Rodzinny konflikt mógł skończyć się tragedią. Nastolatkę uratowała szybka reakcja strażników

Nastolatka pokłóciła się z matką. Tak jak stała – bez butów i w domowym stroju – wybiegła na trzaskający mróz. Dziewczynkę przed odmrożeniami i wychłodzeniem organizmu ustrzegli strażnicy miejscy.

Patrolujących nocą z 30 na 31 stycznia rejon Białołęki, funkcjonariuszy VI Oddziału Terenowego zaczepił pracownik ochrony osiedla z ulicy Odkrytej. Mężczyzna poinformował, że zgłosiła się do niego mieszkanka jednego z lokali z prośbą o pomoc w poszukiwaniach nastoletniej córki. Dziewczynka, w nieodpowiednim stroju, miała wybiec na mróz po domowej kłótni i nie wracać już od ponad trzech kwadransów. O sprawie zawiadomiono policję. Strażnicy natychmiast włączyli się w przeszukiwanie okolicy. Po kilku minutach napotkali roztrzęsioną matkę poszukiwanej, która szczegółowo opisała wygląd i strój dziewczynki. Jak powiedziała zrozpaczona kobieta, 15-latka wybiegła na dwór tak, jak stała – bez kurtki, czapki ani nawet zimowych butów. Temperatura tej nocy spadła już poniżej -10 stopni, dlatego dłuższe przebywanie na mrozie mogło stanowić dla dziewczynki bardzo poważne zagrożenie. Strażnicy poprosili matkę, by sprawdziła czy córka sama nie wróciła do domu, a sami metodycznie kontynuowali poszukiwania. Po kolejnych kilkunastu minutach poszukiwań, wreszcie zauważyli dziecko w pobliżu jednego z budynków. Dziewczynka była już mocno przemarznięta i szybko dała się przekonać do schronienia na klatce schodowej, a później powrotu do domu. Po tej przygodzie, wcześniejszy spór okazał się już mniejszym problemem.

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
Fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Lód nie wybacza brawury. Park Potulickich w Pruszkowie to nie lodowisko

Mimo wyraźnych informacji i tablic ostrzegawczych rozwieszonych przez Urząd Miasta Pruszkowa, mimo jasnych komunikatów o odwiertach w lodzie na zbiornikach wodnych w Parku Potulickich, ludzie wciąż lekceważą zagrożenie dla zdrowia i życia. Wchodzą na lód pojedynczo, ale też całymi grupami, jakby ostrzeżenia ich nie dotyczyły.

To nie są incydenty. Regularnie obserwujemy takie sytuacje w godzinach nocnych – od 22:00 do 1:00, zarówno w dni powszednie, jak i w weekendy. Ciemność, ograniczona widoczność, mróz, śnieg — wszystko to sprawia, że ryzyko rośnie wielokrotnie. A jednak lód wciąż przyciąga.

Ostatnio zwróciliśmy uwagę nieletnim, którzy bez żadnych zabezpieczeń weszli na zamarznięty zbiornik. Próbowaliśmy spokojnie wytłumaczyć, jakie zagrożenia niesie załamanie lodu. Odpowiedź?
„Umiem pływać.”

To zdanie mrozi bardziej niż zimna woda.

Bo tu nie chodzi o umiejętność pływania. Tu chodzi o hipotermię.
O szok termiczny.
O nagłe odebranie sił.
O panikę.
O to, że w lodowatej wodzie człowiek traci kontrolę nad ciałem w kilkanaście sekund.
O to, że nocą, w ciszy i ciemności, nikt może nie usłyszeć wołania o pomoc.

Czy osoba wchodząca na lód wie, że odwierty technologiczne oznaczają miejsca o znacznie mniejszej nośności?
Czy zdaje sobie sprawę, że lód nigdy nie zamarza równomiernie?
Czy myśli o tym, że ratowanie jednej osoby może narazić życie kolejnych?

Nie powinno się wchodzić na lód podczas silnych śnieżyc ani nocą, gdy pole widzenia jest ograniczone niemal do zera. To nie jest przesada ani straszenie — to fakty, poparte tragediami, które co roku powtarzają się w całej Polsce.

