W sobotę, 31 stycznia 2026 roku, odbyła się uroczystość wręczenia Medali Komisji Edukacji Narodowej, prestiżowych odznaczeń przyznawanych za szczególne zasługi na rzecz rozwoju edukacji i wychowania. Wyróżnienia otrzymali opiekunowie Dziecięcych i Młodzieżowych Drużyn Pożarniczych, osoby wyjątkowo zaangażowane w działalność wychowawczą, edukacyjną i społeczną młodego pokolenia.
Uroczystość miała miejsce w wyjątkowej przestrzeni – Muzeum Pożarnictwa – Centrum Edukacji i Historii Warszawskiej Straży Pożarnej, zlokalizowanym przy ul. Marcinkowskiego 2 w Warszawie. Obiekt mieści się w zabytkowym budynku z 1878 roku, wzniesionym pierwotnie na potrzeby koszar Warszawskiej Straży Ogniowej. To miejsce, w którym historia naturalnie łączy się z teraźniejszością.
Bezpośrednio obok centrum edukacyjnego nieprzerwanie funkcjonuje Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 5 Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej m.st. Warszawy, co dodatkowo podkreśla ciągłość tradycji strażackiej służby i misji edukacyjnej.
Po części oficjalnej uczestnicy uroczystości zostali oprowadzeni po muzeum, które prezentuje dzieje pożarnictwa, od jego początków aż po nowoczesne rozwiązania ratownicze. Szczególne zainteresowanie wzbudziła symulacja pożaru mieszkania, niezwykle realistyczna i poruszająca, a także zabytkowa sikawka parowa firmy Shand Mason z 1864 roku, będąca prawdziwą perełką historyczną.
Wydarzeniu towarzyszyło również uroczyste posiedzenie Komisji ds. Dzieci, Młodzieży i Sportu, a także Prezydium Krajowego Kolegium Sędziów Zawodów Strażackich. Spotkanie było okazją do podsumowania dotychczasowych działań, wymiany doświadczeń oraz omówienia kierunków dalszego rozwoju działalności edukacyjnej, sportowej i wychowawczej prowadzonej w środowisku strażackim, ze szczególnym uwzględnieniem pracy z dziećmi i młodzieżą.
Serdecznie gratulujemy wszystkim odznaczonym za ich zaangażowanie, pasję i wieloletnią pracę na rzecz edukacji oraz wychowania dzieci i młodzieży. Otrzymane wyróżnienia są wyrazem uznania dla wysiłku, jaki wkładacie w kształtowanie postaw odpowiedzialności, służby i bezpieczeństwa kolejnych pokoleń.
Organizatorzy oraz uczestnicy zgodnie podkreślali edukacyjną wartość ekspozycji i wyjątkową atmosferę miejsca. Zachęcamy do odwiedzenia Muzeum Pożarnictwa, które pozwala przenieść się w czasie i lepiej zrozumieć, jak przez dekady zmieniała się służba na rzecz bezpieczeństwa społeczeństwa.
Fot. Marek Śliwiński
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!
Jan Magierowski pochodzi z Otmuchowa – pięknego miasta w województwie opolskim, w powiecie nyskim. To miejsce, w którym ludzie są życzliwi, a strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej Otmuchów od lat cieszą się ogromnym zaufaniem mieszkańców. To właśnie tutaj w życiu Jana od najmłodszych lat splatają się dwa światy: służba drugiemu człowiekowi i muzyczna pasja.
Jego przygoda z muzyką rozpoczęła się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy rozpoczął naukę gry na fortepianie w szkole muzycznej. Początkowo wszystko układało się bardzo dobrze, pojawiały się pierwsze sukcesy, jednak z czasem fortepian przestał dawać mu pełnię satysfakcji. Od zawsze fascynowało go natomiast brzmienie organów kościelnych – ich potęga, głębia dźwięku i niepowtarzalna atmosfera, jaką tworzą w świątyni.
W kościele rodzinnej parafii w Otmuchowie na organach grał jego kuzyn. W 2017 roku, gdy zdecydował się on zmienić miejsce pracy, w parafii pojawił się problem z obsadą organisty. To wtedy Jan po raz pierwszy poznał instrument od środka. Kuzyn wprowadził go w podstawy gry, tak aby mógł zagrać Mszę Świętą. Początkowo były to tylko pojedyncze zastępstwa, jednak z czasem ta rola stała się mu coraz bliższa. Ostatecznie 1 listopada 2017 roku Jan Magierowski rozpoczął stałą posługę organisty w kościele w Otmuchowie.
