Reporterka, wiceprezes portalu, strażaczka-ochotniczka i poetka. W swoich wierszach porusza temat poświęcenia strażaków, ukazując emocje i wyzwania, z jakimi mierzą się w codziennej służbie w tomiku wierszy „Strażackie Serce”.
Nerwowe zachowanie dwóch kobiet zwróciło uwagę strażników miejskich. Okazało się, że chwilę wcześniej ich matka straciła przytomność w trakcie podróży samochodem.
W niedzielny wieczór, 12 lipca, chwilę po godzinie 18 strażnicy z VI Oddziału Terenowego podczas kontroli rejonu Białołęki zauważyli na skrzyżowaniu ulic Modlińskiej i Mehoffera dwie kobiety, które desperacko próbowały zatrzymywać przejeżdżające pojazdy. Funkcjonariusze natychmiast podjechali, aby sprawdzić, co się stało. Zdenerwowane kobiety poinformowały strażników, że w stojącym na poboczu samochodzie znajduje się ich 75-letnia mama, która przed chwilą straciła przytomność. Strażnicy niezwłocznie przystąpili do oceny jej stanu oraz sprawdzenia czynności życiowych, jednocześnie wzywając na miejsce Zespół Ratownictwa Medycznego. W trakcie udzielania pomocy seniorka odzyskała przytomność. Z relacji kobiety wynikało, że nagle poczuła się słabo i miała trudności z oddychaniem. Strażnik-ratownik z certyfikatem KPP ułożył 75-latkę w pozycji ułatwiającej oddychanie, przeprowadził wstępny wywiad medyczny oraz monitorował jej stan do czasu przyjazdu ratowników. Po przybyciu pogotowia funkcjonariusze przekazali seniorkę pod opiekę ratowników wraz ze wszystkimi zebranymi informacjami dotyczącymi jej stanu zdrowia i przebiegu zdarzenia. Dzięki natychmiastowej reakcji strażników kobieta szybko otrzymała fachową pomoc medyczną.
W straży miejskiej służy ponad 150 funkcjonariuszek i funkcjonariuszy z uprawnieniami ratowniczymi. W większości radiowozów patrolujących miasto znajduje się defibrylator AED.
Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
Mieszkańcy powiatu pruszkowskiego mogą w środę, 16 lipca, usłyszeć dźwięk syren alarmowych. Nie będzie to jednak sygnał świadczący o realnym zagrożeniu, lecz element zaplanowanych ćwiczeń związanych ze sprawdzeniem systemów ostrzegania i alarmowania ludności.
Testy odbędą się w godzinach od 9:00 do 15:00 i obejmą cały teren powiatu pruszkowskiego. W tym czasie uruchomione zostaną syreny alarmowe znajdujące się w poszczególnych gminach.
Celem ćwiczeń jest sprawdzenie sprawności urządzeń oraz gotowości systemu, który w przypadku rzeczywistego zagrożenia służy do szybkiego przekazywania ostrzeżeń mieszkańcom.
Służby podkreślają, że nie ma powodów do obaw. Emitowane sygnały będą miały wyłącznie charakter testowy i nie wymagają podejmowania żadnych działań. Mieszkańcy proszeni są o zachowanie spokoju oraz o przekazanie tej informacji rodzinie i znajomym, aby uniknąć niepotrzebnego niepokoju.
Regularne sprawdzanie systemów alarmowych jest ważnym elementem przygotowania służb i administracji do sytuacji kryzysowych, dzięki czemu w razie rzeczywistego zagrożenia możliwe będzie sprawne ostrzeganie mieszkańców.
Fot: Warszawska Grupa Luka&Maro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
W czwartek, 9 lipca, funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego przeprowadzili jednoczesne działania w kilku warszawskich instytucjach. Agenci pojawili się w Urzędzie m.st. Warszawy, Urzędzie Dzielnicy Ursus oraz w Warszawskim Szpitalu Południowym. Czynności realizowane są na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która prowadzi śledztwo dotyczące podejrzenia nieprawidłowości związanych z funkcjonowaniem tej placówki.