Park Potulickich to miejsce spacerów, odpoczynku i natury — nie arena do testowania granic losu. Jedna chwila brawury może skończyć się dramatem, który dotknie nie tylko jedną osobę, ale całe rodziny, świadków i ratowników.

Apelujemy o rozsądek.
Apelujemy do rodziców — rozmawiajcie z dziećmi.
Apelujemy do młodych — odwaga to nie ignorowanie zagrożeń.
Apelujemy do wszystkich — tablice ostrzegawcze nie wiszą tam bez powodu.

Lód nie ostrzega.
Lód nie daje drugiej szansy.
Lód po prostu pęka.

Fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Nie odjechali, dopóki się nie zgodził. Strażnicy uratowali przemarzniętego 60-latka

Strażnicy miejscy przekonali przemarzniętego mężczyznę w kryzysie bezdomności do skorzystania z pomocy noclegowni. 60-latek wielokrotnie odmawiał przyjęcia pomocy. Wreszcie się udało.

Strażnicy miejscy z VII Oddziału Terenowego Elżbieta Banaszek i Mariusz Dróżdż, którzy w czwartkowy (28 stycznia) wieczór wyjechali na nocną służbę, otrzymali wezwanie z ulicy Francuskiej, gdzie na przystanku autobusowym miał od dłuższego czasu przebywać zaniedbany, zmarznięty mężczyzna. 60-latek, którego kwadrans później zastali pod wiatą był rzeczywiście w bardzo złym stanie. Brudny, splątany, w podartym ubraniu i z okropną ranę na nodze. Strażnicy słyszeli już o nim wcześniej. Wielokrotnie odmawiał proponującym mu pomoc funkcjonariuszom – straży miejskiej, policji, streetworkerom. Niepokój o los mężczyzny wyrażali nawet na forach internetowych mieszkańcy Gocławia, gdzie również był widywany. Także i tym razem 60-latek odmówił skorzystania z pomocy pogotowia, które wezwali strażnicy. Ratownik nie stwierdził zagrożenia życia, które pozwoliłoby na interwencję, pomimo braku zgody pacjenta. Z badania wynikało natomiast, że był już mocno zmarznięty – temperatura ciała mężczyzny spadła poniżej 36 stopni Celsjusza.
– Ten człowiek był trzeźwy. Widać było, że już wiele lat tkwi w bezdomności. Dobrze znamy takie sytuacje. Odmawiał mechanicznie. Podobnie na inne pytania też odpowiadał bez ładu i składu. Uparliśmy się, by mu pomóc – mówi st. insp. Elżbieta Banaszek. – Pomimo tego, że z drugiej strony nie było woli „współpracy”, czuliśmy się odpowiedzialni za życie tego człowieka.
Strażnicy wielokrotnie, na różne sposoby przekonywali mężczyznę do skorzystania z pomocy ogrzewalni. Trwało to blisko półtorej godziny. Wreszcie wpadli na niekonwencjonalne rozwiązanie.
– Powiedzieliśmy, że nie odjedziemy, dopóki nie wejdzie na chwilę do naszego samochodu się ogrzać – opowiada strażniczka. – I wtedy, po jakichś 10 minutach pobytu w kabinie przewozówki, usłyszeliśmy, że… pan chciałby się umyć i przespać w czystym łóżku.
Od tego momentu sprawy potoczyły się bardzo szybko. Strażnicy niezwłocznie nawiązali kontakt z koordynatorem noclegowni na Myśliborskiej. Kiedy dotarli z mężczyzną na miejsce, czekał już na niego prysznic i czyste rzeczy. Kiedy nowoprzybyły pensjonariusz był już umyty i siedział w nowym ubraniu z kubkiem gorącej herbaty w dłoni, zgodził się na ponowne wezwanie pogotowia do głęboko odmrożonej nogi oraz bolesnych odparzeń na plecach. Pracownicy z Myśliborskiej zapewniają, że udzielą nowemu pensjonariuszowi pełnej pomocy. Mężczyzna za 2 tygodnie będzie miał urodziny. Być może to właśnie jest moment, który pozwoli mu na wyjście z kryzysu bezdomności i zmieni życie tego człowieka.

Dziękujemy osobie, która przekazała to zgłoszenie i apelujemy by nie pozostawać obojętnym wobec wymagających pomocy osób długo przebywających na mrozie. 

Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Pruszków: Sypią solą w zabytkowym parku

Mieszkańcy Pruszkowa w ostatnich dniach coraz bardziej martwią się o swój największy skarb, którym jest zabytkowy Park Potulickich. Firma odpowiadająca za utrzymanie zieleni sypie sól na parkowych alejkach, miasto komentuje krótko – tylko piach. Pobrane próbki i błoto pośniegowe na alejkach pokazują zupełnie co innego.

Zaniepokojeni mieszkańcy Pruszkowa kolejny raz zwrócili się do nas z prośbą o interwencje, sprawa ponownie dotyczy zabytkowego Parku Potulickich, jednego z największych i najpiękniejszych w Pruszkowie.

Jedna z mieszkanek Pruszkowa, która regularnie odwiedza Park Potulickich, alarmuje, że parkowe alejki zostały wysypane solą: „Mój ostatni spacer z psami to był istny koszmar, psiaki kulały i nie chciały dalej iść. Alejki przy stawie z karmnikiem, Placu Pruszkowiaków są wysypane piaskiem i solą. Wzdłuż doprowadzalnika również” – przekazuje.

Jak informuje, gołym okiem widać wżery na śniegu i lodzie, piasek przecież tak nie działa – dodaje.

W podobnym tonie wypowiada się Pan Marek, który z uwagi na bliskość parku, również przychodzi tu na spacery ze swoim psem.

„Od kilku dni obserwuję u swojego psa, że podczas spaceru po parku pies unosi raz jedną, raz drugą łapę do góry i kuleje” – mówi

„Bardzo często się zatrzymuje i wręcz ucieka z parkowych alejek czy chodników. Nigdy wcześniej takie sytuacje się nie zdarzały. Ewidentnie na parkowych alejkach musi znajdować się coś co podrażnia poduszki na łapach u psa, najprawdopodobniej jest to sól” – dodaje na koniec.

NASI REPORTERZY NA MIEJSCU – NA ALEJKACH I CHODNIKACH TWORZY SIĘ BŁOTO POSIEGOWE

Na spacer po Parku Potulickich wybrali się również nasi reporterzy. Na miejscu potwierdzili, że praktycznie wszystkie alejki parkowe posypane są piachem, jednak nie to czysty piach.

Na alejkach pokrytych grubą warstwą lodu i zbitego śniegu, tworzy się błoto pośniegowe, co świadczy o tym, że mimo ujemnych temperatur ten śnieg i lód ulegają rozpuszczeniu, sam piach tak nie działa i mamy tego przykład, chociażby na pobliskim osiedlu, gdzie chodniki pokryte lodem również wysypane są piachem. Tam piach i chodniki są suche.

Jeśli się zatrzymać i popatrzyć, ewidentnie w śniegu i lodzie można zauważyć wżery po soli. Po rozbiciu, czy rozkopaniu większych grudek piachu natrafiamy na większe lub mniejsze kawałki soli.

URZĄD MIASTA ODPOWIADA KRÓTKO. FIRMA MILCZY

Wiceprezydent Pruszkowa Dorota Kossakowska odpowiada jednym zdaniem – „W Parku Potulickich ścieżki są posypywane piachem”.

Zastanawia nas skąd taka 100% pewność.

Za zimowe utrzymanie parkowych alejek odpowiada spółka A&M Partners z Warszawy, do której wysłaliśmy zapytania, milczy, a lokalny portal odsyła do Urzędu Miasta. Wygląda to trochę tak, jakby firma otrzymała stosowny przykaz od Urzędu Miasta w Pruszkowie.

Warto wspomnieć, że przetargu ogłoszonym przez Miasto Pruszków mowa jest jedynie o „usuwaniu śliskości” bez konkretnych wskazań, co oznacza, że firma od Urzędu Miasta w Pruszkowie, dostała zielone światło na stosowanie mieszanki piachu z solą lub nawet samej soli.

Tym bardziej dziwi taka pewność Wiceprezydent Doroty Kossakowskiej. Czyżby to kolejna próba manipulacji faktami i prawdą?