Równolegle niemal od dziecka obecna była w jego życiu straż pożarna. Dom rodzinny Jana znajduje się praktycznie naprzeciwko remizy, dlatego od najmłodszych lat obserwował pracę druhów i interesował się ich działalnością. Już w szkole podstawowej, za sprawą opiekuna Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, brał udział w zawodach pożarniczych i pierwszych formach strażackiej aktywności. Choć zapał na pewien czas osłabł, wszystko zmieniło się po ukończeniu 18 lat. Po rozmowach z doświadczonymi strażakami podjął decyzję o rozpoczęciu czynnej służby w OSP Otmuchów. Od tego momentu straż stała się dla niego nie tylko zainteresowaniem, ale ważną częścią życia i prawdziwą pasją.
Jak sam podkreśla, służba w OSP nie jest dla niego obowiązkiem, lecz naturalnym dodatkiem do codzienności. Kiedy tylko ma wolny czas i możliwość, stara się brać udział w działaniach ratowniczych. Przy dobrej organizacji udaje się mu pogodzić służbę strażacką z pracą organisty oraz konserwatora organów – bo obie te role są dla niego równie ważne i dają ogromną satysfakcję.
Na co dzień Jan pracuje także w zakładzie organmistrzowskim, gdzie zajmuje się konserwacją i naprawą organów piszczałkowych. To rzemieślnicza, bardzo wymagająca praca, oparta na precyzji, cierpliwości i odpowiedzialności. Każdy instrument jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, aby po zakończonych pracach mógł znów zabrzmieć pełnią swoich możliwości i służyć kolejnym pokoleniom.
Doświadczenie strażackie bardzo pomaga mu również w pracy przy organach. Opanowanie, dokładność, umiejętność pracy zespołowej i podejmowania przemyślanych decyzji to cechy, które sprawdzają się zarówno podczas akcji ratowniczych, jak i przy delikatnych mechanizmach instrumentów. Choć trudne zdarzenia, szczególnie te z ofiarami śmiertelnymi, czasem wracają w myślach, muzyka pozwala mu się wyciszyć i znaleźć wewnętrzny spokój.
Połączenie roli strażaka i organisty początkowo było dla wielu osób zaskoczeniem, jednak dziś zarówno koledzy z OSP, jak i parafianie przyjmują je zupełnie naturalnie. Choć czasem podczas nabożeństwa rozlegnie się sygnał e-remizy, nikt nie ma wątpliwości, że służba drugiemu człowiekowi jest zawsze na pierwszym miejscu.
Jan Magierowski nie potrafi wskazać, która z ról daje mu większą satysfakcję. Straż to realna pomoc i poczucie odpowiedzialności za innych, muzyka – spokój, cisza i możliwość poruszania ludzkich serc. To właśnie to połączenie sprawia, że czuje się spełniony. W przyszłości chce dalej rozwijać się w organmistrzostwie i jednocześnie kontynuować działalność w OSP tak długo, jak pozwolą mu na to zdrowie i siły.
OSP Otmuchów to jednostka wyjątkowa – tworzona przez ludzi z pasją, sercem i ogromnym zaangażowaniem. To miejsce, w którym rodzą się talenty i kształtują charaktery. Druhowie pokazują, że straż pożarna to nie tylko akcje ratownicze, ale także wspólnota oparta na wartościach, odpowiedzialności i wzajemnym wsparciu. Takie jednostki zasługują na szczególne docenienie, a miasto Otmuchów może być dumne z ludzi, którzy je reprezentują.
Historia Jana Magierowskiego jest najlepszym dowodem na to, że służba i pasja mogą iść w parze – jedna ratuje życie i mienie, druga buduje ciszę, refleksję i nadzieję.
Skąd wzięła się Pana pasja do organów?