Sprawa zyskała rozgłos po publikacjach medialnych opisujących działalność Szpitala Południowego. W centrum zainteresowania znalazł się lekarz specjalizujący się w anestezjologii, pełniący jednocześnie funkcję koordynatora Szpitalnego Oddziału Ratunkowego oraz będący radnym warszawskiego Ursusa. Według doniesień medialnych jego wynagrodzenie uzyskane w placówkach medycznych w ubiegłym roku miało wynieść około 1,6 mln zł.
W publikacjach pojawiły się również informacje o możliwym uprzywilejowanym traktowaniu wybranych pacjentów. Według przedstawionych ustaleń osoby związane z Koalicją Obywatelską miały być przyjmowane poza obowiązującą kolejnością, a na terenie oddziału miało funkcjonować wydzielone pomieszczenie przeznaczone dla wybranych osób, oddzielone od ogólnodostępnej poczekalni.
Pod koniec czerwca Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła dwa odrębne postępowania. Pierwsze dotyczy podejrzenia wyrządzenia szkody majątkowej szpitalowi na kwotę nie mniejszą niż 558 tys. zł. Śledczy badają, czy do rozliczeń przedstawiano nierzetelne faktury, które mogły zawierać nieprawdziwe informacje dotyczące czasu pracy lekarza. Analizowany okres obejmuje czas od 31 stycznia 2025 roku do 17 czerwca 2026 roku.
Drugie śledztwo koncentruje się na sposobie zarządzania Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym. Prokuratura sprawdza, czy osoby odpowiedzialne za nadzór nad oddziałem dopuściły się niegospodarności, czy przestrzegano zasad segregacji medycznej (triażu) oraz czy proces zatrudnienia i wynagradzania koordynatora odbywał się zgodnie z obowiązującymi przepisami. Według śledczych ewentualna szkoda może przekraczać 500 tys. zł, a postępowanie prowadzone jest między innymi pod kątem przepisów dotyczących nadużycia zaufania.
To jednak nie jedyny wątek prowadzony przez prokuraturę. Równolegle trwa postępowanie sprawdzające dotyczące działalności prosektorium Szpitala Południowego. Śledczy analizują okoliczności pod kątem podejrzenia tzw. łapownictwa menadżerskiego oraz możliwego znieważenia zwłok.
Na obecnym etapie postępowania prowadzone są czynności procesowe i zabezpieczana jest dokumentacja. Prokuratura nie poinformowała dotąd o przedstawieniu komukolwiek zarzutów.
„Dzisiaj od rana na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie agenci CBA prowadzą czynności w ramach śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. Funkcjonariusze zabezpieczają dokumenty w Urzędzie m. st. Warszawy, w Urzędzie Dzielnicy Ursus i w szpitalu” – napisał na platformieXJacek Dobrzyński, rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych. Na antenie Polsat News dodał, że agenci byli w samym szpitalu już po raz trzeci, zapowiadając jednocześnie, że nie będzie to ostatnia wizyta funkcjonariuszy w placówce. Zabezpieczone dokumenty mają zostać szczegółowo przeanalizowane i zweryfikowane – więcej szczegółów na obecnym etapie rzecznik nie ujawnił.
🛑 Dzisiaj od rana na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie agenci @CBAgovPL prowadzą czynności w ramach śledztwa dotyczącego nieprawidłowości w Warszawskim Szpitalu Południowym. Funkcjonariusze zabezpieczają dokumenty w Urzędzie m. st. Warszawy, w Urzędzie Dzielnicy Ursus…
— Jacek Dobrzyński (@JacekDobrzynski) July 9, 2026
Fot/Grafika: Warszawska Grupa Luka&Maro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
Jedyny w Polsce policyjny Ford Mustang, który od kilku miesięcy służył funkcjonariuszom Komendy Miejskiej Policji w Radomiu, uczestniczył w poważnym wypadku drogowym. Do zdarzenia doszło w czwartek, 9 lipca, około godziny 12:20 na drodze wojewódzkiej nr 740 w miejscowości Milejowice.
