„Każdy worek z własnym kodem. Nowy system startuje w Polsce”

Od 1 maja w Jarosławiu rusza pilotażowy system oznaczania worków na odpady indywidualnymi kodami kreskowymi. Każdy kod będzie przypisany do konkretnej nieruchomości, co ma pomóc w identyfikacji źródła odpadów i poprawie jakości segregacji. Jeśli rozwiązanie się sprawdzi, podobne systemy mogą wkrótce pojawić się także w dużych miastach, w tym w Warszawie.

Powód zmian jest prosty – rosnące wymagania dotyczące recyklingu i wysokie kary dla gmin, które nie osiągają wyznaczonych poziomów. W 2026 roku próg ten ponownie wzrósł, a dotychczasowe metody kontroli okazały się mało skuteczne, zwłaszcza w blokach. Tam jeden źle posegregowany worek często oznacza wyższe opłaty dla wszystkich mieszkańców.

Nowy system ma to zmienić. Każde gospodarstwo domowe otrzymuje pakiet kodów, które należy naklejać na worki. Na razie udział w pilotażu jest dobrowolny, a brak oznaczenia nie wiąże się z karami – program ma charakter edukacyjny.

Wątpliwości dotyczące prywatności urzędnicy odpierają jasno: kody nie zawierają danych osobowych, a jedynie numer identyfikacyjny dostępny wyłącznie dla urzędu. Ich celem nie jest inwigilacja, lecz ograniczenie nadużyć, takich jak podrzucanie śmieci.

Podobne rozwiązania są już testowane w innych gminach – od identyfikatorów przy oddawaniu odpadów po systemy przypisane do konkretnych adresów. Wszystko wskazuje na jeden kierunek: koniec anonimowości w gospodarce odpadami.

Dla mieszkańców oznacza to jedno – większą kontrolę, ale też większą sprawiedliwość. Ci, którzy segregują prawidłowo, mają w przyszłości przestać płacić za błędy innych.

Grafika: Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Podczas kłótni został zaatakowany ostrym narzędziem. W obronie oddał śmiertelne strzały

W Bystrzycy Kłodzkiej (woj. dolnośląskie) doszło do dramatycznych wydarzeń, które zakończyły się śmiercią 26-letniego mężczyzny. Do incydentu doszło w godzinach wieczornych na Osiedlu Szkolnym.

Jak wynika ze wstępnych ustaleń, mężczyzna, który użył broni, miał zostać zaczepiony przez grupę trzech agresywnych osób. Według informacji przekazanych przez prokuraturę, napastnicy zachowywali się w sposób prowokacyjny. Dwóch z nich w chwili zatrzymania było w stanie nietrzeźwości, co uniemożliwiło ich natychmiastowe przesłuchanie.

Osoba, która oddała strzały, sama zgłosiła się na policję. Jak ustalono, mężczyzna posiadał broń legalnie – miał stosowne pozwolenie oraz był instruktorem strzelectwa. Po analizie nagrań z monitoringu śledczy zdecydowali się na przedstawienie Borysowi B. zarzutów, jednocześnie badając, czy doszło do przekroczenia granic obrony koniecznej.

Do zdarzenia doszło około godziny 22:20. W jego trakcie padło sześć strzałów, z czego pięć okazało się śmiertelnych dla jednego z uczestników zajścia. Świadkowie relacjonują, że wcześniej grupa młodych mężczyzn miała zaczepiać przechodniów, a następnie zaatakowała instruktora, używając przedmiotów przypominających noże.

W trakcie czynności prowadzonych przez policję pojawiły się również nieoficjalne informacje o materiałach znalezionych w telefonach zatrzymanych. Mają one sugerować wcześniejsze akty przemocy wobec innych osób, jednak te doniesienia wymagają jeszcze analizy.

Mieszkańcy okolicy od dłuższego czasu skarżyli się na agresywne zachowania grupy młodych mężczyzn, wskazując, że czuli się przez nich zastraszani.

Zatrzymany instruktor nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że działał w obronie własnej, podkreślając, że oddał także strzał ostrzegawczy, który nie powstrzymał napastników. Jego zdaniem użycie broni było ostatecznością w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia.

