Krwawa bijatyka na Podwalu – mężczyzna pozostawiony przez kolegów, uratowany przez służby

Strażniczka miejska i policjantka ratowały mężczyznę z rozbitą głową. Na „placu boju” zostawili go koledzy, między którymi doszło do krwawej awantury na Podwalu.

Strażniczki miejskie ze Starówki odebrały w ostatni wieczór wakacji alarmujące wezwanie z ulicy Podwale, gdzie miała trwać potężna awantura kilku osób. Funkcjonariuszki natychmiast ruszyły w tamtym kierunku, równocześnie wzywając wsparcie innych załóg. Gdy po chwili dotarły na miejsce, było już po awanturze. Zastały jedynie leżącego na ziemi, silnie krwawiącego mężczyznę, opatrującą go policjantkę i przyglądającą się wszystkiemu z oddali kobietę. Strażniczka, która jest też wykwalifikowaną ratowniczką natychmiast udzieliła wsparcia koleżance z policji. Wspólnie zatamowały obfity krwotok z potylicy i powstrzymały, nie w pełni świadomego mężczyznę, przed wstawaniem, które mogło tylko pogorszyć jego stan zdrowia. Jak ustalono, kilka minut wcześniej na Podwalu doszło do utarczki grupy nietrzeźwych osób. Kiedy awanturujący zauważyli zbliżający się radiowóz, rozbiegli się w różnych kierunkach. Zostawili leżącego na ziemi mężczyznę, który został wcześniej zepchnięty z murku, uderzając głową o chodnik. Niedługo potem policjanci z innego patrolu ujęli jednego z najbardziej agresywnych uczestników zajścia. Poszkodowany z rozbitą głową trafił do szpitala.

W Straży Miejskiej m.st. Warszawy już ponad 100 funkcjonariuszy posiada uprawnienia ratownicze. Zaawansowane szkolenia z udzielania pierwszej pomocy regularnie odbywają wszyscy strażnicy miejscy.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Udawał taksówkarza na Starówce. Strażniczki ujawniły oszusta

Strażniczki miejskie ze Starówki ujęły fałszywego taksówkarza. Mężczyzna nie posiadał uprawnień do przewozu osób, ani nawet… taksometru. Ceny brał „z podsufitki”.

Interwencja przy ulicy Długiej we wtorek 26 sierpnia, zaczęła się dość standardowo. Strażniczki miejskie zauważyły samochód zaparkowany w miejscu obowiązywania zakazu zatrzymywania. Kiedy podeszły bliżej spostrzegły, że auto ma oznaczenia taksówki tylko na jednym boku. Kierowca z początku udawał zaskoczonego, twierdząc że pewnie ktoś mu zerwał syrenkę i żółto-czerwony pasek. W miarę postępowania kontroli, braków pojawiało się jednak coraz więcej – na szybie nie było cennika za kilometr, identyfikator taksówkarski kierowca „pechowo” zostawił w domu, podobnie jak licencję. Dopiero, kiedy zrozumiał, że jest to kontrola, której wyniki trafią do Wydziału Komunikacji – przyznał, że nie ma żadnych uprawnień do prowadzenia przewozu osób. Okazało się, że oznaczenia pochodzą z innego samochodu, a ceny za przejazd fałszywy taksówkarz podaje klientowi „z sufitu”. Funkcjonariuszki przekazały raport z ustaleń wezwanemu na miejsce patrolowi policji. Kary administracyjne za ujawnione przez strażniczki miejskie naruszenia wynoszą kilka tysięcy złotych. Fałszywy kierowca prawdopodobnie nigdy już nie dostanie pozwolenia na pracę jako taksówkarz w Warszawie.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Strażnicy miejscy ratują dziecko pozostawione w niebezpiecznej sytuacji

Strażnicy miejscy ze Starówki, patrolujący w sylwestrowe przedpołudnie ulicę Brzozową interweniowali w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Na skraju jezdni stał przez dłuższy czas otwarty samochód z pracującym silnikiem. W środku nikogo nie było. A przynajmniej tak się mogło wydawać…

Kiedy funkcjonariusze podeszli bliżej, okazało się że wewnątrz auta bawi się dziecko. Około 7-letni chłopiec został sam w samochodzie, który nie dość, że zaparkowany był na spadzistej ulicy, to w każdej chwili mógł ktoś nim odjechać… Białe auto nie było zamknięte. Strażnicy otworzyli drzwi od strony kierowcy, wyłączyli silnik i rozpoczęli rozmowę z chłopcem. Nieco przestraszony malec powiedział, że parę minut wcześniej jego tata z bratem udał się do pracy. Strażnicy poczekali jeszcze chwilę, uspokajając zaniepokojonego chłopca, ale ponieważ ojciec nie wracał – o sytuacji dziecka pozostawionego bez opieki zawiadomiono policję. Dopiero po około godzinie do samochodu wrócił kierowca, który poniósł konsekwencję zarówno w związku z niestosowaniem się do przepisów prawa o ruchu drogowym jak i pozostawieniem dziecka bez opieki.

Warto przy tej okazji przypomnieć, że w czasie postoju kierowca jest zobowiązany wyłączyć silnik i zabezpieczyć pojazd przed uruchomieniem go przez osoby niepowołane. Takie wykroczenie zagrożone jest mandatem w wysokości do 3000 złotych, bo konsekwencje zaniechania ostrożności w takiej sytuacji mogą być tragiczne.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy