się sąd.

Policja przypomina, że każdy przypadek znęcania się nad zwierzętami jest przestępstwem. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt grozi za to kara do 3 lat więzienia, a w przypadku szczególnego okrucieństwa – nawet do 5 lat.

📸 fot. KMP Szczecin

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Poszukiwany alimenciarz zatrzymany na Mokotowie. 57-latek wpadł podczas rutynowej kontroli

Policjanci z mokotowskiego komisariatu zakończyli poszukiwania 57-letniego mężczyzny, który od kilku lat uchylał się od odpowiedzialności. Mieszkaniec Mokotowa, skazany prawomocnym wyrokiem za uporczywe unikanie płacenia alimentów, był poszukiwany listem gończym wydanym przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa.

Do zatrzymania doszło w trakcie rutynowej interwencji. Funkcjonariusze podjęli działania wobec trzech mężczyzn, którzy spożywali alkohol przed jednym ze sklepów. Podczas legitymowania szybko okazało się, że jeden z nich – 57-latek – figuruje w policyjnych bazach jako osoba poszukiwana. Policjanci ustalili, że mężczyzna od 2021 roku ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, a poszukiwania prowadziła Komenda Miejska Policji w Chełmie.

Zatrzymany został przewieziony do policyjnej celi, a następnie – po wykonaniu niezbędnych czynności – trafił do aresztu śledczego. Najbliższe 287 dni spędzi w zakładzie karnym, gdzie odbędzie zasądzoną karę.

Mokotowscy dzielnicowi podkreślają, że każdy, kto próbuje unikać odpowiedzialności, musi liczyć się z tym, że prędzej czy później zostanie zatrzymany. – Nie ma ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Wcześniej czy później osoby poszukiwane trafiają do celi – przypominają funkcjonariusze.

📸 fot. KRP II – Mokotów, Ursynów, Wilanów

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Parkował na miejscu dla niepełnosprawnych z cudzą kartą – tłumaczył, że „znalazł”

Wysoki mandat dla kierowcy, który bezprawnie parkował na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami przy Świętokrzyskiej. Mężczyzna tłumaczył się, że niebieską kartę parkingową znalazł i – ot tak – położył za szybą.

Straż Miejska m.st. Warszawy wspólnie z Zarządem Dróg Miejskich codziennie prowadzi kontrole stref objętych płatnym parkowaniem w Warszawie. Chodzi o dyscyplinowanie kierowców, którzy próbują unikać opłat strefowych, pozostawiając samochód w miejscach niedozwolonych – nieobjętych parkometrem. W czasie jednej z takich kontroli, we środę 11 czerwca, uwagę strażniczki miejskiej z I Oddziału Terenowego zwrócił samochód marki Subaru zaparkowany na kopercie dla osób z niepełnosprawnościami, przy ulicy Świętokrzyskiej. Uprawniający do postoju w tym miejscu dokument za szybą wyglądał podejrzanie – ktoś długopisem przeprawił ostatnią cyfrę w dacie jego ważności. Posługiwanie się sfałszowanym dokumentem stanowi przestępstwo, dlatego o zdarzeniu została powiadomiona policja. W trakcie oczekiwania na policjantów, na miejscu zjawił się kierowca auta. Oznajmił, że nic nie wie o fałszerstwie, a kartę znalazł i położył sobie za szybą. Strażniczka potwierdziła, że kierujący nie ma uprawnień do parkowania na „kopercie” i ukarała go wysokim mandatem. Czy doszło do przestępstwa będzie wyjaśniać policja, której przekazano mężczyznę.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

Odcinkowy Pomiar Prędkości w Polsce – NIELEGALNY

W ostatnich latach na polskich drogach pojawia się coraz więcej odcinkowych pomiarów prędkości (OPP), o ile sama idea wszystkich akcji prowadzonych przez Policję, mających na celu poprawę naszego bezpieczeństwa jest słuszna i nie zamierzamy jej kwestionować, o tyle zupełnie inaczej jest w kwestii odcinkowych pomiarów prędkości.

Czym jest odcinkowy pomiar prędkości?

Zgodnie z art. 129h ust. 2 ustawy z dnia 20.06.1997 r. – Prawo o ruchu drogowym – odcinkowy pomiar prędkości to pomiar prędkości dokonywany za pomocą urządzenia rejestrującego, w przypadkach szczególnie uzasadnionych bezpieczeństwem ruchu drogowego, który ujawnia naruszenie przepisów ruchu drogowego w zakresie przekraczania dopuszczalnej prędkości na określonym odcinku drogi.