Sprawa budzi duże emocje, a jej okoliczności są szeroko komentowane. Śledztwo wciąż trwa i dopiero jego wyniki pozwolą jednoznacznie ocenić przebieg oraz charakter tego tragicznego zdarzenia.

Niestety, przekaz medialny coraz częściej odwraca role – agresorzy przedstawiani są jako ofiary, podczas gdy człowiek, który miał prawo się bronić, staje się celem bezwzględnej nagonki. Publiczny osąd zapada szybciej niż jakiekolwiek ustalenia śledczych, a fala krytyki uderza w osobę, która mogła działać w obronie własnego życia.

Coraz częściej dochodzi do sytuacji, w której to napastnicy zyskują współczucie opinii publicznej, a osoba broniąca się przed atakiem zostaje napiętnowana. Medialna narracja potrafi być bezlitosna – zamiast rzetelnej analizy pojawia się jednostronny przekaz i presja, która prowadzi do publicznego „linczu”.

Niepokojące jest to, jak łatwo zmienia się dziś perspektywa – sprawcy agresji bywają przedstawiani jako pokrzywdzeni, a człowiek, który się bronił, trafia pod ostrzał opinii publicznej. Zamiast faktów pojawiają się emocje, a medialna nagonka potrafi zniszczyć reputację jeszcze przed zakończeniem śledztwa.

W tej sprawie szczególnie uderza sposób, w jaki kształtowana jest narracja – agresorzy zyskują status ofiar, a osoba działająca w obronie koniecznej zostaje poddana bezprecedensowej presji i publicznemu potępieniu. To przykład, jak szybko medialny przekaz może wypaczyć obraz rzeczywistości.

Fot. poglądowe. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Ten detal na szybie może kosztować Cię 300 zł. Kierowcy robią to nagminnie

Wielu kierowców robi to automatycznie i bez zastanowienia, nie zdając sobie sprawy, że może naruszać przepisy. Tymczasem wystarczy drobny element umieszczony na przedniej szybie, aby narazić się na mandat, a nawet poważniejsze konsekwencje podczas kontroli drogowej.

Problem dotyczy rzeczy, które dla większości użytkowników samochodów są czymś zupełnie normalnym. Uchwyty na telefon, wideorejestratory, urządzenia GPS czy różnego rodzaju naklejki często trafiają w miejsca, które ograniczają pole widzenia. Z czasem kierowcy przyzwyczajają się do ich obecności i przestają zauważać potencjalne zagrożenie.

Nie brakuje też osób, które ozdabiają przednie szyby dużymi naklejkami, np. symbolizującymi przynależność do klubów motoryzacyjnych. Choć dla właścicieli aut to forma wyrażenia siebie, w praktyce może to wpływać na bezpieczeństwo jazdy. Tym bardziej że obecnie wiele wydarzeń motoryzacyjnych wymaga wcześniejszego zgłoszenia, a niektóre formy spontanicznych spotkań zostały ograniczone.

Kluczową kwestią pozostaje widoczność. Przepisy jasno określają, że kierowca musi mieć możliwie niezakłócone pole widzenia. Nawet niewielki przedmiot może zasłonić fragment drogi, pieszego czy nadjeżdżający pojazd — szczególnie w newralgicznych sytuacjach, takich jak skrzyżowania czy wykonywanie skrętu.

Podczas kontroli drogowej funkcjonariusze zwracają uwagę nie tylko na prędkość czy dokumenty. Coraz częściej sprawdzają również stan techniczny pojazdu, w tym to, co znajduje się na przedniej szybie. Jeśli uznają, że dany element ogranicza widoczność, kierowca może otrzymać mandat sięgający nawet 300 zł.

W skrajnych przypadkach konsekwencje mogą być poważniejsze. Jeśli pojazd zostanie uznany za niespełniający wymogów bezpieczeństwa, policja ma prawo zatrzymać dowód rejestracyjny. Dla wielu osób to zaskoczenie, ponieważ traktują takie dodatki jako standardowe wyposażenie auta.

