5 lat minęło… Jubileusz Luka&Maro

Wszystko zaczęło się w 2014 roku w Warszawie od grupy miłośników motoryzacji i fotografii. Spotkali się kilka razy przypadkiem, potem już umawiali na wspólne wypady foto. Nazwali się MAG czyli Mazovia Automotive Group. Zabawa przekształciła się bardziej profesjonalne zajęcie i w grudniu 2016r.  grupa przekształciła się w Warszawską Grupę Luka&Maro. Pomysłodawcą Stowarzyszenia zrzeszającego fotoreporterów z różnych środowisk jest Marek Śliwiński.

Motorem napędowym i całym sercem Luka&Maro jest jego założyciel i prezes Marek Śliwiński. Dla niego wyjście z domu oznacza nie tyle dobór odpowiedniej garderoby, a skompletowanie obiektywów i aparatów, bo bez nich nie rusza się nawet w odwiedziny do cioci, czy na zakupy, bo przecież zawsze po drodze coś może się zdarzyć. Wielka miłość do fotografowania towarzyszy mu od lat, dlatego tak bardzo angażuje się w Stowarzyszenie i poświęca mu mnóstwo czasu. Po co to wszystko? Co tak naprawdę daje mu Luka&Maro?

– Luka&Maro daje nieskończone możliwości rozwoju w fotografii, udział w warsztatach fotograficznych, w licznych wydarzeniach kulturalnych, imprezach motoryzacyjnych, jeździmy do zdarzeń drogowych, ciągle coś się dzieje. Jako jedni z nielicznych tworzymy kampanie edukacyjne, mające na celu propagowanie bezpieczeństwa wśród uczestników ruchu drogowego. Chociaż nie jesteśmy milionerami, to cieszymy się sympatią  czytelników, bo możemy pomóc w różny sposób – mówi Marek Śliwiński – Naszą ekipę cenię przede wszystkim za zaangażowanie w pracę i chęć pomocy innym. Do tego wszyscy mają niesamowite poczucie humoru i tak naprawdę jesteśmy kumplami.

Fotoreporterzy Stowarzyszenia Luka&Maro to ludzie, którzy pracują w różnych zawodach, każdy w innym miejscu. Łączy ich pasja do fotografii, miłość do świata i ludzi. Wszyscy podkreślają, że właśnie L&M dało im możliwość poznawania nowych ludzi i odkrywania świata z innej perspektywy. Co scala tę ekipę? Nie ma wątpliwości – osoba prezesa.

Emilia Chyża: Do Luka&Maro trafiłam przypadkiem. Po wydaniu książki napisałam o tym do Stowarzyszenia. Spotkaliśmy się, zrobiliśmy materiał, a później wszystko samo się potoczyło, najpierw strażacka sesja zdjęciowa, dalej zaproszenie do współpracy. Warto było! Co mi się najbardziej podoba? Możliwość rozwoju, ciągłe poznawanie nowych ludzi, ciekawe wyjazdy i świetne materiały. W końcu mogę spełniać marzenia, pracować na swój sukces i widzieć tego efekty. Myślę, że gdyby nie Marek, Grupa nigdy by nie powstała. Podziwiam go za cierpliwość, spokój, optymizm. Nigdy nie będę w stanie go w stu procentach zastąpić i nawet nie będę próbować, bez niego Luka&Maro nie istnieje. Jest dobrym, ciepłym człowiekiem. Ma w sobie ogromną miłość do tego co robi.

 Beata Bogucka: Weszłam do L&M ponieważ namówił mnie Wojtek. Powiedział wtedy: chodź będzie fajnie. Podoba mi się w Stowarzyszeniu to, że zawsze się tu coś innego, kampanie, wyjazdy do różnych miast na wydarzenia, czy integracje. Nie ma nudy, ciągle coś się dzieje!  Oczywiście Luka&Maro bez Marka w roli prezesa nie mogłoby istnieć, on jest jak… taki nasz drugi tata, zawsze pomocny, świetny motywator do działania, wyrozumiały gdy jest potrzeba i potrafiący lekko tupnąć nogą, choć zdarza się to nawet zbyt rzadko.

Anna Sadowska: Dość długo obserwowałam Luka&Maro, później współpracowałam i zaczęło intrygować mnie coraz bardziej to, co robią ci wszyscy ludzie na tyle, że im zaczęłam na swój sposób zazdrościć. To był znak, że zamiast się przyglądać, pora dołączyć. Ekipa świetna, w zdecydowanej mniejszości kobiety, bo jesteśmy tylko we trzy, ale jakby nie było, w końcu to baby rządzą, więc wybaczcie panowie, ale bez nas nie zdziałalibyście nic. Oczywiście mózgiem wszystkiego jest Marek i bez niego L&M nie przetrwałoby nawet jednego dnia. Nikt nie włożyłby w to wszystko całego serca tak jak robi to on.

 Tomasz Nowak: Dlaczego wszedłem do L&M? Zadałbym pytanie: jak to się stało że L&M zostało, bo nasze początki nie zapowiadały tego, że przetrwa 5 lat, które właśnie minęło. Na początku jako jedynie jeździliśmy na spoty. Inni robili zdjęcia kobietom, samochodom i to było już nudne „enty raz” oglądać to samo… My odeszliśmy od stereotypów i „poszliśmy” w koty, psy, węże, wypadki i wszystko, co po prostu można było sfotografować. Bez Marka L&M nie mogłoby istnieć. To Marek ma ciągle dużo różnych pomysłów, których się nie da zrealizować w 5 minut…. to dużo pracy na lata dla nas wszystkich razem. Z Markiem!

Damian Mutryn:  Wszedłem do Stowarzyszenia po to, by rozwijać swoją pasję, kocham fotografię, a poza tym Luka&Maro to ciągły kontakt z ludźmi, możliwość poznania nowych ludzi, nowe doświadczenia, wciąż nowe sesje.  Szanujemy się jako wszyscy w Stowarzyszeniu, wszyscy fotoreporterzy wyciągną pomocną dłoń zarówno w pracy jako fotoreporter jaki jako kumple i w życiu prywatnym . Czy L&M mogłoby istnieć bez Marka ? Raczej nie, bo Marek scala całą grupę i robi kawał dobrej roboty

Wojtek Manewicz: Do Luka&Maro tak naprawdę wstąpiłem z ciekawości po rozmowie z Markiem, to on mnie zaprosił. Najciekawsze jest w tym wszystkim ciągłe poznawanie nowych osób. Czy Stowarzyszenie mogłoby funkcjonować bez Marka w roli prezesa? Hmmm… Pewnie by mogło, ale wymagałoby to zaangażowania wielu osób.  

Miniony 2021 rok był 5. rokiem działania Stowarzyszenia Warszawska Grupa Luka&Maro. Przez ten czas sporo się zmieniło. Rozwijamy się, zyskujemy nowych czytelników, którzy coraz częściej proszą nas o pomoc albo informują o sprawach ważnych dla ich lokalnych społeczności. Mamy coraz więcej maili i telefonów z całego kraju, więc nasi fotoreporterzy dzisiaj to już nie tylko sama Warszawa. Dziękujemy Wam wszystkim, że jesteście z nami i ze swojej strony obiecujemy, że zrobimy wszystko, by być jeszcze bliżej Was i na bieżąco informować o tym co się dzieje.

I chwalimy się jubileuszowym tortem i Piccolo, którym wznieśliśmy toast za Was wszystkich w Redakcji.