Wpadł przez nielegalną jazdę buspasem

Dzielnicowi Komisariatu Policji Warszawa Ursynów zatrzymali kierowcę, który jechał buspasem na ul. Puławskiej, pomimo tego, że nie posiadał do tego uprawnień. Podczas kontroli okazało się, że mężczyzna był poszukiwany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa.

Podczas rutynowego obchodu rejonu służbowego dzielnicowi z Komisariatu Policji Warszawa Ursynów zauważyli osobowy samochód poruszający się buspasem na ul. Puławskiej. Kierowca nie posiadał uprawnień do jazdy tym pasem, dlatego funkcjonariusze podjęli wobec niego interwencję.

Jak się okazało, za kierownicą siedział 57-letni mieszkaniec Ursynowa, który był poszukiwany przez Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa. Mężczyzna nie uregulował wcześniej zasądzonej grzywny w wysokości 1500 zł za popełnione wykroczenie, wobec czego Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa, zamienił karę finansową na 25 dni pozbawienia wolności.

Zatrzymany został przewieziony do komisariatu, gdzie zgodnie z decyzją sądu, umożliwiono mu opłacenie zaległej grzywny. Po uregulowaniu należności 57-latek został zwolniony.

Ulica Puławska to jedna z głównych arterii Ursynowa, a wyznaczony buspas ma ułatwiać sprawne poruszanie się komunikacji miejskiej. Niestety, niektórzy kierowcy próbują wykorzystać go do omijania korków, łamiąc obowiązujące przepisy. Tym razem jednak taka próba zakończyła się znacznie poważniejszymi konsekwencjami.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Tekst: Artur Stankiewicz, Zdjęcia: Warszawska Grupa Luka&Maro

Nietrzeźwy pasażer grozy. W autobusie linii 511 doszło do szokujących scen

Naruszał porządek publiczny, niepokoił podróżnych i załatwiał swoje potrzeby fizjologiczne. Strażnicy miejscy wyprowadzili skandalicznie zachowującego się pasażera linii 511. W jego bagażu znaleźli dokumenty, z których posiadania będzie musiał wytłumaczyć się policji.

Kilka minut po godzinie 19, we środę 17 lipca, strażnicy miejscy z VI Oddziału Terenowego otrzymali wezwanie z autobusu linii 511. Podróżował nim skandalicznie zachowujący się mężczyzna. Nietrzeźwy 25-latek był hałaśliwy, zaczepiał innych pasażerów, nie wspominając o intensywnym zapachu alkoholu, który przeszkadzał innym podróżującym „pięćset jedenastką”. Strażnicy porozumieli się z kierowcą i oczekiwali na autobus na przystanku przy białołęckim ratuszu. W chwili gdy wsiedli do pojazdu, mężczyzna… oddawał mocz na podłogę oraz siedzenie. Wokół leżały porozrzucane rzeczy nietrzeźwego. Wśród nich kilka telefonów, szklana fifka, a także nóż z ostrzem o długości 15 cm. Ze względu na opór stawiany przez wyprowadzanego mężczyznę, konieczne było zastosowanie kajdanek. Podczas kontroli osobistej, wśród rzeczy 25-latka ujawniono kilka dokumentów należących do innych osób. Przyczyn ich posiadania ujęty nie potrafił w żaden sposób wyjaśnić. Dlatego, zamiast trafić na rekonwalescencję do Stołecznego Ośrodka dla Osób Nietrzeźwych, został przekazany policji.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

Straż miejska i ZDM zatrzymali kierowcę z podrobioną kartą dla niepełnosprawnych

Podczas porannej kontroli miejsc parkingowych dla osób z niepełnosprawnością strażnik miejski z I Oddziału Terenowego, wspólnie z pracownikiem ZDM, odkryli sfałszowaną kartę parkingową w jednym z pojazdów. 58-letni kierowca przyznał się do podrobienia dokumentu, za co grozi mu nawet 5 lat więzienia.

8 lipca, podczas kontroli miejsc parkingowych w Alejach Jerozolimskich, zastrzeżonych dla osób z niepełnosprawnością, funkcjonariusz zauważył nieprawidłowości w wyglądzie jednej z kart umieszczonych za szybą pojazdu. W miejscu daty ważności znajdował się naklejony pasek papieru z nadrukowaną datą ważności do 2028 roku. Po wstępnej weryfikacji okazało się, że oryginalna karta straciła ważność dawno temu. Po kilkunastu minutach do pojazdu podszedł kierowca, który podczas rozmowy ze strażnikiem przyznał, że samodzielnie sfałszował kartę parkingową. Na miejsce został wezwany patrol policji. Strażnik przekazał policjantom sfałszowaną kartę i mężczyznę podejrzanego o jej podrobienie. Po przeparkowaniu pojazdu i zwolnieniu nielegalnie zajmowanego miejsca, 58-letni mężczyzna został przez policjantów zatrzymany.