W Parku można znaleźć również taki oto pojemnik

RADNY BARTOSZ BRZEZIŃSKI POBIERA PRÓBKI I ROBI TEST

Radny Bartosz Brzeziński, który znany jest mieszkańcom z dużego zaangażowania w kwestie ekologiczne, postanowił pobrać kilka próbek z terenu Parku Potulickich i własnego ogródka. To także Brzeziński, był inicjatorem dyskusji o potencjalnej katastrofie przyrodniczej w parku w związku z przebudową urządzeń hydrologicznych, o której pisaliśmy w miniony piątek.

Już następnego dnia późnym wieczorem przesłał do redakcji raport ze swoich badań. W jego ocenie w pobranych próbkach z terenu parku znajdowała się substancja przypominająca sól. Jak podkreśla, wykonał proste testy, do których wystarcza znajomość fizyki i chemii na poziomie szkoły średniej.

Radny porównał przewodzenie prądu w roztworze uzyskanym z roztopionego śniegu przyniesionego z parku z roztworem uzyskanym z czystego śniegu z własnego ogrodu (czyli konduktancji). W próbce z parku odnotował wyraźnie wyższe wartości.

Nauki nie oszukamy, im więcej soli w wodzie, tym większa jest jej przewodność elektryczna.

Sprawdził czas zamarzania próbek o identycznej objętości. Próbka parkowa zamarzała znacznie wolniej – 95min niż próbka z domowego ogródka – 65min. Obecność soli spowalnia proces zamarzania.

Na koniec odparował obie próbki. W parkowej próbce na dnie brzegach i dnie naczynia pozostał osad białej warstwy.

Z około 30 mililitrów odparowanego płynu zostało mi prawie pół grama białego osadu. Zaskoczyło mnie to. Użyłem małego tygielka takiego jak do kawy po turecku – relacjonuje Bartosz Brzeziński. Nawet spróbowałem. Był słony – dodaje. W próbce pobranej z ogrodu tygielek był praktycznie czysty.

Jak zaznacza radny: Nie traktuję wyników mojego testu jako „wyroku”. To wskazówka, poszlaka. Moim zdaniem, mocna poszlaka. Nie napisałem ani że sól tam jest ani że jej nie ma. Pokazałem porównanie próbek z różnych miejsc i wskazałem, że wyniki się różnią. A jeśli się różnią, to coś musi być na rzeczy.

Jestem hobbystą pomiarów. Lubię automatykę i mierzenie wielkości fizycznych, to mnie naprawdę kręci. Jestem inżynierem, mam sprawne ręce i otwartą głowę. I powiem szczerze: robiłem te testy z chłopięcą radością i ciekawością – dodaje na koniec.

Raport z wynikami pomiarów można znaleźć na oficjalnym profilu radnego Bartosza Brzezińskiego na Facebooku.

INNE MIASTA W POLSCE WPROWADZIŁY STOSOWNE ZAKAZY. PRUSZKÓW DAJE ZIELONE ŚWIATŁO

Coraz więcej miast w Polsce zarówno tych dużych, jak i mniejszych, wprowadza całkowite zakazy używania soli nawet z piachem na terenie parków, skwerów czy innych terenach zielonych, niezależnie od ich wielkości czy statusu. I mocno je nadzorują.

Mamy tego przykłady, chociażby w samych ogłoszeniach przetargowych dla firm. Taki zakaz można dodatkowo wprowadzić w podpisywanej później umowie.

Zarząd Zieleni m.st. Warszawy publicznie deklaruje, że w alejkach parkowych i na terenach objętych jego utrzymaniem obowiązuje całkowity zakaz używania soli, tłumacząc to m.in. ryzykiem kumulacji jonów sodu i chloru oraz występowaniem suszy fizjologicznej. W podobnym tonie wypowiada się na swoich stronach Miasto Lublin, który jasno zaznacza, że poza pasem drogowym odśnieżanie i likwidacja śliskości odbywa się czystym piaskiem.

Odległy o 300 km Kraków, w którym najbardziej narzeka się na ilość smogu, również dba o tereny zielone i parki. W ogólnodostępnych materiałach dotyczących zimowego utrzymania jasno wskazuje, że na terenach zielonych stosuje się rozwiązania inne niż sól, a śliskość usuwa się mechanicznie i z użyciem „materiałów uszorstniających”.