W zdarzeniu brały udział policyjny Ford Mustang oraz Volkswagen Golf. Według relacji świadków radiowóz poruszał się jako pojazd uprzywilejowany, mając włączone zarówno sygnały świetlne, jak i dźwiękowe. W trakcie jazdy wyprzedzał kolumnę pojazdów, gdy w tym samym czasie kierujący Volkswagenem wykonywał manewr skrętu w lewo. To właśnie wtedy doszło do zderzenia obu samochodów. Z naszych informacji wynika, że obaj policjanci podróżujący Fordem Mustangiem zdołali samodzielnie opuścić uszkodzony radiowóz jeszcze przed przybyciem na miejsce pozostałych służb ratunkowych. Okoliczności zdarzenia są wyjaśniane przez odpowiednie służby. Dokładny przebieg i okoliczności zdarzenia drogowego będą wyjaśniane przez odpowiednie służby.
Informacja o rozbiciu radiowozu szybko obiegła media społecznościowe, gdzie pojawiły się pierwsze zdjęcia i relacje świadków zdarzenia.
Policyjny Ford Mustang nie był zwykłym radiowozem. Był pierwszym i jak dotąd jedynym takim samochodem wykorzystywanym przez polską Policję. Sportowe auto trafiło do służby po konfiskacie od nietrzeźwego kierowcy i szybko stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych radiowozów w kraju.
Historia Mustanga rozpoczęła się w kwietniu 2025 roku, kiedy jego właściciel został zatrzymany za kierowanie pojazdem, mając w organizmie ponad 2 promile alkoholu. Zgodnie z obowiązującymi przepisami samochód został skonfiskowany, a po prawomocnym wyroku sądu przekazany Policji zamiast trafić na sprzedaż. Ostatecznie zasilił flotę Komendy Miejskiej Policji w Radomiu, gdzie wykorzystywany był przez funkcjonariuszy ruchu drogowego.
Przez ostatnie miesiące Mustang brał udział w działaniach prowadzonych na mazowieckich drogach, zwracając uwagę kierowców i miłośników motoryzacji. Dla wielu był symbolem nowych możliwości wynikających z przepisów pozwalających przekazywać skonfiskowane pojazdy służbom państwowym.
Na chwilę obecną nie podano oficjalnych informacji dotyczących stanu zdrowia uczestników zdarzenia ani szczegółowego zakresu uszkodzeń obu pojazdów. Wiadomo jednak, że policyjny Ford Mustang został poważnie uszkodzony.
Policja prowadzi czynności mające na celu ustalenie dokładnych przyczyn oraz okoliczności tego wypadku.
Fot. Czytelnik
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
Od lat wśród kierowców trwa dyskusja na temat obowiązkowych gaśnic samochodowych. Jedni żartują, że 1-kilogramowa gaśnica nadaje się co najwyżej do zgaszenia świeczki, inni przekonują, że w odpowiednim momencie może uratować samochód przed całkowitym spaleniem. Jak jest naprawdę?
Wracamy do jednego z materiałów z naszego archiwum, który doskonale pokazuje, że w walce z pożarem liczy się przede wszystkim czas, sprawny sprzęt i współpraca ludzi.
Podczas jednego ze spotów motoryzacyjnych organizowanych na parkingu hipermarketu doszło do pożaru samochodu. Ogień pojawił się w komorze silnika i w krótkim czasie zaczął się rozprzestrzeniać. Na miejscu byli reporterzy Warszawskiej Grupy Luka&Maro, którzy natychmiast ruszyli do działania.
Pierwsza gaśnica została użyta od razu, jednak bardzo szybko okazało się, że jedna niewielka gaśnica nie wystarczy. Poprosiliśmy uczestników wydarzenia o pomoc i ich reakcja była natychmiastowa. Każdy, kto miał w swoim samochodzie gaśnicę, bez chwili wahania przekazywał ją do gaszenia płonącego pojazdu.
Na jednym ze zdjęć widać, że jeden z kierowców próbował gasić pożar, trzymając gaśnicę odwróconą do góry dnem. To błąd, który może sprawić, że gaśnica nie zadziała prawidłowo lub jej skuteczność będzie znacznie mniejsza. Standardowe gaśnice proszkowe stosowane w samochodach powinny być używane w pozycji pionowej, zgodnie z instrukcją producenta.