Warto więc spojrzeć na swój samochód krytycznym okiem. Każdy element znajdujący się na przedniej szybie powinien być dobrze przemyślany. Czasem wystarczy zmienić jego położenie lub całkowicie go usunąć, aby uniknąć problemów.

To jeden z tych przypadków, w których drobny szczegół może mieć realne skutki. Lepiej zareagować zawczasu, niż dowiedzieć się o błędzie dopiero podczas kontroli na drodze.

Fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Koniec pobłażania dla piratów drogowych. Surowe prawo ma zatrzymać nielegalne wyścigi

Państwo zaostrza kurs wobec piratów drogowych. Prezydent RP Karol Nawrocki podpisał nowelizację przepisów, które radykalnie zmieniają odpowiedzialność karną za najgroźniejsze zachowania na drogach publicznych. Nielegalne wyścigi, driftowanie na ulicach i lekceważenie sądowych zakazów przestają być traktowane jak „wybryki”. Od teraz to realne przestępstwa, zagrożone więzieniem, dożywotnim zakazem prowadzenia pojazdów i konfiskatą auta.

Część przepisów zacznie obowiązywać po 30 dniach od publikacji ustawy, natomiast regulacje dotyczące wyścigów ulicznych i driftu wejdą w życie po trzech miesiącach.

Dożywotni zakaz prowadzenia – bez wyjątków

Jednym z kluczowych elementów zmian jest bezwzględne podejście do kierowców, którzy ignorują sądowe zakazy prowadzenia pojazdów. W Polsce takich osób są setki tysięcy, a rekordziści wielokrotnie byli zatrzymywani za kierownicą mimo kolejnych wyroków.

Nowe przepisy są jednoznaczne: każde kolejne złamanie zakazu oznacza dożywotnie odebranie prawa jazdy. Sędziowie będą mieli ograniczoną możliwość stosowania kar w zawieszeniu, a w określonych przypadkach możliwa będzie konfiskata pojazdu na rzecz Skarbu Państwa, podobnie jak w przypadku najcięższych przestępstw po alkoholu.

Zlot bez zgody? Drift na ulicy? Wysokie kary

Ustawodawca bierze pod lupę również nieformalne spotkania motoryzacyjne. Każde zgromadzenie powyżej 10 pojazdów będzie wymagało zgłoszenia i zgody samorządu. Brak pozwolenia oznacza odpowiedzialność dla organizatora – grzywnę, a nawet karę ograniczenia wolności. Uczestnicy również nie pozostaną bezkarni.

Nowym wykroczeniem staje się drift, czyli celowe wprowadzanie pojazdu w poślizg w przestrzeni publicznej. Mandaty sięgają kilku tysięcy złotych, a jeśli takie zachowanie stwarza zagrożenie w ruchu drogowym, sprawa trafi do sądu. Za tamowanie ruchu drogowego przewidziano znacznie surowsze sankcje niż dotychczas.

Nielegalne wyścigi to już przestępstwo

Najpoważniejsza zmiana dotyczy wyścigów ulicznych. Od teraz organizowanie lub udział w nielegalnym wyścigu na drodze publicznej jest przestępstwem, zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Sąd obligatoryjnie orzeknie zakaz prowadzenia pojazdów, a w przypadku wypadku – znacznie wyższe kary niż dotychczas. Jeśli do zdarzenia dojdzie podczas rażącego przekraczania prędkości lub łamania podstawowych zasad bezpieczeństwa, sprawcy grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo przewidziano obowiązkowe nawiązki finansowe na Fundusz Sprawiedliwości.

Prawo jasno definiuje wyścig: to nie tylko ściganie się dwóch pojazdów, ale także pokazowe driftowanie czy rywalizacja w ogólnodostępnej przestrzeni przy publiczności.

Przez lata w Polsce działało wiele grup i środowisk związanych z nocną motoryzacją. Większość z nich z czasem zniknęła. Przetrwało jednak największe i najbardziej rozpoznawalne środowisko – WNR, uznawane dziś za największą organizację klubową skupiającą kierowców i motocyklistów w kraju.