Urzędnicy z tych miast nadzorują każde wykonane prace, aby mieć pewność, że ich wykonawca stosuje się do warunków zawartych w umowie. W przypadku naruszenia warunków umowy firmy muszą liczyć się za karami zawartymi w umowie.

Tymczasem w ogłoszeniu przetargowym Miasta Pruszkowa, próżno szukać jakiejkolwiek wzmianki o sposobie prowadzenia prac związanych z zimowym utrzymaniem, zwłaszcza na terenach zielonych w tym w Parku Potulickich. W ogłoszeniu znajduje się jedynie ogólny zapis – „odśnieżanie i usuwanie śliskości w okresie zimowym (bezpośrednio po wystąpieniu zjawiska) chodników, placów, alejek utwardzonych oraz ścieżek rowerowych, przejść dla pieszych, zatok postojowych, miejsc dla osób z niepełnosprawnościami, parkingów, schodów, ramp”.

Co znaczy, że Miasto Pruszków daje wykonawcy dowolność stosowanych środków, a tym samym zielone światło na używanie nawet samej soli na terenach zielonych i w parkach.

Więc kolejny raz powtórzymy, skąd taka pewność Wiceprezydent Doroty Kossakowskiej? Jednak jak już wiadomo – „straty muszą być”.

SÓL DROGOWA – ZAGROŻENIA DLA PSA

Sól drogowa to poważne zagrożenie dla psów w zimie, powodujące dotkliwe podrażnienia, pękanie opuszek, a nawet oparzenia chemiczne. Sól czyli chlorek wapnia i ostre kruszywo działają jak papier ścierny, wywołując pieczenie, pękanie naskórka i trudne do wygojenia rany. Długotrwały kontakt z solą może prowadzić do poważnych problemów z nerkami i sercem. 

Zlizywanie jej z łap prowadzi do zatruć, objawiających się wymiotami, biegunką i nadmiernym pragnieniem, a  w skrajnych przypadkach drgawki. Kluczowe jest mycie łap po spacerach, stosowanie ochronnych maści lub psich butów. 

Zdjęcia: Kamil Tuzek, Bartosz Brzeziński – Radny Miasta Pruszkowa, Czytelnicy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Ciała na łóżkach, pies w kącie. Horror przy Wiosny Ludów w Ursusie

Z pozoru zwyczajny, zimowy dzień okazał się tragedią dla mieszkańców jednej z posesji przy ulicy Wiosny Ludów w warszawskim Ursusie. W sobotę, 17 stycznia 2026 roku, w okolicach południa policjanci zostali wezwani do jednego z domów jednorodzinnych przez zaniepokojonych sąsiadów.

Od dłuższego czasu nikt nie widział mieszkańców domu. Jak przekazał nam jeden z sąsiadów, w budynku panowała cisza, która zaczęła niepokoić okolicznych mieszkańców. Dodatkowo okazało się, że dom był całkowicie odcięty od mediów, bez prądu i bez wody. W takich warunkach kobieta i mężczyzna mieli żyć przez nieokreślony czas.

Gdy policjanci weszli do środka, natrafili na wstrząsający widok. W jednym z pokojów, na łóżkach, leżały dwie osoby kobieta i mężczyzna. Bez oznak życia. Wnętrze było wychłodzone, a martwa cisza tylko potęgowała grozę sytuacji.

Na miejsce natychmiast wezwano zespół ratownictwa medycznego. Niestety, ratownicy nie byli już w stanie pomóc, stwierdzili zgon obojga mieszkańców.

Jedyną istotą, która przeżyła dramat, był pies. Skrajnie wyziębiony, wystraszony, skulony w rogu pokoju, jakby resztkami sił próbował przetrwać. Zwierzę zostało przekazane pod opiekę ekopatrolu Straży Miejskiej.

Teren posesji zabezpieczono, a dalsze czynności prowadzili policjanci pod nadzorem prokuratury. Na obecnym etapie nie są znane dokładne przyczyny śmierci kobiety i mężczyzny. Ciała zostaną poddane sekcji zwłok, która ma pomóc w wyjaśnieniu okoliczności tej tragedii.