Z tego, co pamiętamy, podczas akcji zużyliśmy około 30 małych gaśnic samochodowych. Dzięki błyskawicznej reakcji wielu osób udało się opanować pożar jeszcze przed przyjazdem straży pożarnej. Co ciekawe, spośród wszystkich wykorzystanych gaśnic jedna lub dwie wogóle nie zadziałały. Trudno dziś jednoznacznie wskazać przyczynę – mogło to być spowodowane usterką, brakiem odpowiedniej konserwacji lub innym problemem technicznym. To pokazuje, jak ważne jest regularne sprawdzanie stanu gaśnicy oraz jej terminowej legalizacji.
Cała sytuacja pokazała również jeszcze jeden problem. Nie każdy kierowca wie, jak prawidłowo używać gaśnicy. W stresie wiele osób traci cenne sekundy, nie wiedząc, jak uruchomić gaśnicę lub gdzie skierować środek gaśniczy. Warto pamiętać, że samo posiadanie gaśnicy nie wystarczy – równie ważna jest umiejętność jej użycia oraz zachowanie zimnej krwi.
Nasze doświadczenie pokazuje, że 1-kilogramowa gaśnica może być bardzo pomocna, ale przede wszystkim wtedy, gdy pożar zostanie zauważony w jego początkowej fazie. Jej czas działania wynosi zaledwie kilka sekund, dlatego przy rozwiniętym pożarze samochodu często okazuje się niewystarczająca. Może jednak skutecznie ograniczyć rozwój ognia i zyskać cenny czas do przyjazdu straży pożarnej.
Coraz więcej kierowców decyduje się na przewożenie większych gaśnic – 2 kg, 4 kg, a nawet 6 kg. Zajmują więcej miejsca, ale oferują znacznie większą skuteczność gaśniczą i dłuższy czas działania. W sytuacji zagrożenia może to mieć ogromne znaczenie.
Coraz częściej świadkowie pożaru najpierw wyciągają telefon, by nagrywać zdarzenie, zamiast pomóc lub wezwać służby. Takie zachowanie może stwarzać dodatkowe zagrożenie dla ruchu drogowego i utrudniać akcję ratunkową.
Nasz archiwalny materiał pokazuje jednak przede wszystkim siłę ludzkiej solidarności. Gdy liczy się każda sekunda, uczestnicy spotu motoryzacyjnego nie zastanawiali się ani chwili. Każdy, kto miał gaśnicę, przekazał ją do akcji gaśniczej. To właśnie dzięki wspólnemu zaangażowaniu udało się opanować pożar jeszcze przed przyjazdem strażaków i zapobiec całkowitemu zniszczeniu samochodu.
A jakie jest Wasze zdanie?
Czy obowiązkowa 1-kilogramowa gaśnica w samochodzie jest dziś wystarczająca, czy przepisy powinny zostać zmienione i zobowiązywać kierowców do wożenia większych oraz skuteczniejszych gaśnic? A może lepszym rozwiązaniem byłoby pozostawienie jednej gaśnicy, ale o większej skuteczności? Czekamy na Wasze opinie w komentarzach.
Zdecydowanie warto sprawdzać gaśnice. Od tego zależy Twoje bezpieczeństwo i to, czy w razie pożaru sprzęt w ogóle zadziała.
Koszty: Sprawdzenie (tzw. przegląd) jest bardzo tanie. Kosztuje zwykle od 5 do 20 zł.
Czy można legalizować?
Tak: Legalizacja (inaczej przegląd techniczny) jest jak najbardziej możliwa i legalna. Procedura: Uprawniony serwisant sprawdza szczelność zbiornika, wymienia środki gaśnicze (proszek) i nakleja nową naklejkę (tzw. cechę legalizacyjną) z datą kolejnego przeglądu.
Jak dbać o gaśnicę bez serwisu?
Raz w miesiącu: Obróć gaśnicę dnem do góry i mocno nią wstrząśnij. Zapobiegnie to zbiciu się proszku w twardą bryłę.
Miejsce: Schowaj ją w zasięgu ręki (np. pod fotelem pasażera lub w dedykowanym uchwycie). Gaśnica luźno wrzucona do bagażnika jest bezużyteczna podczas pożaru.