Moja przygoda z muzyką zaczęła się już w pierwszej klasie szkoły podstawowej, kiedy rozpocząłem naukę gry na fortepianie w szkole muzycznej. Początkowo nauka szła bardzo dobrze i odnosiłem pewne sukcesy, jednak z czasem fortepian przestał dawać mi taką satysfakcję i poczucie pasji, jakiego szukałem. Od zawsze natomiast fascynowało mnie brzmienie organów kościelnych – ich potęga, głębia dźwięku i wyjątkowa atmosfera, jaką tworzą w świątyni. W kościele mojej rodzinnej parafii w Otmuchowie na organach grał mój kuzyn. W 2017 roku zdecydował się on zmienić miejsce pracy i w parafii pojawił się problem z obsadą organisty. To właśnie wtedy pokazał mi instrument i wprowadził mnie w podstawy gry na organach, tak abym był w stanie zagrać Mszę Świętą. Początkowo zastępowałem go jedynie okazjonalnie, podczas pojedynczych nabożeństw. Z czasem jednak ta rola stała mi się coraz bliższa, aż w końcu 1 listopada 2017 roku rozpocząłem stałą posługę organisty w kościele w Otmuchowie.
2. Co było w Pana życiu wcześniej – muzyka czy straż pożarna?
Tak naprawdę oba te światy towarzyszą mi od dziecka i trudno jednoznacznie wskazać, który był pierwszy. Muzyka pojawiła się bardzo wcześnie za sprawą szkoły muzycznej i nauki gry na fortepianie, natomiast straż pożarna była obecna niemal codziennie w moim życiu, ponieważ mój dom rodzinny znajduje się praktycznie naprzeciwko remizy. Od najmłodszych lat obserwowałem pracę strażaków i interesowałem się ich działalnością. Można więc powiedzieć, że zarówno muzyka, jak i straż rozwijały się u mnie równolegle, każda na swój sposób kształtując moją wrażliwość i charakter.
3. Od ilu lat jest Pan związany ze strażą pożarną i OSP Otmuchów?
Ze strażą pożarną jestem związany właściwie od dziecka. Już w szkole podstawowej, za sprawą Piotra, opiekuna Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej, brałem udział w zawodach pożarniczych i pierwszych formach aktywności strażackiej. Z czasem ten zapał nieco osłabł, jednak wszystko zmieniło się, gdy ukończyłem 18 lat. Po rozmowach z Piotrem oraz naczelnikiem Wojtkiem podjąłem decyzję o rozpoczęciu prawdziwej, czynnej służby w OSP Otmuchów. Od tego momentu straż stała się dla mnie czymś więcej niż zainteresowaniem. Stała się ważną częścią mojego życia oraz wielką pasją.
4. Jak łączy Pan służbę w OSP z pracą organisty?
Służba w Ochotniczej Straży Pożarnej nie jest dla mnie obowiązkiem, lecz dodatkiem do życia i prawdziwą pasją. Kiedy tylko jestem wolny i mam taką możliwość, staram się brać udział w działaniach, aby pomagać innym. Praca organisty oraz organmistrza, podobnie jak służba w OSP, wymaga odpowiedzialności i zaangażowania, jednak przy dobrej organizacji czasu da się je pogodzić. Pomimo codziennych obowiązków zawsze staram się znaleźć czas na działalność strażacką, bo obie te role są dla mnie bardzo ważne i dają mi dużą satysfakcję.
5. Na czym w skrócie polega praca konserwatora organów?
Na co dzień, oprócz gry na organach, zajmuję się również pracą w zakładzie organmistrzowskim. Jest to rzemieślnicza i bardzo wymagająca dziedzina, której celem jest konserwacja, naprawa oraz przywracanie dawnego blasku zabytkowym organom piszczałkowym. Praca ta wymaga dużej precyzji, cierpliwości oraz umiejętności technicznych, a także dobrego słuchu muzycznego. Każdy instrument jest inny i wymaga indywidualnego podejścia, tak aby po zakończeniu prac mógł ponownie zabrzmieć pełnią swoich możliwości i służyć kolejnym pokoleniom.
6. Czy doświadczenie strażaka pomaga w pracy przy instrumentach?
Zdecydowanie tak. Służba w straży pożarnej uczy odpowiedzialności, opanowania i dokładności, co ma duże znaczenie również w pracy przy organach. Zarówno podczas akcji, jak i przy konserwacji instrumentów, nie ma miejsca na pośpiech czy przypadkowe decyzje. Liczy się skupienie, praca zespołowa i dbałość o szczegóły. Myślę, że te cechy bardzo się uzupełniają i pomagają mi lepiej wykonywać obie role.