Tragedia rodzi również pytania, na które dziś trudno znaleźć odpowiedź. Czy ktokolwiek wiedział, w jakich warunkach żyli mieszkańcy tego domu? Czy informacje o odciętych mediach, braku ogrzewania, prądu i wody docierały do miejskich instytucji, pomocy społecznej lub służb? Na razie nie wiadomo, czy rodzina była objęta jakąkolwiek formą wsparcia. Sprawa pokazuje, jak łatwo dramat może rozgrywać się w ukryciu, z dala od systemu i ludzkiej uwagi.

To dramat, który przez długi czas rozgrywał się w ciszy za zamkniętymi drzwiami, bez światła, bez wody i bez pomocy. Gdy sąsiedzi zareagowali, było już za późno.

FOT. Anna Szymańska

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

„Niebezpieczeństwo nad głowami pieszych. Interwencja straży miejskiej i strażaków na Bródnie”

Śnieżna czapa zwisała tuż nad wejściem do popularnego baru i automatem do odbioru przesyłek na Bródnie. Na szczęście zagrożenie w porę dostrzegli strażnicy miejscy z VI Oddziału Terenowego.

Odśnieżanie, usuwanie sopli i nawisów śnieżnych, posypywanie piaskiem, utrzymywanie drożności chodników i dróg – zarządcom niektórych nieruchomości nie jest łatwo nadążać za wymaganiami stawianymi przez zimę. Z taką właśnie sytuacją spotkali się 8 stycznia strażniczka i strażnik z Referatu Komunalnego VI Oddziału Terenowego. Na jednej z ulic Bródna, tuż nad wejściem do popularnego baru azjatyckiego i automatem do odbioru przesyłek, zauważyli pokaźnej wielkości nawis śnieżny.
Ponieważ osunięcie się na ziemię takiej ilości śniegu mogło w poważny sposób zagrozić pieszym, funkcjonariusze natychmiast zagrodzili taśmą wejście na chodnik i zawiadomili straż pożarną. Strażacy z pomocą wysięgnika szybko usunęli zagrożenie. Osoby, które chciały w tym czasie odebrać paczki i zjeść w barze, serdecznie podziękowały za przeprowadzoną akcję, tym bardziej, że nie były świadome grożącego im niebezpieczeństwa.

Przypominamy, że za zimowy stan nieruchomości odpowiadają jej zarządcy i administratorzy. Nieusunięcie nawisów śnieżnych i sopli, jak również śniegu i lodu z dróg naraża odpowiedzialnych na sankcje prawne, lecz przede wszystkim stanowi poważne niebezpieczeństwo dla ludzi i ich mienia.

Referat Prasowy Straży Miejskiej m.st. Warszawy

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Gorąca kawa w mroźnej Warszawie. Miasto przygotowało namioty dla mieszkańców

W obliczu silnych mrozów w stolicy, władze Warszawy wprowadzają nowe rozwiązania, które mają zwiększyć komfort i bezpieczeństwo mieszkańców, a jednocześnie nie pogarszać jakości powietrza. Zamiast tradycyjnych koksowników, w kluczowych punktach miasta stanęły ogrzewane namioty, w których dostępna jest gorąca kawa i herbata.

Po posiedzeniu sztabu kryzysowego prezydent Warszawy, Rafał Trzaskowski, przedstawił plan działań na najbliższe dni. Miasto szczególnie zwraca uwagę na wsparcie osób bezdomnych oraz bezpieczeństwo w newralgicznych miejscach stolicy.

Ogrzewane namioty rozpoczęły działalność w piątek 9 stycznia od godz. 15:00. W weekend będą dostępne w godzinach od 10:00 do 16:00, a od poniedziałku 12 stycznia funkcjonują codziennie od 6:00 do 18:00, do odwołania.

Miejsca, w których można skorzystać z ciepłego schronienia i napojów, to:

  • Metro Centrum,
  • Rondo Wiatraczna – między ul. Grochowską a Al. Waszyngtona,
  • Al. Solidarności / ul. Targowa,
  • Metro Wilanowska,
  • ul. Marymoncka / ul. Żeromskiego – w rejonie Metra Słodowiec.

Dodatkowo, Jednostka Ratowniczo-Gaśnicza nr 17 PSP przygotowała namiot przy tzw. „Patelni” w okolicach Pasażu Wisławy Szymborskiej, gdzie również można ogrzać się i napić ciepłego napoju.