FOT: Archiwum Warszawska Grupa Luka&Maro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
Osoby planujące wypoczynek nad polskim morzem powinny w najbliższych dniach zachować szczególną ostrożność. Silny wiatr, wysokie fale oraz niebezpieczne prądy wsteczne sprawiły, że na wielu kąpieliskach wywieszono czerwone flagi, oznaczające bezwzględny zakaz wchodzenia do wody.
Niebezpieczna pogoda sprawiła, że w środę, 8 lipca, na ponad 140 kąpieliskach nad Bałtykiem obowiązywała czerwona flaga i zakaz wchodzenia do wody.
Najtrudniejsza sytuacja panuje na wybrzeżu województwa zachodniopomorskiego, gdzie zamknięto ponad sto kąpielisk. Ograniczenia objęły między innymi plaże w Świnoujściu, Międzyzdrojach, Kołobrzegu, Mielnie, Darłówku, Pobierowie i Rewalu. Niebezpieczne warunki występują również na Pomorzu – zakazy obowiązują m.in. w Ustce, Łebie, Władysławowie, Rowach, Lubiatowie oraz na części plaż Półwyspu Helskiego.
Ratownicy wodni przypominają, że czerwonej flagi nie wolno ignorować. To wyraźny sygnał, że wejście do wody może stanowić poważne zagrożenie dla zdrowia i życia. Silne fale oraz prądy wsteczne są w stanie w ciągu kilku chwil porwać nawet doświadczonych pływaków.
Niebezpieczeństwo czyha również poza wodą. Podczas sztormowej pogody należy unikać spacerów po falochronach i ostrogach. Mokre kamienie oraz drewniane elementy są bardzo śliskie, a uderzające fale mogą z łatwością zepchnąć człowieka do morza.
Służby apelują, aby przed wyjazdem nad Bałtyk sprawdzać aktualne komunikaty dotyczące kąpielisk, zwracać uwagę na oznaczenia wywieszone przez ratowników i korzystać wyłącznie z plaż strzeżonych. Pogoda nad morzem potrafi zmienić się bardzo szybko, dlatego nawet jeśli warunki wydają się dobre, warto zachować rozsądek i stosować się do zaleceń osób czuwających nad bezpieczeństwem.
Morze zachwyca swoim pięknem, ale podczas silnego wiatru i wysokiego falowania staje się niezwykle niebezpiecznym żywiołem. Chwila nieuwagi może zakończyć się tragedią, dlatego bezpieczeństwo zawsze powinno być ważniejsze niż chęć wejścia do wody.
Fot: Warszawska Grupa Luka&Maro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
Od kilku dni w internecie pojawiają się kolejne artykuły i nagłówki dotyczące koncertowego wykonania utworu „Jeanny” przez zespół Ich Troje. Wiele z nich skupia się na jednym, wyrwanym z kontekstu elemencie widowiska – scenie, w której Michał Wiśniewski uderza poduszką partnerującą mu na scenie aktorkę lub tancerkę. Dla jednych to szokujący obraz, dla innych – po prostu element teatralnej opowieści. Warto jednak zadać sobie pytanie: czy oglądamy przemoc, czy spektakl?
Piosenka „Jeanny” nie jest autorskim utworem Ich Troje. To polska wersja głośnego, kontrowersyjnego przeboju austriackiego artysty Falco, do którego polski tekst napisał Michał Wiśniewski. Oryginalna „Jeanny”, wydana w 1985 roku, od początku budziła ogromne emocje. Przedstawiała historię z perspektywy obsesyjnego narratora, a sama fabuła była fikcyjną, mroczną opowieścią o zaginionej dziewczynie. Utwór wywołał liczne kontrowersje i był nawet bojkotowany przez część rozgłośni radiowych właśnie ze względu na swój niepokojący przekaz.
Ich Troje wykonuje „Jeanny” podczas koncertów od wielu lat. Nie jest to zwykłe odśpiewanie piosenki, lecz krótka forma teatralna. Michał Wiśniewski pojawia się na scenie w luźnym stroju przypominającym piżamę, z zakrwawionym makijażem, trzymając w dłoni poduszkę wypełnioną pierzem. W trakcie widowiska odgrywana jest fikcyjna historia inspirowana treścią utworu. Sceniczne gesty, rekwizyty i gra aktorska mają budować napięcie oraz oddać klimat opowieści, a nie przedstawiać rzeczywiste wydarzenia.