Urządzenie rejestruje: obraz pojazdu wraz z numerem rejestracyjnym, datę i czas, średnią prędkość, z jaką poruszał się pojazd na danym odcinku drogi, prędkość dopuszczalną na danym odcinku drogi, numer identyfikacyjny urządzenia rejestrującego.
Fragment drogi objęty OPP musi zostać oznakowany, znakiem D-51a – na początku odcinka oraz znakiem D-51b – na końcu odcinka.

Odcinkowe pomiary prędkości, a ich legalność w Polsce

Na chwilę obecną, żadna z państwowych instytucji w sposób oficjalny nie uznała odcinkowego pomiaru prędkości za nielegalny. Nie oznacza to jednak, że nie istnieją podstawy prawne czy też wyroki i raporty, by tę legalność podważyć.

Co sprawia, że legalność OPP można podważyć? Na jakiej podstawie odmówić przyjęcia mandatu?

1Kodeks Wykroczeń obowiązujący w Polsce nie zawiera żadnego zapisu definiującego przekroczenie tzw. średniej prędkości, a wyłącznie takim pojęciem nakładając mandat karny, może posługiwać się Inspekcja Transportu Drogowego, zarządzająca odcinkowym pomiarem prędkości.

Czyżby ITD wystawiając mandat, posługiwała się czymś na co nie ma przepisu?

2 – Kodeks postępowania w sprawie o wykroczenia, czyli cała procedura karna, wymaga precyzyjnego określenia: miejsca popełnienia wykroczenia, czasu popełnienia wykroczenia oraz sprawcy popełnienia wykroczenia.

W przypadku odcinkowego pomiaru prędkości nie jest to możliwe, dlaczego?

Ponieważ np. na 30 km odcinku drogi nie możliwości precyzyjnego wskazania miejsca popełnienia wykroczenia dotyczącego przekroczenia prędkości. Na początku odcinka kierowca mógł jechać z prędkością 100 km/h, gdzieś po drodze mógł mieć 170 km/h, a kończąc odcinek miał 120 km/h i na tej podstawie wyliczona została średnia prędkość – o której mowa w punkcie 1. Jako miejsce popełnia wykroczenia nie można wskazać np. odcinek autostrady A1, musi zostać precyzyjnie wskazane, że wykroczenie popełniono np. na 400 km autostrady A1.

Tym samym nie można również określić dokładnego czasu popełnienia wykroczenia. W trakcie przejazdu przez OPP mogło dojść również do zatrzymania pojazdu np. na MOP czy w wyniku awarii.

Przepisy jasno wskazują, że można ukarać wyłącznie sprawcę wykroczenia. Zakładając, że podróżujemy w dwie osoby lub więcej, w chwili rozpoczęcia odcinka kamera wykonuje nam zdjęcie pojazdu (tym samym twarz kierowcy i pasażera może być słabo widoczna lub nawet może być całkowicie niewidoczna/rozmazana), w międzyczasie zatrzymujemy się na parkingu, gdzie dochodzi do zmiany kierowcy, w chwili opuszczenia OPP kamera ponownie wykonuje nam zdjęcie już z innym kierującym.

I tu ponownie wracamy do przepisu mówiącego, że mandat karny można nałożyć wyłącznie na osobę popełniającą wykroczenie. Tym samym gdy doszło do zamiany kierowcy, na OPP nie ma możliwości wskazania sprawcy wykroczenia. Podobna sytuacja jest w przypadku, gdy np. pożyczyliśmy komuś swoje auto, a z uwagi na długi okres trwania procedury (180 dni), możemy zasłonić się niepamięcią, komu je pożyczaliśmy. Możemy również odmówić podania danych, z uwagi na fakt, iż udostępniając dane możesz narazić bliską Ci osobę na odpowiedzialność karną.

3Brak wydania rozporządzenia wykonawczego w systemie prawnym, przez ministra właściwego do spraw transportu, które określa wzory dokumentów stosowanych przez Głównego Inspektora Transportu Drogowego w postępowaniach w sprawach o wykroczenia polegające na przekroczeniu dopuszczalnej prędkości. Art. 129g ust. 5 ustawy z dnia 20.06.1997 r. – Prawo o ruchu drogowym

Bardzo dużą wątpliwość co do uprawień Inspekcji Transportu Drogowego, w zakresie udostępniania obrazu i danych zarejestrowanych przez OPP oraz ich usuwania, budzi wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14.07.2015. Do dziś nie zostały uchwalone stosowne przepisy w tym zakresie.