Dzięki tej inicjatywie mieszkańcy Warszawy i osoby znajdujące się w trudnej sytuacji pogodowej mają zapewnione bezpieczne schronienie, a miasto unika dodatkowego zanieczyszczenia powietrza wynikającego z tradycyjnych źródeł ogrzewania.

Fot. Artur Stankiewicz

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Lód nie wybacza błędów. Zasady, które ratują życie

Co zrobić, gdy załamie się pod Tobą lód?

Zamarznięte jeziora, stawy, rzeki oraz inne akweny wodne zarówno otwarte, jak i zamknięte każdej zimy przyciągają dzieci, młodzież i dorosłych. Gładka, biała tafla sprawia wrażenie stabilnej i bezpiecznej, jednak to tylko złudzenie. Wejście na lód to ogromne ryzyko, którego wiele osób wciąż nie docenia.

Grubość lodu nigdy nie jest jednakowa. Prądy wodne, roślinność, dopływy cieplejszej wody czy zmienne temperatury powodują, że nawet pozornie solidna tafla może w jednej chwili załamać się pod ciężarem człowieka. Statystyki są bezlitosne co roku pod lodem ginie kilkanaście osób. Wśród ofiar są zarówno dorośli, jak i dzieci.

Dlatego apel ratowników, strażaków i służb jest jednoznaczny:
nie wchodź na lód, nawet jeśli wygląda na gruby i bezpieczny. Żadna zabawa, skrócenie drogi czy zdjęcie nie są warte ludzkiego życia.

Gdy lód zawodzi – jak zachować się w chwili zagrożenia

Mimo ostrzeżeń wypadki nadal się zdarzają. Jeśli dojdzie do załamania lodu i wpadniesz do lodowatej wody, o przeżyciu decydują pierwsze sekundy.

Zachowaj spokój

Paniczne ruchy przyspieszają wychłodzenie i utratę sił. Rozszerz ręce na boki, aby zwiększyć powierzchnię podparcia i nie dopuścić do zanurzenia głowy. Staraj się kontrolować oddech.

Wróć w stronę, z której przyszedłeś

Obróć się w kierunku, z którego wszedłeś na lód. To jedyne miejsce, gdzie tafla była na tyle stabilna, by przed chwilą utrzymać Twój ciężar. Próba wydostania się w innym kierunku grozi kolejnym załamaniem lodu.

Przygotuj krawędź do wyjścia

Jeśli lód przy przeręblu kruszy się pod rękami, ostrożnie odłamuj go przed sobą, aż dotrzesz do twardszej tafli. Oprzyj przedramiona płasko na lodzie, szukając jak największego i stabilnego punktu podparcia.

Wydostań się na powierzchnię

Nie próbuj podciągać się samymi rękami. Pracuj nogami, wykonując energiczne ruchy podobne do pływania, aby wypchnąć tułów poziomo na lód. Jeśli masz przy sobie kolce lodowe lub inne ostre narzędzie, wbij je w taflę, by ułatwić sobie wyjście.

Oddal się w bezpieczne miejsce

Po wydostaniu się z wody nie wstawaj. Skoncentrowany ciężar ciała na stopach może ponownie przebić lód. Czołgaj się lub turlaj, oddalając się od przerębla dokładnie tą samą trasą, którą przyszedłeś.

Po wyjściu z wody

Nawet po opuszczeniu akwenu zagrożenie nie mija. Mokra odzież i niska temperatura powodują szybkie wychłodzenie organizmu. Jak najszybciej znajdź ciepłe schronienie, zdejmij mokre ubrania i wezwij pomoc. Hipotermia może rozwijać się bardzo szybko i stanowi realne zagrożenie życia.

Fot. Marek Śliwiński

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Zima to nie tylko zabawa. Rodzice, pilnujcie swoich dzieci

Zima to dla dzieci wyjątkowy czas pełen radości i zabawy. Śnieg, sanki, bitwy na śnieżki czy lodowe ślizgawki dostarczają wielu emocji i niezapomnianych wrażeń. Warto jednak pamiętać, że zimowa aura niesie ze sobą także realne zagrożenia, których nie wolno bagatelizować.