Na spotkania organizowane pod tym szyldem potrafią zjeżdżać się setki, a nawet tysiące osób – w różnym wieku i z różnych środowisk. Oficjalnie są to spotkania pasjonatów motoryzacji. W praktyce część uczestników po ich zakończeniu wyjeżdża na ulice miast.

To wtedy dochodzi do nielegalnych wyścigów, driftów na rondach, palenia gumy i popisów prędkości, często w obecności widzów. Pytani, dlaczego nie wybierają torów wyścigowych, uczestnicy takich nocnych eskapad odpowiadają wprost: ulica daje adrenalinę, której tor nie zapewnia. Jest ryzyko, jest publiczność, jest poklask.

Problem polega na tym, że ulica nie jest zamkniętym obiektem sportowym. Są na niej inni kierowcy, piesi, rowerzyści. Są drzewa, latarnie i betonowe krawężniki. Część młodych ludzi związanych z tym środowiskiem już nigdy nie wróciła do domów – zginęli w wypadkach. Inni, mimo tragicznych przykładów, nadal ryzykują.

Nowe prawo ma przeciąć ten mechanizm – przekonanie, że „jakoś się uda” i że konsekwencje zawsze ominą sprawców. Ustawodawca wysyła jasny sygnał: ulica to nie tor, a nocne wyścigi to nie zabawa, tylko przestępstwo.

Prawo bez litości, odpowiedzialność bez wymówek

Zmiany w przepisach drogowych mają zakończyć lata pobłażania dla brawury i lekceważenia zasad. Teraz kluczowe będzie jedno – konsekwentne egzekwowanie prawa. Bo każde nielegalne przyspieszenie to potencjalny dramat, a każda nocna „zabawa” może skończyć się ciszą po wypadku.

Era bezkarności na asfalcie właśnie dobiega końca.

📸fot. archiwum Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Warszawa przed wdrożeniem wyroku TSUE ws. małżeństw jednopłciowych

Warszawa przygotowuje się do stosowania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zobowiązuje państwa członkowskie do uznawania małżeństw jednopłciowych zawartych legalnie w innych krajach UE. Orzeczenie oznacza konieczność umożliwienia transkrypcji zagranicznych aktów małżeństwa do polskich rejestrów stanu cywilnego.

Sprawa ma swoje źródło w postępowaniu wszczętym przez parę mężczyzn, którzy zawarli związek małżeński w Berlinie, a następnie wystąpili o jego wpisanie do polskich ksiąg. Odmowa Urzędu Stanu Cywilnego doprowadziła do sporu prawnego, który zakończył się wyrokiem TSUE (C-713/23). Trybunał uznał, że brak krajowych regulacji nie zwalnia państwa z obowiązku uznania skutków prawnych małżeństwa zawartego za granicą.

W praktyce transkrypcja aktu małżeństwa oznacza jednolity status cywilny na terenie całej Unii Europejskiej oraz dostęp do praw związanych m.in. z dziedziczeniem, rozliczeniami podatkowymi czy uzyskiwaniem informacji medycznej. Wyrok nie wprowadza jednak możliwości zawierania małżeństw jednopłciowych w Polsce – konstytucyjna definicja małżeństwa pozostaje bez zmian.

Problemem pozostaje brak dostosowania centralnych systemów informatycznych i przepisów wykonawczych, które nadal przewidują wyłącznie model małżeństwa kobiety i mężczyzny. Samorządy, w tym Warszawa, deklarują gotowość do stosowania orzeczenia, lecz oczekują działań po stronie administracji rządowej.

Wyrok TSUE już obowiązuje, a jego wdrożenie stanie się testem skuteczności państwa w realizacji prawa unijnego. Stolica, z której wywodzi się sprawa rozpatrywana przez Trybunał, będzie jednym z kluczowych miejsc obserwacji praktycznego efektu tej decyzji.

  • Część informacji zawartych w artykule pochodzi z publikacji niemieckiego dziennika „Die Tageszeitung”.