7. Czy muzyka pomaga Panu odreagować po trudnych akcjach?
Z natury jestem osobą dość silną psychicznie i staram się nie przenosić trudnych emocji z akcji ratowniczych do życia codziennego. Większość negatywnych przeżyć udaje mi się szybko z siebie „wyrzucić”. Zdarzają się jednak sytuacje szczególnie trudne, zwłaszcza te związane z ofiarami śmiertelnymi, które potrafią wracać w myślach. W takich momentach muzyka może stawać się pewną formą odskoczni i wyciszenia.
8. Jak reagują parafianie i koledzy z OSP na to nietypowe połączenie ról?
Początkowo to połączenie było dla wielu osób dość zaskakujące, ponieważ wcześniej w OSP nikt nie łączył służby strażackiej z posługą organisty. Z czasem jednak zarówno koledzy ze straży, jak i parafianie przyjęli to zupełnie naturalnie. W przypadku wiernych myślę, że na co dzień nie jest to szczególnie odczuwalne, może poza momentami, gdy w trakcie mszy rozlegnie się sygnał e-remizy, co czasem wywołuje lekką konsternację.
9. Która z tych ról daje Panu największą satysfakcję?
Trudno jednoznacznie wskazać jedną rolę, bo każda daje satysfakcję w inny sposób. Służba w OSP to poczucie realnej pomocy drugiemu człowiekowi i świadomość, że w trudnych momentach można na mnie liczyć. Z kolei muzyka i praca przy organach dają mi wewnętrzny spokój, możliwość wyciszenia się i tworzenia czegoś, co porusza innych na zupełnie innym, bardziej duchowym poziomie. Myślę, że właśnie to połączenie sprawia, że czuję się spełniony.
10. Jakie ma Pan plany na dalszy rozwój obu pasji?
Nie wyobrażam sobie rezygnacji z żadnej z moich pasji. W przyszłości zawodowej chciałbym dalej rozwijać się w organmistrzostwie. Jest to rzemiosło, które wymaga precyzji, cierpliwości i pasji, a jednocześnie nigdy nie zostanie zastąpione przez sztuczną inteligencję. Równocześnie zamierzam kontynuować działalność w OSP, dopóki zdrowie, siły i czas mi na to pozwolą. Obie dziedziny dają mi poczucie spełnienia i możliwość realnego wpływu na życie innych – jedna poprzez sztukę, druga poprzez służbę.
📸fot. Marek Śliwiński
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!
W sobotę, 8 listopada o godzinie 9:00, strażacy z OSP Bystra (woj. śląskie, powiat bielski, gmina Wilkowice) oraz liczni uczestnicy cywilni wyruszyli spod remizy, by wspólnie zdobyć szczyt Klimczok. Cel wyprawy był wyjątkowy – wsparcie 3-letniego Kazika, syna strażaka z OSP Bystra, który choruje na DMD.
Strażacy ruszyli w pełnym umundurowaniu bojowym – w hełmach, z aparatami powietrznymi i całym ekwipunkiem, który ważył około 20 kilogramów. Pokonali trasę długości około 7 km i przewyższeniu 1117 metrów. Jak podkreślali uczestnicy, to symboliczny gest solidarności – namiastka tego, przez co każdego dnia przechodzi mały Kazik, walczący z chorobą.
Pomimo trudnych warunków pogodowych – deszczu, błota i śliskich szlaków, wszyscy uczestnicy z determinacją dotarli na szczyt. Woda spływająca górskim potokiem dodatkowo utrudniała wędrówkę, ale nikt się nie poddał.
W trakcie marszu nasza redakcja spotkała prawdopodobnie najstarszego uczestnika wyprawy – 75-letniegostrażaka z powiatu opoczyńskiego z Opoczna, który mimo wieku bez problemu zdobył szczyt góry. Jego postawa wzbudziła ogromny szacunek i pokazała, że strażacki duch nie zna granic wieku.
W wyprawie uczestniczyła także nasza redakcja, w trzyosobowym składzie wraz z czworonożną reporterką Westą. Udało się nam zdobyć szczyt w czasie 2 godzin i 10 minut.
To wyjątkowe wydarzenie zgromadziło 998 strażaków z całej Polski, którzy wspólnie pokonali wymagającą trasę, by okazać wsparcie małemu Kazikowi i jego rodzinie.