Szanowni Rodzice,
w trosce o bezpieczeństwo Waszych dzieci zwracajcie uwagę nie tylko na to, czy są odpowiednio ubrane, ale również gdzie i w jakich warunkach się bawią. Codzienne obowiązki sprawiają, że czasem tracimy z pola widzenia miejsce, w którym aktualnie przebywa nasze dziecko. Tymczasem chwila nieuwagi może mieć poważne konsekwencje.

Na załączonym zdjęciu widzimy dziewczynkę bawiącą się na śliskiej, nieodśnieżonej jezdni, toczącą śnieżną kulę. W takich warunkach nawet ostrożnie jadący samochód nie jest w stanie zatrzymać się natychmiast. Dziecko natomiast, zanim zda sobie sprawę z zagrożenia, może nie zdążyć się podnieść i zejść z drogi zwłaszcza gdy nawierzchnia jest oblodzona i wyjeżdżona przez inne pojazdy.

Apel do rodziców i opiekunów

Kontrolujcie, w jaki sposób i gdzie bawią się Wasze dzieci. Policja oraz służby ratunkowe regularnie apelują o wzmożoną czujność, szczególnie w okresie zimowym. Nawet niewielki przymrozek może stwarzać zagrożenie – zwłaszcza w przypadku wchodzenia na zamarznięte zbiorniki wodne, gdzie cienki lód stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo.

Rozmawiajmy z dziećmi o możliwych zagrożeniach, tłumaczmy im zasady bezpiecznej zabawy i uczmy odpowiedzialnych zachowań. Świadomość i nadzór dorosłych to klucz do tego, aby zimowe ferie i codzienne zabawy były czasem radości, a nie tragedii.

Bezpieczeństwo dzieci zawsze powinno być naszym wspólnym priorytetem.

📸fot. Luka&Maro

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
  • Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas!

Jechała jak jedna wielka biała śnieżna kula!

Cały pojazd, w tym dach, przód, tył oraz światła, został pokryty grubą warstwą śniegu. Był to pojazd marki Ford Fiesta. Właśnie w takim stanie kobieta wyruszyła w trasę w Pruszkowie, zmierzając w kierunku drogi S8. Chociaż uniknęła kontroli drogowej, jej nieodpowiedzialne zachowanie zostało zauważone przez naszych reporterów.

Zaniechanie dokładnego odśnieżenia samochodu stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa na drodze. O ile szyba czołowa była odśnieżona, reszta pojazdu, w tym kluczowe elementy, takie jak światła, pozostała pod śniegową pokrywą. Brak widocznych światł to nie tylko naruszenie przepisów, ale także bezpośrednie zagrożenie dla innych uczestników ruchu. Co więcej, zalegający na aucie śnieg może w każdej chwili osunąć się na jezdnię, stwarzając ryzyko poślizgu i wypadku dla pojazdów jadących z tyłu.

Nieodśnieżenie samochodu może prowadzić do poważnych konsekwencji. Zasłonięte tablice rejestracyjne mogą skutkować mandatem w wysokości 500 zł, a zasłanianie świateł to dodatkowe 300 zł. Kara za nieczytelne tablice lub brak wymaganych oznaczeń wynosi 100 zł, natomiast używanie pojazdu w sposób zagrażający bezpieczeństwu grozi mandatem do 200 zł. Poza tym konsekwencje wypadku mogłyby być nieporównywalnie bardziej dotkliwe – zarówno dla kierowcy, jak i dla innych uczestników ruchu.

Warto pamiętać, że odśnieżanie pojazdu to nie tylko wymóg prawny, ale też wyraz odpowiedzialności. Oczyszczenie samochodu poprawia widoczność i ogólną bezpieczeństwo jazdy, a przy okazji pozwala na dokładne obejrzenie pojazdu i wykrycie ewentualnych usterek. Co więcej, ta czynność może być doskonałym sposobem na rozgrzanie mięśni przed rozpoczęciem podróży w trudnych zimowych warunkach.

Pamiętajmy, że nawet pozornie drobne zaniedbania mogą mieć poważne skutki. Dbajmy o bezpieczeństwo na drodze, odśnieżajmy nasze pojazdy i przestrzegajmy przepisów. To inwestycja w nasze wspólne zdrowie i życie.

  • Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
  • Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.

Zdjęcia: Marek Śliwiński