📸fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Uniewinnienie po trzymiesięcznym procesie wobec znanych dziennikarzy przed Sądem Okręgowym

Sąd Okręgowy w Katowicach wydał wyrok w sprawie Adama Kornackiego i Patryka Mikiciuka – znanych dziennikarzy motoryzacyjnych związanych ze stacją TVN Turbo. Obaj zostali oczyszczeni z zarzutów, które ciążyły na nich od kilku miesięcy. Postępowanie zakończyło się uniewinnieniem.

Proces, który trwał trzy miesiące, prowadzony był z wyłączeniem jawności. Decyzja sądu oznaczała brak dostępu mediów do zeznań świadków oraz materiałów dowodowych zgromadzonych w sprawie. Informacja o rozstrzygnięciu pojawiła się najpierw w mediach społecznościowych – przekazał ją pełnomocnik oskarżonych, adwokat Jakub Wende, podkreślając satysfakcję z przebiegu postępowania i dziękując zespołowi obrońców za współpracę.

Sprawa miała swój początek latem 2025 roku, kiedy prokuratura postawiła dziennikarzom zarzuty dotyczące wydarzeń, do których – według śledczych – miało dojść w nocy z 11 na 12 października 2024 roku. Kornacki i Mikiciuk przebywali wówczas na Śląsku w związku z obowiązkami zawodowymi. W trakcie pobytu mieli spotkać w jednym z katowickich lokali cztery kobiety, z których dwie później udały się z nimi do wynajętego apartamentu. To właśnie tam, według aktu oskarżenia, miało dojść do zdarzeń będących podstawą postępowania karnego.

Po ogłoszeniu wyroku sami zainteresowani również odnieśli się do decyzji sądu, publikując stosowne informacje w mediach społecznościowych. Uniewinnienie kończy jedną z głośniejszych spraw dotyczących osób publicznych w ostatnich miesiącach i zamyka etap postępowania, który od początku budził duże zainteresowanie opinii publicznej.

📸fot. archiwum Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Atak nożownika na policjantkę w Pobiedziskach! Funkcjonariuszka ranna, napastnik zginął od policyjnej kuli

W niedzielne popołudnie w jednym z domów jednorodzinnych w Pobiedziskach (woj. wielkopolskie) w powiecie poznańskim doszło do dramatycznych wydarzeń. Policjanci Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego wezwani na interwencję zostali zaatakowani przez agresywnego mężczyznę. W wyniku zdarzenia funkcjonariuszka została raniona nożem, a napastnik zginął na miejscu po użyciu broni służbowej przez jej partnera.

Jak ustalono, około godziny 17:00 policja otrzymała zgłoszenie o agresywnym mężczyźnie, który miał zjawić się w domu młodej kobiety. Według relacji świadków, znajomy kobiety w pewnym momencie zaczął zachowywać się irracjonalnie i stanowił zagrożenie dla domowników. Ci, obawiając się o swoje bezpieczeństwo, poprosili o pomoc policję.

Podczas interwencji mężczyzna niespodziewanie zaatakował funkcjonariuszkę nożem, zadając jej cios w głowę oraz w okolice klatki piersiowej. Na szczęście kobieta miała na sobie kamizelkę kuloodporną, która zamortyzowała uderzenie i prawdopodobnie uratowała jej życie. Z obrażeniami głowy policjantka została przetransportowana do szpitala. Lekarze zapewniają, że jej stan jest stabilny i nie zagraża jej życiu.

Drugi z interweniujących policjantów, widząc zagrożenie życia swojej partnerki i innych osób, użył broni służbowej. Postrzelony napastnik zmarł na miejscu zdarzenia.

Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyzna atakował z dużą siłą — nóż, którym się posługiwał, miał ulec złamaniu w trakcie zadawania ciosów.

Okoliczności tragedii są obecnie wyjaśniane przez prokuraturę i funkcjonariuszy z Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

📸fot. (archiwum) Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Deportacja obywatela Ukrainy, który groził podpaleniami w Polsce

Z Polski wydalono 29-letniego obywatela Ukrainy, który w mediach społecznościowych zamieszczał groźby dotyczące podpalania budynków w naszym kraju. Powodem miała być decyzja władz o ograniczeniu wypłat świadczenia 800 plus dla cudzoziemców. Informację o jego deportacji potwierdził w niedzielę, 31 sierpnia 2025 roku, minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński.

