Życie na huśtawce, między niebem a piekłem. 30 marca – dzień choroby afektywnej dwubiegunowej

Robin Williams, Mel Gibson, Marilyn Monroe, Amy Winehouse, Sting, Mariah Carey, Steve Jobs – długo można wymieniać znanych artystów i twórców zmagających się z chorobą afektywną dwubiegunową (ChAD). Dzięki wielu z nich, dzisiaj coraz częściej otwarcie mówi się o tej chorobie, która łączy kreatywny i twórczy szał, z otchłanią depresji, niestety bardzo często zakończonej samobójstwem (dlatego CHAD jest dużo bardziej niebezpieczny niż sama depresja).

Zaznaczamy, że w tym artykule chcemy jedynie krótko pokazać samą istotę choroby na podstawie rozmowy z osobą mającą CHAD i nie jest to tekst naukowy.

Osoby chore, mają naprzemiennie epizody depresji, hipomanii i manii, rozdzielone okresami remisji – „wahania nastrojów” i nie chodzi tu o nadużywane potocznie określenie, że „ktoś ma dwubiegunówkę”, bo dzisiaj ma dobry humor, a wczoraj miał zły. To dużo poważniejsze zaburzenia.

W uproszeniu: chory w okresie hipomanii ma podwyższony nastrój, jest pobudzony, bardzo kreatywny, krótko śpi i dokonuje rzeczy chwilami niewiarygodnych. To jest właśnie stan w którym powstają największe dzieła. W ostrzejszej fazie hipomanii czyli manii, dochodzi rozdrażnienie, gonitwa myśli, ryzykowne zachowania i rozdrażnienie a czasem nawet agresja.

Po tych „górkach” nadchodzą „dołki” czyli stany depresyjne. Głębokie, jak tłumaczą chorzy, „im większa górka, tym gorszy dołek”. I o ile przy samej depresji jej wyleczenie farmakologiczne jest stosunkowo proste, to w przypadku CHAD już nie, bo bardzo łatwo jest przesadzić z lekami antydepresyjnymi, które wybiją chorego zbyt „wysoko w górę”, zamiast utrzymać na stabilnym poziomie.

Najważniejsze: z chorobą afektywną dwubiegunową można w miarę normalnie żyć i funkcjonować, pod warunkiem, że jest się pod stałą kontrolą lekarza psychiatry, który modyfikuje leczenie w zależności od aktualnego stanu pacjenta.

Tekst: Anna Sadowska