Karta parkingowa jest dokumentem której przerabianie lub podrabianie stanowi przestępstwo z art. 270 § 1 k.k.: Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument albo takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

„Hiszpański hrabia z Pruszkowa” znów za kratkami. Udawał arystokratę, wyłudzał pieniądze od kobiet

Wracamy do sprawy „hiszpańskiego hrabiego z Pruszkowa”, który kilka lat temu zasłynął jako mistrz oszustwa i manipulacji. 64-letni Zdzisław M., spawacz z podwarszawskiego Pruszkowa, został zatrzymany przez policjantów ze Śródmieścia w związku z podejrzeniem wyłudzania pieniędzy od kobiet, którym przedstawiał się jako członek hiszpańskiej arystokracji.

Mężczyzna odgrywał rolę „hrabiego Myszkowskiego”, rzekomo powiązanego z hiszpańską rodziną królewską. Starannie kreował swój wizerunek – markowe ubrania, złota biżuteria, luksusowe zegarki, zdjęcia na tle odrzutowców i jachtów. Wszystko po to, by przekonać swoje ofiary, że mają do czynienia z bogatym i wpływowym człowiekiem.

Policjanci ustalili, że Zdzisław M. najczęściej działał na lotniskach i dworcach kolejowych, gdzie zagadywał samotne kobiety. Zapraszał je na kawę lub drinka, roztaczając wizję bajkowego życia wśród europejskich elit. Wzbudzał zaufanie, a następnie prosił o pomoc finansową – tłumacząc się zablokowanymi kartami płatniczymi, koniecznością zakupu biletu czy nagłym zabiegiem medycznym.

W zamian obiecywał zwrot pieniędzy i zaproszenie do swojej „posiadłości” w Hiszpanii. Dwie pokrzywdzone kobiety zgłosiły się na policję – w sumie straciły niemal 20 tysięcy złotych. Śledczy podejrzewają jednak, że ofiar może być znacznie więcej – niektóre z nich mogły nie złożyć zawiadomienia z powodu wstydu.

To nie pierwszy raz, gdy Zdzisław M. dopuścił się tego typu przestępstw. Już ponad dekadę temu było o nim głośno, gdy jako 50-letni spawacz z Pruszkowa poszukiwany był przez policję z Podhala. Wówczas podszywał się pod lekarza ginekologa, wmawiał kobietom choroby nowotworowe i proponował „leczenie” polegające na patrzeniu w oczy i stosunku seksualnym. Twierdził, że opracował „nowatorską metodę terapeutyczną”. Koszt jednej takiej „wizyty” wynosił 1300 zł. Został za to skazany.

Na jego koncie są także wyroki za znęcanie się nad żoną oraz liczne oszustwa finansowe. Tym razem Zdzisław M. usłyszał kolejne zarzuty – za przestępstwa, których się dopuścił.

Tym razem „hrabia z Pruszkowa” trafił za kraty – i wszystko wskazuje na to, że szybko z nich nie wyjdzie.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: KSP
📸 fot. Archiwum prasowe KSP

Ucieczka, szarpanina i… polski dowód – sceny jak z filmu na warszawskiej Woli

Kierowca, który nieprzepisowo zaparkował swój samochód najpierw udawał obcokrajowca, później usiłował uciec, a na koniec naruszył nietykalność funkcjonariusza. Krewki mężczyzna został ujęty przez strażników miejskich i przekazany policji.

Około godziny 16:15, we czwartek, 19 czerwca, strażnicy z IV Oddziału Terenowego otrzymali zlecenie jakich wiele – na ulicy Wolskiej miało stać nieprawidłowo zaparkowane BMW. Samochód ustawiony był na chodniku, utrudniając przy okazji wejście na schody do lokalu usługowego. Stojący obok auta mężczyzna, zapytany czy to on jest kierowcą, odpowiedział po angielsku. Kiedy jednak strażnicy w tym samym języku poprosili go o dokumenty, udał że nie rozumie i próbował się oddalić. Gdy jeden ze strażników odciął mu drogę ucieczki, mężczyzna gwałtownie go odepchnął, naruszając nietykalność funkcjonariusza. Wobec agresywnej postawy postawnego 56-latka, strażnicy byli zmuszeni go obezwładnić. W czasie szarpaniny z kieszeni ujętego wypadły dokumenty, z których wynikało, że mężczyzna jest Polakiem, a obcokrajowca tylko udawał.