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) również opublikowała raport, w którym stwierdzono, że legalizacja przyrządów służących do odcinkowego pomiaru prędkości, przeprowadzono z naruszeniem prawa, a przyrządy do pomiaru odstępu między pojazdami nie podlegają prawnej kontroli metrologicznej.

4 – Zgodnie z art. 129h ust. 5 ustawy z dnia 20.06.1997 r. – Prawo o ruchu drogowym – sposób dokonywania pomiarów przez urządzenia rejestrujące, w tym m.in. biorąc pod uwagę możliwość błędu kierowcy do 10 km/h włącznie w utrzymaniu dopuszczalnej prędkości – powinien zostać określony w drodze rozporządzenia, przez ministra właściwego do spraw transportu. Obecnie, brak jest obowiązującego aktu prawnego wydanego na powyższej podstawie. Trudno więc jednoznacznie stwierdzić, w jaki sposób powinny być dokonywane pomiary w ramach odcinków objętych automatyczną kontrolą średniej prędkości, a tym bardziej nie powinny być wystawiane mandaty za przekroczenie prędkości o mniej niż 10 km/h.

5 – Inspekcja Transportu Drogowego ma 180 dni, od dnia ujawnienia wykroczenia na wystawienie mandatu z OPP.

UWAGA! Ujawnienie nie jest tożsame z chwilą popełnienia wykroczenia, a wynika np. z dnia pobrania danych z systemu CANARD. Tym samym, jeśli kierowca otrzyma mandat, warto sprawdzić datę ujawnienia wykroczenia, jeśli jest dłuższa niż 180 dni, należy odmówić przyjęcia mandatu.

Uważamy, że warto znać swoje prawa, ale w żadnym wypadku, nie zwalnia to nikogo z obowiązku bezpiecznego zachowania na drodze, powstrzymania się od brawury i przestrzegania przepisów prawa o ruchu drogowym.

Komentarz autora

Czy OPP faktycznie jest batem na brawurę kierowców? W mojej ocenie zdecydowanie nie, ponieważ na bezmyślność i nieodpowiedzialność, nie ma jeszcze skutecznego leku. Obecnie odcinkowy pomiar prędkości, który wciskany jest wszędzie gdzie tylko możliwe, nawet na krótkich gminnych drogach, to w mojej ocenie zwykły biznes, jaki Państwo robi żerując na niewiedzy kierowców. Jak widać legalność systemu OPP, można podważyć nie tylko na podstawie przepisów z Kodeksu Wykroczeń czy Prawo o ruchu drogowym, duże wątpliwości w jego funkcjonowaniu wzbudzają również wyroki Trybunału Konstytucyjnego czy raporty NIK-u, ale także postanowienie Sądu Najwyższego. Do dziś nie zrobiono nic, aby te przepisy naprawić.

Dlatego pamiętaj, korzystając z przedstawionych powyżej punktów, możesz odmówić przyjęcia mandatu, jeśli: w trakcie przejazdu przez OPP doszło do zmiany kierowcy, odcinek OPP zawierał MOP lub inne miejsca, na których można się swobodnie zatrzymać np. parking czy sklep, nie wskazano precyzyjnie miejsca i czasu popełnienia wykroczenia. Zgodnie z przepisami to ITD ma wskazać precyzyjnie miejsce oraz czas popełnia wykroczenia, nie może więc być np. na odcinku autostrady A1 w czasie od/do. Pamiętaj również, kiedy możesz odmówić wskazania kierującego pojazdem – po tak długim okresie możesz po prostu powołać się na nie pamięć, tym bardziej, jeśli np. prowadzisz firmę czy posiadasz więcej niż pojazd. Podając dane kierowcy, możesz narazić osobę bliską na odpowiedzialność. Jeśli od czasu ujawnienia wykroczenia minęło więcej niż 180 dni. Pamiętaj również o 7-dniowym terminie, który przysługuje na odwołanie.

Na koniec zaznaczę, że nie pochwalam brawurowego i nieodpowiedzialnego zachowania na drodze, a także łamania przepisów, ale uważam, że każdy z nas musi znać swoje prawa, żeby nie dać się oszukać.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Autor: Kamil Tuzek