Nasza redakcja objęła przedsięwzięcie patronatem medialnym. Po zejściu z góry, na zakończenie wydarzenia, głos zabrała wiceprezes naszej redakcji – jedyna w Polsce strażaczka-poetka, która zaprezentowała trzy swoje wiersze z tomiku „Strażackie Serce”. Jej poezja poruszyła uczestników i dodała uroczystości wyjątkowego, wzruszającego wymiaru.
– Cały ten Nomex, kask, aparaty powietrzne – to tylko sprzęt. Prawdziwy ciężar dźwigają rodzice i sam Kazik. My możemy choć na chwilę pokazać, że jest z nami – powiedział jeden ze strażaków z OSP KSRG Ligota Mała.
Urodzinowe wejście na Klimczok było nie tylko gestem solidarności, ale też pięknym dowodem strażackiej jedności, empatii i siły ducha. Wśród uczestników nie zabrakło również piesków oraz najmłodszych wędrowców, którzy dzielnie weszli na szczyt, pokazując, że odwaga i zaangażowanie nie mają wieku.
📲 Zapraszam na nasz profil Warszawska Grupa Luka&Maro, gdzie już niebawem pojawi się obszerna fotorelacja i materiały filmowe z tego niezwykłego wydarzenia!
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!
TO JEDNA Z NAJPILNIEJSZYCH ZBIÓREK NA SIEPOMAGA.PL! Kazik, nasz ukochany synek, cierpi na śmiertelną chorobę – dystrofię mięśniową Duchenne’a. Mięśnie w jego małym ciele powoli słabną i umierają. Bez pomocy nasze dziecko niedługo może przestać poruszać się, połykać, oddychać… Choroba ta nie zna litości – prowadzi do wózka inwalidzkiego, respiratora i przedwczesnej śmierci. Każda myśl o przyszłości Kazika łamie nam serca. Nie możemy pozwolić, by nasz synek odszedł. Musimy go ratować!
Jest lek, który może powstrzymać rozwój choroby, ale jest on dostępny tylko w USA. Jego cena to gigantyczne 15 milionów złotych. Potrzebujemy wsparcia tysięcy ludzi o dobrych sercach, którzy zechcą pomóc nam zebrać te fundusze i uratować życie naszego synka. Prosimy każdego, kto czyta te słowa – pomóżcie nam w walce o Kazika.
Kiedy Kazik miał kilka miesięcy, pojawiły się pierwsze problemy z oddawaniem moczu. W szpitalu wykonano szereg badań, które wykazały niepokojące wyniki. Zalecono nam wykonanie testów genetycznych. Pamiętamy każdą sekundę dnia, w którym dostaliśmy wyniki. 20 lutego 2024 roku, wtorek – telefon z Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach zmienił nasze życie na zawsze. Diagnoza była druzgocząca – dystrofia mięśniowa Duchenne’a. To choroba, która stopniowo niszczy mięśnie i prowadzi do śmierci.
Chociaż diagnoza jest przerażająca, istnieje promyk nadziei. Ostatnie lata przyniósły przełom w leczeniu DMD – terapia genowa dostępna w USA może uratować Kazika. Działa, dostarczając organizmowi gen odpowiedzialny za produkcję mikrodystrofiny, co powstrzymuje śmierć mięśni. Jest jednak jeden warunek – leczenie musi zostać podane szybko, zanim Kazik straci zdolność chodzenia. Terapia zatrzymuje chorobę, ale jej nie cofa, dlatego każda sekunda jest na wagę życia.
Dominik, tata Kazika, od lat jest strażakiem OSP. Jego misją jest niesienie pomocy innym, ratowanie życia i zdrowia. Nigdy nie przypuszczał, że znajdzie się po drugiej stronie, że to jego rodzina będzie potrzebować pomocy. Niestety, los bywa okrutny. Kazik jest chory, a bez ratunku umrze. Dlatego dziś Dominik i cała nasza rodzina zwracamy się do Was z apelem – pomóżcie nam ocalić naszego synka.
Prosimy, dołączcie do nas w walce o Kazika. Każda wpłata, udostępnienie i dobre słowo ma znaczenie. Nie pozwólmy, by nasz mały bohater przegrał z chorobą. Kazik ma całe życie przed sobą – pomóżmy mu je przeżyć.
Trzymamy kciuki za naszego małego bohatera i wierzymy, że wspólnymi siłami uda się uratować jego życie. W imieniu rodziców dziękujemy za każde wsparcie!