W związku z popełnionymi przezeń wykroczeniami, do sądu został skierowany wniosek o ukaranie. Zawiadomienie o naruszeniu nietykalności funkcjonariusza strażnicy złożyli wezwanej na miejsce policji, której przekazano też sprawcę. To przestępstwo jest zagrożone karą pozbawienia wolności do 3 lat

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

Złodzieje aut zatrzymani na „robocie” przez Skorpionów z Pragi Północ

To była dokładnie przygotowana akcja Skorpionów z Pragi Północ, którzy rozpracowali metody działania 44-latka i jego 35-letniego wspólnika. Operacyjni zatrzymali mężczyzn na próbie kradzieży z włamaniem citroena. Obaj mieli już podobne przestępstwa na swoim koncie. Prokurator prowadzący sprawę po przestawieniu mężczyznom zarzutów zawnioskował do sądu o ich tymczasowe aresztowanie. Sąd ten wniosek uwzględnił. Mężczyznom grozi kara nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Policjanci grupy operacyjnej Skorpion, Wydziału Kryminalnego Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI, prowadząc czynności operacyjne w zakresie rozpracowania zorganizowanej grupy przestępczej dokonującej kradzieży z włamaniem pojazdów ustalili, że na czele tej grupy stoi 44-latek. Mężczyzna koordynował cały proceder związany z kradzieżami pojazdów typu bus, ich demontażem na części i sprzedażą.

Kilka dni temu, operacyjni bazując na swoich ustaleniach zaplanowali zatrzymanie mężczyzny, na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa. Niezwykle ważna dla realizacji tego planu była ich bardzo dobra znajomość metod działania 44-latka.

Około 2.00 w nocy wytypowany przez operacyjnych mężczyzna zjawił się na warszawskim Wawrze razem ze swoim wspólnikiem. Policjanci ruszyli do akcji w momencie, gdy 44-latek przełamał zamek w drzwiach citroena i wsiadł do kabiny.

Pozostali kryminalni udaremnili ucieczkę jego 35-letniemu wspólnikowi.

Policjanci przeszukali obu mężczyzn. Przy 44-latku znaleźli łamak, odpalarkę i wyciągarkę – przedmioty wykorzystywane do kradzieży samochodów.

Następnie sprawdzili wnętrze citroena. W stacyjce znaleźli śrubę. Jej obecność potwierdzała, że pojazd był przygotowywany do kradzieży.

Kryminalni sprawdzili obu mężczyzn w policyjnej bazie danych. Okazało się, że 35-latek kierował pojazdem mimo wydanego sądownie zakazu kierowania pojazdami mechanicznymi.

Zatrzymani trafili do komendy przy ul. Jagiellońskiej. Dochodzeniowcy przeanalizowali materiał dowodowy pochodzący z analizy przestępczej działalności mężczyzn zgromadzony przez operacyjnych. Dał on podstawę do przedstawienia 44 i 35-latkowi w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Praga Północ zarzutów dotyczących usiłowania kradzieży z włamaniem fiata i citroena, kradzieży z włamaniem citroena i kradzieży z włamaniem do citroena. Tych przestępstw mężczyźni dopuścili się w warunkach recydywy. 35-latek poniesie również odpowiedzialność za kierowanie samochodem mimo sądowego zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Sąd uwzględnił wniosek prokuratora i tymczasowo aresztował obu mężczyzn na trzy miesiące.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

nadkom. Paulina Onyszko

KRP VI – Białołęka, Praga Północ, Targówek

Oszust podający się za policjanta stanie przed wymiarem sprawiedliwości

Policjanci z Lublina przeprowadzili skuteczną akcję, zakończoną zatrzymaniem 35-letniego mieszkańca Gliwic, odpowiedzialnego za oszustwo metodą „na policjanta”. Ofiarą przestępstwa padła 83-letnia mieszkanka Lublina, która przekazała oszustowi pieniądze i biżuterię o łącznej wartości 35 tysięcy złotych. W sprawie zatrzymano również 45-letniego mieszkańca Legionowa, a policjanci odzyskali całą sumę pieniędzy.