W ostatnich dniach właśnie ten fragment koncertu został jednak wyjęty z szerszego kontekstu. W mediach społecznościowych i na portalach internetowych pojawiły się chwytliwe nagłówki, które sugerują skandaliczne zachowanie artysty. Takie tytuły skutecznie przyciągają uwagę i generują tysiące kliknięć oraz komentarzy, często bardzo krytycznych wobec Michała Wiśniewskiego. Problem w tym, że wielu odbiorców ocenia kilkunastosekundowy filmik, nie wiedząc, że ogląda fragment wieloletniego scenicznego spektaklu opartego na fabule znanej piosenki.
To pokazuje, jak łatwo dziś stworzyć internetową burzę. Wystarczy wyrwać kilka sekund z kilkuminutowego występu, opatrzyć je mocnym tytułem i pozostawić odbiorcom przestrzeń do własnych interpretacji. Szczególnie gdy bohaterem materiału jest Michał Wiśniewski – artysta od lat budzący emocje, wyrazisty i niebojący się kontrowersyjnych środków wyrazu. W jego przypadku zainteresowanie mediów niemal zawsze jest gwarantowane.
Nie oznacza to oczywiście, że każdemu musi podobać się taka forma scenicznej ekspresji. Sztuka od zawsze prowokowała, wywoływała dyskusje i zmuszała do refleksji. Warto jednak oceniać ją w całości, a nie na podstawie pojedynczego kadru czy nagłówka. Internet nauczył nas reagować błyskawicznie. Może jednak czasem warto zatrzymać się na chwilę, sprawdzić kontekst i dopiero wtedy wyrobić sobie własne zdanie. Bo nie wszystko, co wygląda sensacyjnie w sieci, jest tym, czym wydaje się na pierwszy rzut oka.
Fot: Warszawska Grupa Luka&Maro
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas
W dniach 3–5 lipca 2026 roku, podczas 53. Lata Kwiatów w Otmuchowie, odbyła się wyjątkowa akcja charytatywna na rzecz Ochotniczej Straży Pożarnej w Łące. Przez trzy dni ekipa projektu „Twoje bezpieczeństwo naszą pasją” wspólnie z druhami z OSP Otmuchów prowadziła zbiórkę pieniędzy na remont dachu remizy OSP Łąka. W wydarzenie aktywnie włączyła się również nasza redakcja.
Mieszkańcy, turyści oraz uczestnicy jednego z największych wydarzeń w regionie po raz kolejny pokazali, że potrafią jednoczyć się w słusznej sprawie. Dzięki ich hojności udało się zebrać 6 022,00 zł, które zostaną przeznaczone na niezbędny remont strażackiej remizy. Tegoroczne Lato Kwiatów odbywało się od 3 do 5 lipca i tradycyjnie przyciągnęło tysiące odwiedzających z całej Polski.
W dniu 6 lipca 2026 roku środki zostały oficjalnie przekazane na konto OSP Łąka, mieszczącej się przy ul. Łąka 65. Potwierdzeniem przekazania pieniędzy jest sporządzony protokół, który otrzymała również nasza redakcja.
To kolejny dowód na to, że wspólne działania strażaków, wolontariuszy i ludzi o wielkich sercach mogą przynosić realne efekty. Każda przekazana złotówka przybliża druhów z OSP Łąka do wykonania remontu dachu remizy, która jest niezwykle ważnym miejscem dla lokalnej społeczności oraz bezpieczeństwa mieszkańców.
Serdecznie dziękujemy wszystkim darczyńcom, organizatorom oraz osobom zaangażowanym w przeprowadzenie zbiórki. Ogromne słowa uznania kierujemy również do druhów z OSP Otmuchów, którzy przez cały czas trwania akcji aktywnie wspierali zbiórkę, pomagali w jej organizacji oraz zachęcali mieszkańców i gości do włączenia się w pomoc dla OSP Łąka. Ich zaangażowanie i poświęcenie miały ogromny wpływ na powodzenie całego przedsięwzięcia.