Do zatrzymania doszło w piątek. Policjanci z Wydziału Terroru Kryminalnego i Zabójstw Komendy Stołecznej, po intensywnych poszukiwaniach, odnaleźli i ujęli mężczyznę na warszawskiej Pradze-Południe. Jak przekazano, 29-latek usłyszał zarzuty dotyczące publicznego nawoływania do popełnienia przestępstwa.

Według ustaleń śledczych, publikowane przez niego wpisy miały stanowić formę odwetu za weto prezydenta Instytutu Pamięci Narodowej Karola Nawrockiego wobec ustawy przewidującej dalszą pomoc socjalną dla obywateli Ukrainy.

Po przeprowadzeniu czynności prawnych wobec zatrzymanego, w niedzielę został on deportowany z Polski.

📸 fot. Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

„Porzucił psa i wprowadził służby w błąd – teraz odpowie przed sądem”

Policja z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą w Szczecinie, zajmująca się również przestępstwami wobec zwierząt, wszczęła postępowanie w sprawie 26-letniego mężczyzny podejrzanego o niewłaściwe traktowanie psa. O sprawie funkcjonariusze dowiedzieli się za pośrednictwem portalu społecznościowego, który wskazywał na możliwe znęcanie się nad czworonogiem.

Śledczy ustalili, że mężczyzna początkowo przyprowadził psa do jednej z lecznic weterynaryjnych w Szczecinie, żądając jego uśpienia. Weterynarz, nie znajdując medycznych przesłanek do zabiegu, odmówił wykonania eutanazji.

W dalszych działaniach 26-latek próbował pozbyć się zwierzęcia, wprowadzając w błąd odpowiednie służby i zgłaszając, że w dzielnicy Dąbie znajduje się bezpański pies. Ostatecznie samodzielnie zawiózł zwierzę do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt, przekazując pracownikom nieprawdziwe informacje o jego pochodzeniu i pozostawiając psa.

Dzięki zgromadzonym dowodom policja mogła przedstawić mężczyźnie zarzut znęcania się nad zwierzęciem. Podejrzany nie przyznał się do winy i odmówił składania wyjaśnień. Teraz jego sprawą zajmie się sąd.

Policja przypomina, że każdy przypadek znęcania się nad zwierzętami jest przestępstwem. Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt grozi za to kara do 3 lat więzienia, a w przypadku szczególnego okrucieństwa – nawet do 5 lat.

📸 fot. KMP Szczecin

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Poszukiwany alimenciarz zatrzymany na Mokotowie. 57-latek wpadł podczas rutynowej kontroli

Policjanci z mokotowskiego komisariatu zakończyli poszukiwania 57-letniego mężczyzny, który od kilku lat uchylał się od odpowiedzialności. Mieszkaniec Mokotowa, skazany prawomocnym wyrokiem za uporczywe unikanie płacenia alimentów, był poszukiwany listem gończym wydanym przez Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa.

Do zatrzymania doszło w trakcie rutynowej interwencji. Funkcjonariusze podjęli działania wobec trzech mężczyzn, którzy spożywali alkohol przed jednym ze sklepów. Podczas legitymowania szybko okazało się, że jeden z nich – 57-latek – figuruje w policyjnych bazach jako osoba poszukiwana. Policjanci ustalili, że mężczyzna od 2021 roku ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, a poszukiwania prowadziła Komenda Miejska Policji w Chełmie.

Zatrzymany został przewieziony do policyjnej celi, a następnie – po wykonaniu niezbędnych czynności – trafił do aresztu śledczego. Najbliższe 287 dni spędzi w zakładzie karnym, gdzie odbędzie zasądzoną karę.

Mokotowscy dzielnicowi podkreślają, że każdy, kto próbuje unikać odpowiedzialności, musi liczyć się z tym, że prędzej czy później zostanie zatrzymany. – Nie ma ucieczki przed wymiarem sprawiedliwości. Wcześniej czy później osoby poszukiwane trafiają do celi – przypominają funkcjonariusze.

📸 fot. KRP II – Mokotów, Ursynów, Wilanów

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!