Pod koniec kwietnia na terenie Lublina doszło do oszustwa przeprowadzonego według tzw. metody „na legendę”. Wszystko rozpoczęło się od telefonu na stacjonarny numer starszej pani. W słuchawce usłyszała zapłakany głos kobiety mówiącej: „Halo, mamo, mieliśmy wypadek”. Rzekoma córka poinformowała, że potrąciła ciężarną kobietę na przejściu dla pieszych. Po chwili rozmowę przejął mężczyzna podający się za policjanta. Twierdził, że rozmawiał z prokuratorem w sprawie wypadku i wymusił na kobiecie działanie pod presją czasu.

Zmanipulowana 83-latka, wierząc, że pomaga swojej córce, zapakowała swoje oszczędności — pieniądze oraz biżuterię — do paczki. Kilkadziesiąt minut później zjawił się w jej domu mężczyzna podający się za oficera policji. Znając ustalone wcześniej hasło, odebrał od kobiety przesyłkę z zawartością o łącznej wartości 35 tysięcy złotych.

Po pewnym czasie starsza pani zorientowała się, że padła ofiarą oszustwa, i natychmiast zgłosiła sprawę na policję. Dochodzenie w tej sprawie prowadził Wydział ds. Przestępczości Przeciwko Mieniu Komendy Miejskiej Policji w Lublinie. W wyniku intensywnej pracy operacyjnej, przy współpracy z funkcjonariuszami z Kielc, wczoraj na terenie tego miasta zatrzymano 35-letniego podejrzanego. Mężczyzna usłyszał zarzuty udziału w oszustwie.

To jednak nie koniec sukcesów policji w tej sprawie. Już wcześniej zatrzymano 45-letniego mieszkańca Legionowa, który również brał udział w przestępstwie. Policjantom udało się odzyskać całą kwotę — 35 tysięcy złotych.

Obaj zatrzymani odpowiedzą teraz przed sądem. Za popełnione oszustwo grozi im kara do 8 lat pozbawienia wolności. Policja przypomina, aby zawsze zachowywać czujność wobec nieznanych osób kontaktujących się telefonicznie, zwłaszcza jeśli proszą o przekazanie pieniędzy. Funkcjonariusze nigdy nie żądają pieniędzy ani biżuterii w ramach prowadzonych działań.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Zdjęcia: KWP w Lublinie

Policja rozbiła grupę wyłudzającą dane osobowe i środki finansowe – tymczasowy areszt dla dwóch mężczyzn

Dzięki kilkumiesięcznej pracy operacyjnej policjantów z Wydziału do Walki z Przestępczością Gospodarczą i Korupcją Komendy Rejonowej Policji Warszawa VI, prowadzonej w ramach śledztwa nadzorowanego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga Północ, zatrzymano dwóch mężczyzn w wieku 54 i 29 lat. Są oni podejrzani o popełnienie 140 przestępstw związanych z oszustwami i kradzieżą tożsamości, w wyniku których wyłudzili ponad 200 tysięcy złotych i usiłowali wyłudzić kolejne 400 tysięcy złotych.

Ich proceder polegał na wykorzystywaniu skradzionych danych osobowych do zakładania rachunków bankowych i zaciągania kredytów oraz pożyczek tzw. chwilówek. Przestępstwa dokonywali za pośrednictwem internetu, a wyłudzony towar odbierali na terenie Warszawy. Mężczyźni również dokonywali zakupów na skradzione dane w systemie płatności odroczonych.

Policjanci potwierdzili, że 54-latek już wcześniej był zatrzymywany w związku z podobnymi wyłudzeniami. Ustalenia wskazują, że uczynił z tej działalności stałe źródło dochodu.

Zatrzymania przeprowadzono równocześnie na dwóch warszawskich adresach – na Białołęce i Bielanach – przy wsparciu funkcjonariuszy Centralnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji. W trakcie przeszukań zabezpieczono telefony komórkowe, karty SIM, nośniki pamięci, dokumenty bankowe, gotówkę oraz inne dowody świadczące o przestępczej działalności.

Zgromadzone dowody pozwoliły na postawienie obu mężczyznom 140 zarzutów, w tym oszustw komputerowych, kradzieży tożsamości oraz ich usiłowania. Na wniosek prokuratury sąd zastosował wobec nich tymczasowy areszt.

Śledztwo ma charakter rozwojowy, a policja pod nadzorem prokuratury analizuje inne podobne sprawy i ustala kolejne ofiary przestępców.