Raz jeszcze udowodniliśmy, że pomaganie ma ogromną moc, a strażacka solidarność nie zna granic. Dziękujemy wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę do tego pięknego sukcesu. Razem możemy naprawdę wiele!
To miała być kolejna nocna akcja ratownicza. Gdy około godziny 4:15 nad ranem zawyła syrena alarmowa, druhowie z OSP Witnica ruszyli do remizy przekonani, że jadą nieść pomoc mieszkańcom. Na miejscu czekał ich jednak szok – płonął ich własny budynek.
Po przybyciu strażacy zobaczyli, że ogień błyskawicznie objął remizę. W płomieniach znalazł się również samochód gaśniczy, którego nie udało się uratować. Pożar spowodował także rozległe zniszczenia samego budynku.
Na szczęście w wyniku zdarzenia nikt nie odniósł obrażeń. Straty materialne są jednak ogromne. Ogień i gęsty dym zniszczyły ściany, instalacje oraz wyposażenie remizy. Obiekt wymaga obecnie gruntownego remontu, a jednostka została pozbawiona swojego podstawowego samochodu ratowniczo-gaśniczego.
Do działań gaśniczych zadysponowano kilka zastępów straży pożarnej, w tym druhów z OSP Moryń, OSP Mieszkowice oraz strażaków z JRG Gryfino. Na miejscu pracowali również policjanci, którzy wyjaśniają przyczyny i okoliczności wybuchu pożaru.
Po tragedii druhowie uruchomili zbiórkę finansową, która ma pomóc w odbudowie remizy oraz na zakup nowego samochodu gaśniczego. Każde wsparcie ma dla nich ogromne znaczenie i pozwoli szybciej przywrócić jednostkę do pełnej gotowości operacyjnej.
To bolesne wydarzenie pokazuje, że nawet ci, którzy na co dzień niosą pomoc innym, sami czasem potrzebują wsparcia. Teraz to mieszkańcy i sympatycy pożarnictwa mogą pomóc strażakom z OSP Witnica wrócić do służby.
Strażnicy miejscy z I Oddziału Terenowego interweniowali nad Wisłą po tym, jak grupa osób goniła młodego mężczyznę podejrzewanego o agresywne zachowanie.
W piątek, 3 lipca wieczorem, strażnicy miejscy z I Oddziału Terenowego patrolowali nadwiślańskie tereny w rejonie mostu Świętokrzyskiego. W pewnym momencie funkcjonariusze zauważyli grupę osób biegnących za młodym mężczyzną. Widząc, że osoby te mają agresywne zamiary, strażnicy ruszyli za biegnącymi. Szybko ich dogonili, a po opanowaniu sytuacji i uspokojeniu wszystkich osób zaczęli wyjaśniać okoliczności zajścia. Jedna z obecnych na miejscu kobiet powiedziała funkcjonariuszom, że uciekający mężczyzna wcześniej uderzył inną kobietę. Strażnicy poprosili ujętego mężczyznę o okazanie dokumentu tożsamości. Wówczas mężczyzna stał się agresywny i wulgarny, a po chwili podjął próbę wyrwania się strażnikom, kopiąc jednego z nich. To przesądziło o dalszym przebiegu interwencji. Strażnicy obezwładnili agresora i wezwali na miejsce patrol policji. Po przyjeździe policjantów mężczyzna został im przekazany i przewieziony do KRP przy ulicy Wilczej, gdzie został zatrzymany do wyjaśnienia wszystkich okoliczności. 18 latkowi grożą zarzuty z art. 222 oraz art. 226 Kodeksu karnego za znieważenie i naruszenie nietykalności funkcjonariusza.
Źródło: Straż Miejska m.st. Warszawy
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Jeśli chcesz być na bieżąco z informacjami, zapraszamy do naszego serwisu ponownie!
Jeżeli podobał Ci się artykuł podziel się z innymi udostępniając go w mediach społecznościowych.
Jesteś świadkiem wypadku lub pożaru, masz dla nas ciekawy temat z Twojego miasta lub okolicy, którym warto się zająć – napisz do nas