Zdjęcia: KRP VI – Białołęka, Praga Północ, Targówek

Drastyczne sceny w ubojni. Sprawą zajmuje się prokuratura [MATERIAŁ 18+]

UWAGA! MATERIAŁ PRZEZNACZONY WYŁĄCZNIE DLA PEŁNOLETNICH CZYTELNIKÓW!

Stowarzyszenie Otwarte Klatki, zajmujące się ochroną zwierząt, ujawniło skandaliczne praktyki stosowane w jednej z ubojni na Mazowszu. Prokuratura poleciła policji wszczęcie dochodzenia w tej sprawie, do czasu usunięcia uchybień, działalność zakładu ma być wstrzymana.

W poniedziałek Stowarzyszenie Otwarte Klatki opublikowało wyniki śledztwa aktywisty Aleksandra Kota. Jak poinformowano nagrania pochodzą z lipca tego roku i zostały wykonane na przestrzeni czterech tygodni. Materiał dotyczy ubojni w powiecie sokołowskim na Mazowszu.

Jak twierdzi Stowarzyszenie, ich śledztwo pokazuje szereg nieprawidłowości, których dopuszczają się pracownicy ubojni: brutalnego znęcania się i bicia zwierząt rękami i twardymi przedmiotami, kopania i deptania, wykręcania ogonów, rażenia zwierząt prądem, uśmiercania ich na oczach innych, żywych zwierząt. Aktywiści zaznaczają również, że przyjmowanie na ubój zwierząt leżących, które nie są w stanie iść o własnych siłach, jest niezgodne z prawem.

Sprawa została przekazana do prokuratury.

31 sierpnia materiały zostały przesłane do Komendy Powiatowej Policji w Sokołowie Podlaskim. Prokurator polecił wszczęcie dochodzenia o czyn z artykułu 35 ustęp pierwszy Ustawy o ochronie zwierząt – wyjaśniła prokurator Krystyna Gołąbek z Prokuratury Okręgowej w Siedlcach. Prokurator polecił wykonanie czynności, w tym przesłuchanie wskazanych świadków, dokonanie oględzin przesłanych materiałów. Na ich wykonanie prokurator wyznaczył termin do 30 października – dodaje.

Swoje czynności zapowiedział też Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Sokołowie Podlaskim.

Do czasu usunięcia uchybień, działalność zakładu będzie wstrzymana – mówi Anna Boczoń-Borkowska, powiatowy lekarz weterynarii w Sokołowie Podlaskim. Zwróciłam się również o możliwość zapoznania się z materiałami, które Stowarzyszenie Otwarte Klatki przekazało prokuraturze. Ponadto jeszcze dziś zostanie skierowane zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przez pracowników tego zakładu – dodaje Boczoń-Borkowska.

Do sprawy odnieśli się również właściciele ubojni.

Jesteśmy zbulwersowani działaniami naszych pracowników, którzy pomimo wielu szkoleń dopuścili się niewłaściwego zachowania. W naszej firmie kładziemy olbrzymi nacisk na zachowanie dobrostanu zwierząt, nasi pracownicy są szkoleni i instruowani, żeby przestrzegali wszystkich procedur i zwierzęta w naszym zakładzie były traktowane zgodnie z wszelkimi zasadami i przepisami prawa. W stosunku do wszystkich pracowników, którzy dopuścili się karygodnych działań, zostanie złożone zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa przeciwko niehumanitarnemu traktowaniu zwierząt – informują właściciele firmy Ubój Handel Artykułami Mięsnymi Euzebia i Ryszard Onyśk Spółka Jawna Dzierzby Włościańskie.

W newralgicznych punktach zostały zamontowane kamery, żeby przez cały czas mieć kontrolę nad procesem rozładunku, przepędzania zwierząt do magazynu żywca oraz postępowania ze zwierzętami. Analizujemy ponownie zakładowe procedury dotyczące dobrostanu zwierząt oraz uboju z konieczności, żeby wyeliminować tego typu działania, oraz natychmiastowo reagować. Firma ma uprawnienia do przeprowadzenia „uboju z konieczności”. W zakładzie powołano zespół odpowiedzialny za wyjaśnienie nieprawidłowości. Do tego czasu produkcja została wstrzymana – dodają.

Sprawcą tego czynu grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności.

Tekst: Olga Gałecka

Zdjęcia: Stowarzyszenie Otwarte Klatki